Press "Enter" to skip to content

O powstaniu komisji lustracyjnej Niemcewicza

Jeżeli spodziewają się Państwo sensacyjnej wiadomości o powołaniu przez nasz umiłowany Sejm kolejnej komisji śledczej mającej na celu załatwienie sprawy lustracji będą Państwo rozczarowani. W tekście tym będzie bowiem mowa o lustracji ale sprzed niemal dwustu lat. Można powiedzieć, że jest to przyczynek do historii polskich rozliczeń wewnętrznych. Przenieśmy się więc do Warszawy końca listopada i początku grudnia 1830 roku…

Po wywołaniu przez grupę uczniów szkoły kadetów i kilkunastu cywilnych inteligentów zamieszek /ledwo powstrzymałam się przed słowem „ruchawka”/ w stolicy Królestwa Polskiego politycy i starsi wojskowi próbowali ogarnąć sytuację, która zdążyła przerodzić się w ruch powstańczy. Pominę tu cisnące mi się na klawiaturę uwagi o mniejszej lub większej nieudolności części ówczesnej klasy politycznej bo to temat na osobny tekst i źródło niekończących się skojarzeń ze współczesnością. Wróćmy zatem do rzeczy. 3 grudnia, z niemałymi oporami, funkcję dyktatora powstania obejmuje generał Józef Chłopicki który, nota bene /ach, ta moja nieuleczalna skłonność do dygresji/, w chwili wybuchu zamieszek przebywał w teatrze i pogonił posłów przysłanych w celu skłonienia go do wzięcia udziału w przedsięwzięciu uważanym przezeń za młodzieńczą awanturę. Poza kwestią podjęcia z decyzji, co począć z tak pięknie rozpoczętym romantycznym zrywem miał generał na głowie kwestie spadku po Rosjanach, którzy za wielkim księciem Konstantym pospiesznie opuścili Warszawę. Niemałą częścią tego spadku były setki metrów archiwaliów wytworzonych przez tajna policje carską, kancelarię wielkiego księcia oraz urzędów Królestwa Polskiego i kancelarii wojskowych. Papiery te zawierały informacje o ich działaniach a także teczki tajnych współpracowników którzy, rzecz jasna, przez Polaków uważani byli za zdrajców i szpiegów. Do zajęcia się kwestia ścigania tych osób powołał dyktator Chłopicki Komisję Rozpoznawczą pod przewodnictwem hrabiego Michała Aleksandra Potockiego a potem Jana Turskiego, posła ziemi płockiej. 3 stycznia dyktator wydał dekret, na mocy którego zobowiązał prokuratorów do ścigania z urzędu szpiegów rosyjskich. Już 5 grudnia 1830 roku Rząd Tymczasowy Królestwa Polskiego powołał Komitet do Przejrzenia Papierów Policji Tajnej pod przewodnictwem Juliana Ursyna Niemcewicza, który obok hrabiego Potockiego i posła Tuskiego, stał się głównym lustratorem Królestwa Polskiego. Komitet pracował do 7 stycznia a 18 ukazał się raport z jego prac. Jak widać, kiedyś szło to znacznie szybciej, no ale wtedy nie mieli komputerów. Wkrótce powstał Rząd Narodowy / 29 stycznia/ i rozwiązał Komisję Rozpoznawczą powołując w jej miejsce Komitet Rozpoznawczy. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że chodziło o personalia bo nastąpiły spore przetasowania. Na czele nowej instytucji stanął Michał Hube, prawnik, sekretarz stanu Królestwa Polskiego, który brał udział w pracach komisji Niemcewicza. Dorzucono mu pracy w postaci polecenia zbadania przypadków łamania konstytucji i nadużywania władzy przez władze przedpowstańcze. Komitet zaczął publikować listy agentów. Dla wygody będę je nazywać listami Hubego. Bardzo obszerny wykaz ukazał się 21 lipca 1831 roku. Znalazły się w nim osoby, którym udowodniono współpracę, gdyż znalazła się podpisana przez nich rota przysięgi i pokwitowania odbioru wynagrodzenia. Rozpatrzono ogółem około 350 spraw, prawie 150 umorzono, sporo osób uwolniono od zarzutów lub uznano za współpracowników nieświadomych/ czyli komisja doszła do wniosku, że chlapali ozorami pociągnięci za tę część aparatu mowy przez zręcznych agentów, nie zdając sobie sprawy z wagi własnego gadulstwa i nie mając intencji donoszenia/. Około 200 spraw pozostało nierozpatrzonych, za ponad setką osób rozesłano listy gończe. Sprawa list Hubego ma również swoją krwawą stronę. 15 sierpnia, rozjuszona ludność Warszawy wychodzi na ulicę. Jedną z przyczyn rebelii sierpniowej jest niezadowolenie ludu spowodowane zbyt wolną rozprawa ze zdrajcami. Lud domaga się krwi i z braku współpracy w tej dziedzinie ze strony władz sam podejmuje działania. Nie można też wykluczyć, że wypadki te były wynikiem zręcznej rosyjskiej prowokacji. Z więzień wywleczono 34 osoby podejrzane o zdradę /ich nazwiska znajdowały się na listach Hubego/ i powieszono je na ulicznych lataniach lub zakłuto bagnetami, bo i wojsko wzięło udział w tej masakrze. Za udział w samosądach dyktator powstania, już wtedy generał Krukowiecki, kazał rozstrzelać 5 osób. Wypadki te miały miejsce już po klęsce pod Ostrołęką, która stałą się początkiem końca powstania. Kwestia lustracji i ścigania zdrajców i szpiegów zeszła na dalszy plan aż w końcu rozmyła się i, wraz z klęską powstania, przestała istnieć. Mecenas Hube, Julian Ursyn Niemcewicza i wielu innych lustratorów znalazło schronienie na emigracji, akta trafiły do archiwum, gdzie od czasu do czasu spocznie na ich oko historyka lub pilnego studenta poszukującego materiału do pracy magisterskiej a groby powieszonych i zakłutych sprzedawczyków porosły trawą. Powoli jedna z polskich lustracji, które miały szansę się udać bo była wola i chęć działania, odeszła w zapomnienie. Potem następna, następna i następna…

Niemcewicz, jak widać, w tej historii pojawia się raczej na drugim planie. Ale grunt to znane, chwytliwe nazwisko 🙂

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *