List kaprala do generała

8 listopada 1982 roku Lech Wałęsa napisał słynny „list kaprala do generała”. Trzy zdania, które przytaczamy w całości bez komentarza licząc, że każdy z Państwa sam wyciągnie własne wnioski:
„Wydaje mi się, że nadchodzi już czas wyjaśnienia niektórych spraw i działania w kierunku porozumienia. Trzeba było czasu, aby wielu zrozumiało, co można i na ile można. Proponuję spotkanie i poważne przedyskutowanie interesujących tematów, a rozwiązanie przy dobrej woli na pewno znajdziemy”
Nie będziemy komentować treści, jednak musimy przedstawić kontekst historyczny. Otóż Wałęsa słowa listu skreślił podczas swojego internowania w ośrodku wypoczynkowym w bieszczadzkim Arłamowie. List ten został natychmiast przekazany za pomocą dalekopisu na biurko szefa MSW a stamtąd do gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Już następnego dnia po wysłaniu listu z przywódcą „Solidarności” spotkał się gen. Czesław Kiszczak a 10 listopada zapadła decyzja o wypuszczeniu Wałęsy na wolność (ciekawy zbieg okoliczności: w tym samym dniu żywota dokonał gensek KC KPZR Lońka Breżniew). Być może właśnie o to mu chodziło (Wałęsie oczywiście, nie Breżniewowi), być może długie odosobnienie dało mu się we znaki i chciał zwyczajnie wrócić do domu, nie znamy motywacji i nie chcemy ich dociekać. Jednak dla zachowania ciągłości należy wspomnieć rozmowę, jaką przeprowadzili z Wałęsą pułkownicy: Władysław Kliś z Naczelnej Prokuratury Wojskowej oraz Hipolit Straszak z Biura Śledczego MSW 14 listopada 1982 roku. Została ona nagrana, możemy zatem dosłownie zacytować słowa jakie późniejszy Prezydent wypowiedział:
„Nie zarzuci pan mi nic, że w Gdańsku miał pan jednego człowieka, który wam mógł się nie podobać. Wyczyściłem. Nie zarzuci mi pan też, że tam, gdzie miałem wpływ, to znaczy w prezydium Komisji Krajowej, które dobierałem, dobrałem jednego człowieka, który wam nie odpowiadał. Pytałem się nawet. Myśli pan, że odsunięcie Onyszkiewicza, Modzelewskiego czy Gwiazdy to była łatwa sprawa? Poradziłem sobie jednak. A że nie mogłem załatwić pozostałych, bo nie zrobię wyborów w Warszawie, niech to robi ktoś inny. To był demokratyczny związek, więc nie mogłem. (…) W Gdańsku wyrzuciłem wszystkich, którzy wam się mogli nie podobać – Borusewicza, Walentynowicz”.
Jak obiecaliśmy na wstępie pozostawiamy powyższe zapisy bez komentarza. Raz, że treść przytoczona takowego nie wymaga. Dwa, że (w odróżnieniu od redaktorów „Gazety Wyborczej”) ufając w inteligencję naszych Czytelników nie mamy śmiałości pisać im co i jak mają myśleć.

Udostępnij na:

2 comments

  1. Pingback: List kaprala do generała | | Królowa Margot.Striptiz

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.