Niemcy kradzież dzieci mają we krwi

Polka w Niemczech urodziła dziecko. Dokładnie rzecz biorąc w Esslingen, w tamtejszym szpitalu. Cóż, zdarza się, nasi rodacy jeżdżą po świecie, mieszkają w obcych krajach i tam też rodzą się ich pociechy. Nic nadzwyczajnego. Jednakowoż w tym wypadku normalność skończyła się po trzech dniach – wtedy to do szpitala zawitali funkcjonariusze Jugendamtu i dziecko matce odebrali uzasadniając to tym, że nie może ona go wykarmić i niemowlę… „wyschnie”. Dokładnie tak, wyschnie jak, nie przymierzając, kwiatek wsadzony pomiędzy kartki książki. Ale to nie koniec. Po około dwóch tygodniach rodzice dowiedzieli się, że ich potomkowi nadano (bez pytania i bez uzyskania zgody) niemieckie obywatelstwo.
Powiem krótko: metody i sposób działania niemieckich urzędników to kalka tego, co wyczyniali oni na rozkaz Fuhrera w czasie drugiej wojny światowej. Chwalić Ojca Przedwiecznego, że po konfiskacie dziecka nie zafindowali rodzicom wczasów w jednym ze swoich sanatoriów za drutami, które rozsiali po całej Europie a teraz próbują wtrynić je Polakom. Jak widać kradzież dzieci mają nasi zachodni „przyjaciele” we krwi. Zresztą, nie tylko dzieci, również dzieł sztuki, bogactw naturalnych i nienaturalnych a ostatnio, jak się okazuje, do tej gamy doszlusowały jeszcze rowery. Złodziejska nacja ubermenschów, którym się wydaje, że są panami życia, śmierci i zapisów metrykalnych swoich sąsiadów.
Na szczęście tym razem zainterweniowało Ministerstwo Sprawiedliwości, które na początek zażądało od swojego niemieckiego odpowiednika podania podstawy prawnej działania urzędników Jugendamtu, organizacji wywodzącej swoje korzenie z III Rzeszy i mającej wciąż te same zadania. Mam nadzieję, że na pytaniu się nie skończy i bez względu na odpowiedź polskie władze doprowadzą do tego, że dziecko wróci do swoich rodziców i swojej Ojczyzny. Tej prawdziwej, nie chwilowej i przybranej.

Udostępnij na:

2 comments

  1. Czytałem już o kilku przypadkach wątpliwej moralnie i prawnie interwencji Jugendamtu. O tym świeżym incydencie znalazłem informacje na trzech polskich stronach (dwa z nich to chyba tylko przedruki z „polskaniepodlegla.pl „, bo z nieścisłościami/błędami dotyczącymi szczegółów, np. prawa widywania dziecka).
    Na niemieckich stronach nie ma nawet najmniejszego śladu o tej sprawie.
    Natomiast w Stuttgarter Zeitung jest opisana (dość tendencyjnie zresztą: jak na Niemców przystało…) historia matki, która podobno porwała i ukryła w Polsce swoją córkę, a następnie wróciła do Niemiec i zgłosiła się na policję. Matka zaprzecza swojemu udziałowi w porwaniu i nie odpowiada na żadne pytania niemieckich urzędników. Mimo to została skazana na prawie 3 lata więzienia. W sprawie przeciwko niej występuje jej były mąż Thomas Karzelek, jako obywatel niemiecki, żyjący teraz razem z nową, (niemiecką?) partnerką. Ma on nadzieję na odzyskanie swojej córki, w czym mają mu pomóc detektywi i polskie urzędy (na to liczy).
    Mam nadzieję, że w sprawie polskiego niemowlęcia poskie urzędy będą szybkie i skuteczne, bo tu naprawdę chodzi o najważniejszy dla dziecka czas!

  2. Oto link do wspomnianej relacji w Stuttgarter Zeitung:

    http://www.stuttgarter-zeitung.de/inhalt.kindesentfuehrung-in-ditzingen-mutter-verurteilt-tochter-fehlt.c240016f-…e80-2f34710e705a.html

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.