Obrońcy Bolka gonią w piętkę

Obrońcy Wałęsy i jego awatara Bolka gonią już w piętkę. Po wypływie oryginalnych dokumentów nie bardzo mogą zaprzeczać agenturalnej przeszłości „ikony Solidarności” więc zaczynają tworzyć piętrowe narracje, których jedynym celem jest zaciemnienie sprawy i zniechęcenie tzw. „zwykłych ludzi” do zajmowania się nią.
Najpierw od czci i wiary odsądzali każdego, kto miał czelność chociażby napomknąć, że Lech Wałęsa współpracował z komunistyczną bezpieką. Przekonali się o tym na własnej skórze autorzy książki „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. Pełne potępienia artykuły ukazywały się w prasie (głównie w „Gazecie Wyborczej”), dyżurne autorytety perorowały w mediach nad podłością „insynuacji”, widzowie i czytelnicy zapierali się, że nie wierzą w ani jedno słowo a Wałęsa jest dla nich bohaterem, który obalił komunę.
Potem tok narracji nieco się zmienił i te same autorytety zaczęły opowiadać, że przecież już od dawna wszyscy wiedzieli, że Wałęsa miał epizod współpracy z systemem komunistycznym i nie ma o czym gadać. Kim byli ci „wszyscy” nie zostało powiedziane ale co z tego? Autorytet podał ludowi do wierzenia kolejną prawdę objawioną a jak wiadomo żaden „człowiek przyzwoity” (copyright by Adam Michnik) słów autorytetu (w dodatku namaszczonego) w wątpliwość poddać się nie ośmieli. Czyli wszyscy, którzy chcą jakichś wyjaśnień i rozliczeń to ludzie nieprzyzwoici. Kropka i amen.
Kolejnym piętrem było stwierdzenie, że Wałęsa współpracował ale tak sprytnie by bezpiekę ogrywać i tak naprawdę to nie jego zwerbowali funkcjonariusze ale on funkcjonariuszy. A pieniądze brał tylko po to by się w oczach oficerów prowadzących uwiarygodnić, prywatnie się nimi brzydził i brał do ręki tylko przez szmatę starając się je jak najszybciej wydać by nie trzymać tej brudnej forsy w domu. As wywiadu i podwójnej gry, James Bond i Konrad Wallenrod w jednym a nawet Hans Kloss. Co udało mu się dzięki temu ugrać i zyskać też powiedzianym nie zostało ale żaden „człowiek przyzwoity”… i tak dalej, patrz wyżej.
No i na koniec zostało nam najlepsze. Wałęsa co prawda był informatorem Służby Bezpieczeństwa ale nie doniósł na nikogo istotnego, wydawał tylko jakieś płotki żeby funkcjonariusze mieli coś do roboty. Dzięki temu ważni członkowie władz Solidarności byli bezpieczni i mogli potem usiąść przy Okrągłym Stole (a wcześniej w Magdalence wypić wódkę i zakąsić) by obalić komunizm i podarować nam wszystkim wolną, demokratyczną oraz mlekiem i miodem płynącą Polskę. To się kupy trzyma pod warunkiem, że weźmiemy pod uwagę jeden z dwóch wariantów: a) Wałęsa nikogo ważnego nie znał więc donosił tylko na tych, do których miał dostęp, albo b) Wałęsa nie doniósł na nikogo ważnego bo oni sami meldowali się regularnie u swoich własnych oficerów prowadzących i on już nie musiał.
Naprawdę zastanawia nas co będzie dalej? Czy dyżurne autorytety zaczną zaprzeczać, że ktoś taki jak Lech Wałęsa w ogóle istniał i zostanie on z fotografii wymazany niczym Jeżow? Czy nagle się okaże, że współpraca z SB to byl czyn chwalebny, godny oraz sprawiedliwy dyktowany patriotyzmem? Tego jeszcze nie wiemy, ale kiedy tylko dotrą do nas najnowże wieści z frontu walki o dobre imię Bolka natychmiast Szanownemu Państwu o tym napiszemy.
Smutne jest tylko to, że nadal nikt (lub prawie nikt) nie interesuje się losami ofiar donosów Bolka. No ale to byli przecież tylko nic nie znaczący robotnicy, którzy i tak żadnej kariery by w swoim życiu nie zrobili. I niech się cieszą, że dzięki odnalezionym przez generałową Kiszczakową teczkom ich nazwiska staną się znane…

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.