Fabryka chleba w Nowej Soli

Prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz odniósł kolejny „spektakularny” sukces – szwedzki koncern piekarniczy Lentmannen Unibike postawi w „jego” mieście gigantyczną piekarnię, która codziennie produkować będzie 200 ton pieczywa. Piękna rzecz, tyle tylko, że nie dla rodzimych nowosólskich piekarzy i ich pracowników.
Bilans jest prosty:
Szwedzka fabryka chleba chce zatrudnić stu pracowników i zaspokajać potrzeby 1,5 miliona Polaków. To oznacza bankructwo wielu małych, rodzinnych piekarni i bezrobocie dla zatrudnianych przez nie pracowników. I to nie tylko w okolicach miasta zarządzanego przez pana Tyszkiewicza, Lentmannen Unibike nie jest firmą lokalną, będzie zaopatrywać w pieczywo sklepy – zwłaszcza wielkopowierzchniowe i sieciowe – w całej Polsce. W zamian za sto miejsc pracy w Nowej Soli kilkadziesięciu rzemieślników zostanie zmuszonych do zamknięcia swoich interesów i zwolnienia kilkuset (co najmniej) pracowników. Interes życia…
Za chwilę ktoś się na mnie rzuci i powie, że tak przecież działa wolny rynek i ja, jako wolnościowiec, powinienem to zrozumieć. Tyle tylko, że sytuacja nie ma nic wspólnego z gospodarczą wolnością a jest klasycznym przejawem nieuczciwej konkurencji.
Po pierwsze koncern ze Szwecji przyszedł na gotowe – decyzję o rozpoczęciu inwestycji podjął dopiero w momencie, kiedy otrzymał do ręki pozwolenie na budowę.
Po drugie otrzymał zaproszenie włodarza Nowej Soli i preferencyjne warunki, o jakich polscy, drobni przedsiębiorcy nawet marzyć nie mogą. Fabryka chleba będzie działać w tzw. specjalnej strefie ekonomicznej zorganizowanej przez pana prezydenta Tyszkiewicza, do której wstęp mają tylko wybrani.
Po trzecie wreszcie produkty Lentmannen Unibike trudno nazwać chlebem – to przemysłowy półprodukt służący do odgrzewania na zapleczach sklepów, które sprzedają go póżniej frajerom pod nazwą „ciepłe pieczywo prosto z pieca”.
No dobrze, ostatni punkt zostawmy, to klient decyduje czy woli jeść przemysłową paszę czy też prawdziwy chleb na zakwasie. Chociaż z tą decyzją też nie jest tak do końca – często klient kupuje to, co jest dostępne a nie to, na co ma ochotę.
Dwa pierwsze punkty jednak doskonale pokazują jak wygląda polska „wolność gospodarcza” – mali i średni przedsiębiorcy muszą stawać na uszach by utrzymać rentowność i nie wylecieć z rynku a zagraniczni giganci otrzymują bonusy od władz centralnych i samorządowych, bo ich inwestycje pięknie wyglądają w politycznej biografii ludzi takich jak Wadim Tyszkiewicz. W efekcie miejsc pracy ubywa, jakość dostępnych w sklepach towarów spada ale co tam, przecież piękną fabrykę za oknem nam postawili…
Na koniec chciałbym tylko postawić jedno pytanie panu prezydentowi Tyszkiewiczowi: w jakim kraju będą konsumowane zyski z tych dwustu ton chleba wyprodukowanego i sprzedanego dziennie polskim rodzinom?

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.