Press "Enter" to skip to content

O tym, jak mnisi cywilizację europejską budowali. Cz. I

Po upadku Cesarstwa Zachodniego jedyną organizacją, która zachowała zwarte struktury i była zdolna do działania wedle wzorców wypracowanych przez setki lat był Kościół. Doceniali to władcy rodzących się państw „barbarzyńskich”, nawet ci, którzy wyznawali jeszcze wiarę w bogów plemiennych. Przychylnym okiem spoglądali na na społeczną i gospodarczą działalność instytucji, która reprezentowała tak przez nich podziwiany rzymski ład i organizację. Zniszczywszy bowiem to, co było dla nich źródłem krótkotrwałych dochodów szybko zrozumieli, że zabili kurę znoszącą złote jajka i pragnęli choćby w części odbudować życiodajny kurnik. Nie inaczej było na terenach, gdzie rzymskie legiony nie zawitały, ale dochodziły przecież wieści o wspaniałym dziedzictwie niedawno umarłej potęgi- i tak od wieku IX sprawdzone, oparte na trwałych zasadach i założeniach struktury zaczęły przenikać na ziemie tych, których nawet germańscy niszczyciele nazywali barbarzyńcami- Słowian i Węgrów. Odrodzenie, w nowej postaci, ducha Rzymu umocnionego chrztem, było w dużej mierze dziełem setek mnichów i mniszek, którzy nie wahali się narażać na niemałe trudy by z niedostępnych, nieużytecznych dotąd okolic uczynić tereny przyjazne człowiekowi i przynoszące korzyść nie tylko im, ale każdemu, kto chciał się osiedlić w pobliżu klasztoru.
Współczesnemu człowiekowi, przyzwyczajonemu do wszędobylskiego państwa, trudno jest zrozumieć funkcjonowanie średniowiecznego społeczeństwa opartego przede wszystkim na zależnościach osobistych i działaniu wspólnotowym, w którym każdy, nawet pańszczyźniany chłop czy jeniec osadzony na książęcej roli, miał w gruncie rzeczy więcej wolności osobistej niż dzisiejszy obywatel państwa „opiekuńczego”, przytłaczany codziennie setkami mechanizmów monitorująco-kontrolnych stworzonych, rzecz jasna, dla jego „dobra”. Mnisi i mniszki oferowali ludziom, do absolutnie dobrowolnego wykorzystania to, co dziś obywatele muszą przyjąć od państwa /oczywiście za własne pieniądze/ jako obowiązkowe „dobrodziejstwo”.
Czym były klasztory średniowieczne? Przede wszystkim miejscami gromadzenia się i życia wspólnotowego mężczyzn i kobiet pragnących swoje życie poświęcić całkowicie Bogu i oddawać się tylko temu, co służy zbawieniu ich, oraz tych, za których będą się modlić. Wiedzieli oni jednak doskonale, że wiara bez uczynków jest martwa, a życie, również to ziemskie, jest darem, jaki otrzymał od Boga człowiek i każdy ma obowiązek o to życie i jego jakość dbać. Równowagę między duchem a materią, dążeniem do oderwania się ducha od ziemskich marności a twardym kontaktem z materialną rzeczywistością najlepiej wyraził twórca monastycyzmu zachodniego, św. Benedykt z Nursji, który całą swoją regułę streścił w krótkiej zasadzie „ora et labora”- „módl się i pracuj”. Dlatego też mnisi dzielili swój czas między pobożne praktyki duchowe a równie pobożne uczynki zwane ogólnie pracą- czy to fizyczną czy intelektualną, nie zapominali też o odpoczynku i ożywczym śnie. Model ten docenili świeccy, niejednokrotnie wzorując swój plan dnia na mnisich obyczajach, co zawsze przynosiło korzyść duszy i ciału. Można więc powiedzieć, że mnisi byli prekursorami zdrowego, zrównoważonego trybu życia, propagując od zarania średniowiecza to, co wiele setek lat później potwierdziła współczesna nam nauka, a co dla ludzi antyku i średniowiecza było oczywistością- najlepiej zdrowiu, psychicznemu i fizycznemu, człowieka służy umiar i równowaga… c.d.n.

7 komentarzy

  1. andy andy 7 stycznia 2018

    Zanim c.d.n. , parę zdań w tej materii wtrącę. Zanim Kościół zaczął podupadać istotnie klasztory i inne przybytki boże funkcjonowały całkiem nieźle. Szczególnie w Polsce. Trochę faktów. Ciemne średniowiecze, bieda, nędza, choroby. Jaka alternatywa była dla tych, którzy nie mieli nic? Jedynie żebrać mogli? Klasztory…Tak męskie, jak i żeńskie. W zasadzie były nietykalne, samowystarczalne i jeszcze datki otrzymujące. Można było przeżyć w spokoju długich lat. Taka alternatywa dla śmierci głodowej. Oczywiście zgadzam się z przedmówcą, choć nie do końca. Przez stulecia Kościół miał przyznawane kolejne dobra, niekoniecznie wyjałowione pustkowia. Nikt nie jest w stanie policzyć dzisiaj majątku nieruchomego należącego do klasztorów, tudzież jakichś parafii. Każdy władca, ze swoich tylko znanych powodów nadawał i nadawał…Fakt, możemy dzisiaj podziwiać piękne budowle sakralne, klasztory. Poczuć tę atmosferę nie odbiegającą od dawnych lat. Ale włącza się tutaj również myślenie. No to małe clou. Mieszkam w Krakowie, w wawie mamy komisję reprywatyzacyjną. A w moim mieście? Setki, może tysiące hektarów oddaje się Kościołowi. Prosty przykład. Chciano rozbudować przeciążoną aleję, brakło kilku metrów, bo przy drodze stał mur jakichś zakonnic. Nie zgodziły się na przeniesienie, choć dawano im z drugiej strony podobny teren. Idea upadła, zrobiono estakadę. Zmierzam jednak do czego innego. Nie ma chyba w Polsce miasta, gdzie zakony otrzymywałyby takie gratisy za utracone kiedyś ziemie. Za komuny. Nawet najbardziej wierzący krakowianie zgrzytają zębami, gdyż pazerność instytucji kościelnych przechodzi wszelkie granice. Nawet Żydzi tyle nie oczekują i końca tych żądań nie widać. Najpiękniejsze okolice, choćby parki, często tereny już zurbanizowane na tapecie u radnych leżą. I są zwracane, lub rekompensowane. Po czym, uwaga! sprzedawane np. deweloperom. Nam, krakowianom nie bardzo się to podoba.

    • Alexander Degrejt Alexander Degrejt 7 stycznia 2018

      Jprdl…
      Czyli wam, Krakowianom, nie podoba się, ze właściciel odzyskuje swoją skradzioną wcześniej własność po czym zgodnie z prawem nią dysponuje?
      Nieźle…

  2. Shork Shork 7 stycznia 2018

    “Ciemne średniowiecze, bieda, nędza, choroby…”
    ale jaja, ale jaja.,,
    “….ze swoich tylko nieznanych powodów”
    buahahahahahahaha.

    W średniowieczu mieli szacunek do pisma i byle kto pisać nie umiał, a jak już umiał to ważył co pisze, żeby nie wyjść na głupka, teraz otrzepie się, bo wstyd mu obcy i pójdzie gdzie indziej rozpowszechniać kłamsteweczka.

    • andy andy 7 stycznia 2018

      Masz jakieś inne wytłumaczenie tego zjawiska? Że w średniowieczu klasztory jak grzyby po deszczu budowano? Proszę zatem o inne uzasadnienie, bardziej merytoryczne, niż jakieś buhaha. Vice versa. Ja przynajmniej napisałem to co wiem w przeciwieństwie do Ciebie. I nie były to kłamsteweczka tylko fakty. Podałeś jakieś, zanim głupkiem raczyłeś mnie nazwać?

      • eszet33 eszet33 8 stycznia 2018

        Temat poruszony przez Andy’ego nie poddaje się jednoznacznym ocenom – tu przyznam jemu rację. Bo jednak chodzi nie tylko o oddanie czyjejś własności, którą ten z kolei może dobrowolnie rozporządzać – np. sprzedać odzyskaną (a zagospodarowaną przedtem przez pewną gminną wspólnotę) nieruchomość – ze szkodą dla owej wspólnoty, wbrew jej żywotnym interesom. Takich spraw nie należy traktować w sposób bezduszny, czysto teoretycznie, choć niby zgodnie z literą prawa.
        Z całym szacunkiem dla wkładu Kościoła w budowę europejskiej cywilizacji – nie można go traktować w sposób szczególnie uprzywilejowany przy takich okazjach, jak zwrot utraconego (choćby niesprawiedliwie – przyznaję!) mienia. Odgórnie podejmowane przez władze, w tych sprawach decyzje, powinny być konsultowane z obecnymi użytkownikami / mieszkańcami, którzy też nie są winni temu, że niby to bezprawnie (jak się teraz okazuje), ale w dobrej wierze korzystają z rekreacji w pobliskim parku. I nagle im to zabrano, bo pół wieku temu, kiedy oni na nic nie mieli wpływu – nieruchomość była upaństwowiona.
        Takie sytuacje wywołują konflikty i utratę zaufania na linii: lokalne społeczności – Kościół – administracja państwowa. Gdzie ci ostatni powinni stać po stronie tych pierwszych. A często jest tak, że lokalne społeczności po prostu nie potrafią się same zorganizować w obronie swoich interesów i muszą się bezsilnie przyglądać tej “nowej grabieży” (w ich odczuciu).

        • andy andy 8 stycznia 2018

          Dzięki za jakieś wsparcie. Jeśli linka mojego otwarłeś, przeanalizowałeś, to może poczujesz to, co mieszkańcy Krakowa widzą i nie mają na to wpływu. Zwróć uwagę, że w Warszawie czy innym mieście nie było już co odzyskać, wskazano (kto?) nieruchomość w Krakowie. Wiem, że majątki kościelne zabrane za komuny, teraz jakoś trzeba zwrócić. Normalka. Przytoczę jeden przykład z podanego wcześniej linku: ” Opactwo oo. Cystersów w Mogile – przywrócono własność nieruchomości o łącznej pow. 4,1 ha w Nowej Hucie.” Jeden piękniejszych klasztorów, z upajającym kościołem, kaplicą pamiętającą stulecia po drugiej stronie drogi. Zapraszam, obejrzyjcie. To tylko przykład! Otóż w okolicy parki, skwery, opieńki nawet tam zbierałem. To nic. Wokół klasztoru zdołano pobudować domy, powstały restauracje, niewielkie puby ( tak z angielska), ale wiadomo o co chodzi. I nagle okazuje się, że owe domy i inne przybytki stoją na mieniu kościelnym. Co to zmienia? Niby nic. Ale osobiście kupując działkę od gminy, zakładając księgę wieczystą, wolałbym, aby to było fair. Szkoła? Szpital? Filharmonia? Teatr? Nie wymieniam więcej. Te przybytki okazuje się stoją na odzyskanych (czytaj zamiennych) gruntach kościelnych. A co może zrobić właściciel gruntu? Wszystko. Na szczęście, tu ukłon w stronę Kościoła katolickiego, nie ruszają budowli jakichkolwiek. Może tak zapisano w ustawie powołującej Komisję Majątkową (vide konkordat) ? Jeśli nie, to naprawdę mogą zrobić co chcą. Jako wierzący katolik, wiarę również pokładam w rozum właścicieli tych dóbr.
          Ps. Sądy już unieważniły niektóre przyznane, zamienne nieruchomości w Krakowie. Te najbardziej kontrowersyjne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *