Press "Enter" to skip to content

Bat na dziennikarzy czyli wolność słowa

Wojenka dyplomatyczna z Izraelem, nagrody dla ministrów, antysemityzm, rzekome amerykańskie sankcje… tzw. opinia publiczna podpuszczana przez dziennikarzy zajmuje się pierdołami a tymczasem po cichu politycy próbują zwalić nam na łby potężne niebezpieczeństwo: ustawę “antyfakenewsową”. Tak, ja wiem, świetnie to brzmi – kłamliwe media będą dostawały po dupie, kary finansowe za łgarstwa prawie każdy pochwali a kto nie pochwali ten pewnie sam łże jak pies i nie warto z nim gadać.

Kłopot w tym, że prawo proponowane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości może w efekcie całkowicie pozbawić racji bytu fach dziennikarski. Nie, nie dlatego, że dziennikarze muszą kłamać żeby istnieć, wręcz przeciwnie – dziennikarze muszą mówić prawdę a żeby to robić muszą posiadać źródła, którym mają święty obowiązek zapewnić anonimowość. A jeżeli nowe prawo – forsowane na siłę m.in. przez posła Dominika Tarczyńskiego – wejdzie w życie wystarczy dziennikarza oskarżyć o fakenews by zmusić go do ujawnienia tychże źródeł – powie skąd ma informacje albo zostanie skazany za wpuszczenie kłamstwa do obiegu. Gdyby coś takiego działało w USA kiedy wybuchła afera watergate to nie Nixon miałby kłopoty ale dziennikarze, którzy ujawnili działania jego administracji wymierzone przeciwko politycznej konkurencji – wystarczyłoby, żeby prezydent narobił afery oskarżając ich o fabrykację informacji i po sprawie, “Głębokie Gardło” zostałoby ujawnione albo autorzy publikacji wylądowaliby w Saint Quentin.

Oczywiście politykom takie prawo jest na rękę, zapewnia im przecież bezkarność bo któż w tej sytuacji odważy się być dziennikarskim informatorem? Jednakowoż zawsze wydawało mi się, że to nie oni powinni kontrolować media ale dokładnie odwrotnie – media mamy właśnie po to by kontrolowały polityków i informowały nas o ich różnych, mniej lub bardziej ciemnych, sprawkach. Najbardziej w związku z tym przeraża mnie poparcie części środowisk dziennikarskich dla pomysłów posła Tarczyńskiego i jemu podobnych – przecież to jest kręcenie bata na własną dupę…

No i jeszcze jedno: kłamstwo w mediach to cena jaką płacimy za wolność słowa, która albo istnieje i jest absolutna albo nie ma jej wcale. Okazuje się niestety, że niespełna trzydzieści lat po zniesieniu cenzury moim szanownym Rodakom marzy się jej powrót…

16 komentarzy

  1. eszet33 eszet33 14 marca 2018

    Powrót (?) do cenzury było i jest marzeniem polskich (i nie tylko) politykierów zarządzających wesołym barakiem nad Wisłą, po to by naród za mordę trzymać jak najskuteczniej. I to wcale nie dla jego dobra, jak próbują to niekiedy interpretować różni pożyteczni idioci lub zdeklarowani oszuści. Dlaczego ludzie dają się, w większości – na to nabierać? Ciągle i od nowa? Bo metody stosowane przeciwko nim są ciągle modyfikowane i unowocześniane. Tylko nieliczni orientują się w tym wszystkim. A z tych, z kolei tylko niewielka część chce uświadomić w temacie tzw. społeczeństwo (to “głos wołającego na puszczy” niestety). Reszta próbuje ugrać dla siebie jak najwięcej. Obecną sytuację można spokojnie nazwać jakimś etapem gry operacyjnej, w której uczestniczy także “nasz” główny rozgrywający polskiej sceny politycznej.

  2. andy andy 14 marca 2018

    Sam nie wiem. Taka ustawa jest warta dyskusji choćby z tego powodu, że sam niejednokrotnie nabrałem się na fake newsa. Pytanie tylko jak byłaby skonstruowana, jakie zapisy miałyby się tam pojawić. Zapewne stąd podział między dziennikarzami, bo w sumie jeszcze nie wiadomo ja ten “pasztet” miałby wyglądać.

    • Alexander Degrejt Alexander Degrejt Post author | 14 marca 2018

      Jakkolwiek by nie wyglądał będzie zagrożeniem. Wyobraź sobie, że coś takiego obowiązuje kiedy wybucha afera taśmowa. Albo że jakimś cudem wybory wygrywają Zandbergi i mają do dyspozycji taką ustawę.

      • eszet33 eszet33 14 marca 2018

        Dokładnie. Gdyby tu przenieść nazewnictwo wojenne – to mamy do czynienia z tzw. przygotowaniem artyleryjskim, przed ofensywą. Wojna wprawdzie już się toczy, ale główny atak dopiero nastąpi.

        • Alexander Degrejt Alexander Degrejt Post author | 14 marca 2018

          Otóż to, lepiej bym tego nie określił

      • andy andy 14 marca 2018

        Każdego fake newsa można zweryfikować zanim podejmie się jakieś działania. A przecież o tym piszemy, a nie o aferach. Jeśli mamy do czynienia z dziennikarskim kłamstwem, potwierdzonym, to nie widzę powodu, aby nie ukarać takiego “wieszcza”. Stąd moje stwierdzenie, że warto o tym dyskutować. Cóż, haki , jak w każdej ustawie mogą się pojawić. To co. Lepiej nic z tym nie robić? Niech sobie lisy wszelakie nadal wprowadzają w błąd obywateli?

        • andy andy 14 marca 2018

          Ps. Przykład. Mieliśmy ostatnio wiadomość, że niby na linii Waszyngton-Warszawa doszło do katastrofy. Mimo, że oba kraje zdementowały te informacje, na TVN i innych onetach (szczególnie tu) jeszcze długo wałkowano temat odgrzewając śmierdzące jadło. Info poszło w świat bez żadnych konsekwencji. Czego zabrakło? Ano ustawy pozwalającej dopierdzielić takiej stacji. I tu jestem za. Myślę, że prawa dziennikarskie nie będą ruszone w kwestii udostępnienia informatora. Nie przejdzie, bo nie jesteśmy totalitarnym krajem i musimy respektować ustawy międzynarodowe. Więc jeśli podejdziemy z głową ( nasz rząd) to tych przymiarek, nie musi być tak źle. Ale cóż…Nie wiemy co tam za kulisami knują.

          • Alexander Degrejt Alexander Degrejt Post author | 14 marca 2018

            A potem się okazało, że notatka o której pisali Stankiewicz i Gajcy faktycznie istniała. Mówisz o weryfikacji – kto będzie weryfikował? Weźmy taki przykład: dajesz mi info, że minister X wziął łapówkę za pozytywne załatwienie sprawy, potwierdza to Eszet. Ja o tym piszę a minister zaprzecza i rzuca oskarżeniem o fakenewsa. Policja działa zgodnie z prawem, prokurator pisze akt oskarżenia i stawia mnie przed sądem. Mam dwa wyjścia – albo Was ujawnię jako źródła albo pójdę siedzieć. W obydwu przypadkach jestem skończony jako dziennikarz.

          • Alexander Degrejt Alexander Degrejt Post author | 14 marca 2018

            Takie coś powinno być sądzone wyłącznie z powództwa cywilnego – wtedy powód musi udowodnić swoje racje.

          • eszet33 eszet33 14 marca 2018

            Tu nie trzeba żadnych nowych ustaw, żeby ukarać oszusta, bezczelnie posługującego się kłamstwem w celu wprowadzenia w błąd opinii publicznej czy wywołania międzynarodowego zamieszania. Mamy tu do czynienia z wymiernymi stratami materialnymi:
            1. Czas stracony przez polityków na wyjaśnianie problemu (ile “zarabiają” w przeliczeniu na godzinę?… niemało!). Kto za to zapłaci?
            2. Ile prądu zużyto na “obsługę” inernetu, telefonów w tym celu?
            3. Ile kosztuje zatrudnienie prawników i ekspertów do obliczenia powyższego, a także strat wynikających pośrednio ze skutków zamętu spowodowanego oszustwem (na pewno znajdą się tacy, którzy zechcą zażądać odszkodowania za utracone dobra osobiste lub/i ew. oczekiwane dobra materialne tym spowodowane, które nie mogły dojść do skutku…).
            4. Koszta procesu sądowego?
            Wystarczy interpretacja istniejących przepisów prawa karnego, które przecież pozwalają na wytoczenie procesu każdemu oszustowi! Jeśli ktoś poda do publicznej wiadomości nieprawdziwą informację (w celu wywołania paniki), że gdzieś jest podłożona bomba, to takiego oszusta jakoś da się ścigać i karać za owego “fejk-niusa”?!
            Więc niech mi nikt nie wciska, że trzeba w tym celu mnożyć przepisy, rozporządzenia i dekrety. Wystarczy chęć interpretacji istniejącego prawa na niekorzyść przestępców – ze strony tych, co owe prawo tworzą i mają o b o w i ą z e k je sprawiedliwie egzekwować. A przede wszystkim samemu przestrzegać. A przecież istniejące prawo ich do tego zobowiązuje – czyż nie???
            Posądzenie kogoś o złą wolę w tej sprawie samo mi się na usta ciśnie.

          • Alexander Degrejt Alexander Degrejt Post author | 15 marca 2018

            Ciśnie się, ciśnie. Idę o zakład, że politykom chodzi głównie (albo wyłącznie) o bat na media chcące ich kontrolować.

  3. andy andy 15 marca 2018

    Odniosę się tylko do A.D. i tych dwóch wyjść. Dlaczego od razu prokuratura Ciebie ma ścigać? Może niech najpierw sprawdzi, czy napisałeś prawdę po mojej wiadomości i potwierdzeniu Eszeta. Jeśli sprawa jest śmierdząca, od tego powinni być, aby to zbadać. Miałeś rację, to czynimy dalsze postępowanie. Jeśli fakenews, cierp. Choćby przepraszając na…gdziekolwiek. Jeszcze nie wiemy czy wspomniana ustawa będzie karać za nieprawdziwe wiadomości więzieniem. Rozwinąłem temat nie tylko w kontekście jakiegoś reportera śledczego, ale raczej wobec mediów jako takich. I tu trzymam się swojego. Ewidentne, powtarzam ewidentne kłamstwo powinno być karane choćby finansowo. No proszę Was, newsweek będzie nam wciskał kit, a my między sobą bić się będziemy? Bo jeden republikę przeczytał, a drugi w/w? Gdzie prawda? Przeczytaj dokładnie Alexandrze co wcześniej napisałem. Jak daleko ta ustawa pójdzie. I czego bym od niej oczekiwał. W skrócie chodzi mi o to, aby media pokazywały i mówiły /pisały/ prawdę. Jak nie, to do wora. I kary finansowe, które odniechcą się im głupoty przekazywać. Tyle.
    BTW. Eszet bardzo ciekawie podsumował i dał mi do myślenia. Zasadniczo wiele ma racji.

    • Alexander Degrejt Alexander Degrejt Post author | 15 marca 2018

      A dlatego, że obowiązkiem prokuratury jest wezwać i zapytać o alibi w tej sytuacji. Moim alibi są informatorzy: albo o nich powiem albo zonk. I nie ważne czym ustawa będzie karać, niechby nawet tylko postawieniem do kąta to już jest szykana wobec dziennikarzy. A jeżeli wziąłem i napisałem kłamstwo to od tego jest prawo cywilne, prawo karne w ogóle nie powinno się tym zajmować bo to jest ograniczenie wolności słowa.

      • andy andy 15 marca 2018

        Stąd moje BTW. Bo nieco zgadzam się z Twoim punktem myślenia, jednocześnie zastanawiam się, do czego ta ustawa ma się przyczynić. Jak zwykle… 🙂

  4. andy andy 18 marca 2018

    Tak na koniec, pół żartem, pół serio. Pamiętacie zapewne panikę w Stanach po audycji książki Wells’a “wojna światów”? Ludzie za schronami się rozglądali. To nie był fake news, ale nieporozumienie. Wyobraźmy sobie, że jakaś stacja podaje, że w Pcimiu wybuchnie wulkan. Znajdą się tacy co uwierzą i hajda na koń jak najdalej. Po czym stacja prostuje, bo chodziło im o Yellowstone. To tak w kontekście komentarza Eszeta odnośnie karania za np. bombę, której nie ma. Co z takim fantem zrobić. Czy jest prawo, ustawa z mety karząca taką “pomyłkę”? Ja np. nie wiem. Zgodnie z sugestią A.D. można z powództwa cywilnego wystąpić. Hm…A z urzędu nie? Pomijając kodeks karny? ABW, CBŚP… Pewnie mi się dostanie, że znów się ” rozdywagaciłem”. Bo chodzi mi po głowie, że może warto to jakoś ujednolicić.

    • eszet33 eszet33 18 marca 2018

      Nie wiem – czy zauważyłeś… ale ja już dałem wyraz temu, że to przecież już dawno jest ujednolicone. To tylko zawodowi mieszacze i ściemniacze (czyli: politycy) chcą dodatkowo skomplikować sytuację jakimś nowym “doprecyzowaniem przepisów” -w postaci nowej ustawy. A to po to, iżby mogli sobie w “mętnej wodzie” nawet i konia walić bezkarnie. Ot co!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *