Press "Enter" to skip to content

Niemcy bronią agentury

W latach osiemdziesiątych enerdowska bezpieka – Stasi – jako bodajże jedyna służba specjalna bloku państw pokój miłujących rekrutowała w Polsce agentów również spośród członków PZPR, czego nie robiło (przynajmniej oficjalnie) nawet KGB. Rodzi się w tym miejscu pytanie o to, kogo wciągnięto na listę współpracowników? Nieco retoryczne bo idę o zakład, że sprzątaczki w gmachu KC raczej nie orbitowały w kręgu zainteresowań wschodnioniemieckiego wywiadu. Po zjednoczeniu Niemiec aktywa te przejął wywiad Republiki Federalnej, o czym oczywiście publicznie nikt słowa nie powiedział ale biorąc pod uwagę fakt, że nasi zachodni “przyjaciele” idiotami nie są możemy spokojnie postawić polne kamienie przeciwko złotym pięciorublówkom na taki właśnie scenariusz.

Pośrednim dowodem jest tutaj afera Ambrer Gold, a właściwie niemal zupełnie nieistniejąca w świadomości opinii publicznej afera OLT Expres, która jest kluczem do zagadki pozwalającym uzyskać odpowiedź na pytanie “gdzie jest złoto?”. Celem operacji było doprowadzenie do upadłości a następnie przejęcie przez jednego z niemieckich przewoźników Polskich Linii Lotniczych LOT. Samo OLT było tylko narzędziem wykorzystanym niejako przy okazji do promocji lokalnych struktur Platformy Obywatelskiej (słynna scena burłaczenia samolotu po płycie gdańskiego lotniska przez prominentnych działaczy tej partii z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem na czele), które po wykorzystaniu miało zniknąć. Dziennikarze portalu wPolityce.pl dotarli do informacji, że 27 lipca 2012 r4oku Marcin P. pochwalił się drogą mailową “ważnej osobie z branży lotniczej” wiedzą o planowanym złożeniu przez zarząd LOT-u wniosku o upadłość – co miało rzekomo nastąpić 1 października 2012 tegoż samego roku. Źródło, z którego korzystał musiało być bardzo wiarygodne skoro jeszcze tego samego dnia OLT zawiesiło połączenia a szef Amber Gold oświadczył, że przestaje ją finansować.

No właśnie, tutaj leży pogrzebany pies. Wedle mojej prywatnej teorii spiskowej operację przygotował zachodnioniemiecki wywiad BND (Bundesnachrichtendienst) a piramida finansowa zorganizowana przez małżeństwo P. była tylko i wyłącznie źródłem jej finansowania. Żadnego złota nigdy nie było, a przynajmniej nie w ilościach opisywanych w folderach reklamowych parabanku – pieniądze ukradzione ludziom pod pozorem inwestycji były potrzebne zupełnie gdzie indziej a kiedy nastąpiła klapa zostały po prostu ewakuowane przez zleceniodawców do Berlina. Dlatego przy całym szacunku dla ciężkiej pracy pani Małgorzaty Wasserman i jej kolegów z komisji śledczej uważam, że poza odkryciem kilku płotek i ewentualnie leszczy niczego się nie dowiemy – grube ryby już dawno odpłynęły w inne rejony oceanu a być może ewoluowały nawet w inną formę życia.

I teraz możemy wrócić do głównego wątku: bez agentury zrekrutowanej przez Stasi i później przejętej przez BND cała akcja na taką skalę byłaby niemożliwa do zrealizowania. Zaznaczyć trzeba, że ta agentura musiała być usadowiona na najwyższych stołkach we władzach państwowych (ktoś przecież wydał Marcinowi P., człowiekowi widniejącemu w rejestrze skazanych, koncesję na usługi finansowe), w służbach specjalnych i policji (które to instytucje w ogóle nie reagowały na informacje o przestępczej działalności piramidy finansowej) jak i w wymiarze sprawiedliwości (że przypomnę epidemię sklerozy ujawnioną podczas przesłuchań). Co ciekawe – mimo wykrycia afery nie udało się nikogo zdemaskować, żaden agent nie został odkryty – zupełnie jakby komisja błądziła we mgle albo celowo omijała ryzykowne obszary.

Czy w tej sytuacji kogoś jeszcze dziwi niemieckie zacietrzewienie i próba zablokowania za wszelką cenę ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa? Przecież ci potencjalni agenci to nie są jacyś tam referenci czy sekretarki tylko ludzie na wysokich stanowiskach, funkcyjni sędziowie, którzy nagle mogą odejść w stan spoczynku i wypaść z gry. Teoretycznie bardzo prosto można ich wyłuskać – wystarczy tylko poszukać afer podobnych do tej OLT/Amber Gold, czyli dziwnych kombinacji prowadzonych przez niemiecki biznes przejmujący działające w Polsce przedsiębiorstwa. Jedną taką sprawę mogę podrzucić – plany zlikwidowania kopalni Krupiński, na którą czają się nasi zachodni sąsiedzi. Warto by polskie służby, zwłaszcza ABW i SKW, dokładnie się temu przyjrzały…

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *