Press "Enter" to skip to content

Odzyskane: Słowa, które nie powinny paść

Słowa, które nie powinny paść

Dla Kościoła nie ma nic gorszego niż zamęt spowodowany mieszaniem porządków albo niejasnością. Niestety, w ostatnich latach jest to raczej normą niż serią incydentów. Dotyczy zarówno kościołów partykularnych, jak i samego serca katolicyzmu – Rzymu. Mylenie właściwego zadania i celu Kościoła jakim jest prowadzenie ludzi do zbawienia ze środkami do tego celu prowadzącymi, antropocentryzm i stawianie na pierwszym miejscu spraw ziemskich, bieżących interesów czy wręcz podlizywanie się współczesnej rzeczywistości nie skończy się dla Kościoła dobrze, nigdy się nie kończyło. Wiemy, że bramy piekielne nie przemogą, ale świadome ich otwieranie i wpuszczanie do Świątyni Pańskiej swądu szatana jest czymś więcej niż igraniem z ogniem, w dodatku tym piekielnym, jest wyzwaniem rzuconym samemu Panu Bogu a liczenie na nieograniczone miłosierdzie z pominięciem sprawiedliwości ociera się o kategorię grzechu przeciwko Duchowi Świętemu.

Począwszy od nieszczęsnych wypowiedzi Stolicy Apostolskiej aż do prywatnych komentarzy prasowych hierarchów i księży z zakonu Sług Mediów Powszechnych rozlewa się fala wypowiedzi wątpliwych doktrynalnie i dyscyplinarnie, czasami mających wręcz agresywną wymowę… antykościelną i antykatolicką. Uleganie modom, przed którymi ostrzegała w Fatimie Maryja, bezkrytyczne przyjmowanie za swoje opinii ateistyczno-liberalnych środowisk wrogich ładowi naturalnemu owocuje tragicznymi konfliktami wewnątrz wspólnoty katolików, dramatycznym konfliktem sumienia bądź też wręcz łamaniem sumień kapłanów i świeckich, w efekcie – do utraty wiary i wierności Kościołowi.

Wiem, że to słowa mocne w stosunku do incydentu, który chcę skomentować. Ale nadeszła dla mnie ta chwila, kiedy kropla, która spłynęła do pełnej szklanki spowodowała gwałtowny wypływ wody. Dłużej milczeć nie mogę, nie chcę. Jestem słabym człowiekiem, jak każdy mam swoje granice wytrzymałości i tolerancji.

Ksiądz Arcybiskup Polak, noszący tytuł Prymasa Polski, powiedział w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego: „Jeśli usłyszę, że w Gnieźnie odbywa się jakaś manifestacja antyuchodźcza, i że na to wybierają się moi księża, to mówię krótko: każdy, który tam pójdzie, będzie suspendowany”. Słowa te wywołały zachwyt lewicy i części „otwartych” katolików i niepokój a nawet otwarty sprzeciw katolików… no właśnie, jakich? Normalnych? Konserwatywnych? Zamkniętych? Zacofanych? A może po prostu wiernych doktrynie, zasadom dyscypliny i kierujących się zdrowym rozsądkiem?

Co takiego znaczą słowa Księdza Arcybiskupa? Czy jest to po prostu zakaz udziału w demonstracjach? Jaki był cel tej wypowiedzi? Czemu ma ona służyć i czemu mają służyć zapowiadane działania?

Zakładam, że Ksiądz Arcybiskup wie, co mówi i należy czytać te słowa wprost. Mamy więc groźbę pod adresem księży diecezji gnieźnieńskiej, że w razie wzięcia udziału w demonstracji antyuchodźczej zostaną suspendowani czyli zostanie im odebrane prawo wykonywania czynności kapłańskich. Jest to więc groźba bardzo poważna, gdyż kara ta jest przewidziana przez KPK dla poważnych przypadków i jest bardzo surowa. Może być nałożona w ściśle określonych warunkach. Są to: zaistnienie szkody publicznej na skutek zewnętrznego naruszenia porządku prawnego, umyślność i naruszenie normy prawnej zagrożonej sankcją karną. / za Małgorzatą Bryłą http://www.kosciol.pl/article.php/20050430222401341/. O ile nie ma co dyskutować o warunku umyślności bo na demonstracje każdy chodzi raczej świadomie, o tyle co do warunku pierwszego i trzeciego trudno znaleźć uzasadnienie. W jaki sposób udział księży akurat w demonstracjach antyuchodźczych miałby naruszać porządek prawny i doprowadzać do ciężkich szkód? A już na pewno nie narusza to normy prawnej. Książ Prymas mógłby oczywiście uznać taką działalność za grożącą na przykład zgorszeniem i działać na tej podstawi ale na te okoliczności KPK przewiduje środki zaradcze i pokutne, wśród których absolutnie nie ma suspensy? Na jakiej więc podstawie prawnej Ksiądz Arcybiskup chciałby zapowiadane suspensy nakładać? Takie puste groźby tylko podważają autorytet grożącego i ośmieszają instytucję, którą reprezentuje.

Czy Prymas Polak wydał zakaz uczestniczenia w demonstracjach antyuchodźczych? Czy sama groźba karania jest zakazem? Tu mogę kierować się wyłącznie własnymi wrażeniami i opinią a także poczuciem zdrowego rozsądku. Ten ostatni podpowiada mi, że przełożony winien wydawać rozkazy i zakazy w sposób jasny i jednoznaczny oraz w formie prawem i tradycją uświęconej. Gdyby Ksiądz Arcybiskup oficjalnie powiedział lub napisał: „Zabraniam kapłanom mojej diecezji uczestniczenia w demonstracjach antyuchodźczych”, nie powiedziałbym ani słowa, mimo,że nie podobałoby mi się to. Ale biskup ma prawo zakazać swoim księżom tego czy tamtego, jeżeli uzna to za słuszne i dobre dla Kościoła a księża mają obowiązek posłuszeństwa. Mają też oczywiście prawo zwrócić się do biskupa o zmianę decyzji, na takie okoliczności są przewidziane procedury. Problem w tym, że słowa te Biskup wypowiedzieć w wywiadzie prasowym, wiec, zgonie z porządkiem prawnym, jeżeli nie zostaną poparte formalnym wydaniem zakazu, są… częścią wywiadu czyli prywatną wypowiedzią Biskupa dla prasy. Zgodnie z zasadami i zdrwym rozsądkiem nie mają wiec wiążącej mocy prawnej. Niestety, nie jet to proste bo to jednak słowa biskupa i część księży może się czuć zobligowana do posłuszeństwa, inni zaczną protestować przeciwko formie i treści, jeszcze inni zlekceważą tę wypowiedź. Powstanie zamieszanie i nieporozumienia. Pytanie, co dalej zrobi Ksiądz Prymas. Jeżeli uzna swoje słowa za wiążące i spełni groźby narai się na kontakt z Sygnaturą Apostolską, dokąd mogą się udać księża suspendowani na podstawie powyższych słów i najprawdopodobniej przegra sprawę. Może dojść do niejednego konfliktu i nieporozumienia. Fakt, że słowa te za wiążące wzięły lewicowe media można pominąć, bo na szczęście nie one decydują o tym co w kościele jest prawem a co nie, jednak ich pełne zachwytu komentarze, są kolejnym szkodliwym skutkiem ubocznym nieszczęsnego wywiadu. Jeżeli zaś Ksiądz Prymas nie uznaje swoich słow za wiążące, to po co opowiadać publicznie takie, powiedzmy wprost, głupoty? Jakie dobro miałoby z tego wyniknąć?

Jeszcze inną rzeczą jest forma, w jakiej Ksiądz Arcybiskup raczył się zwrócić do swoich kapłanów. Emocjonalna, nacechowana argesją publiczna groźba z elementami szantażu. Czy tak dobry przełożony wydaje polecenia i zakazy /o ile to jest jakikolwiek zakaz, w co mocno wątpię z powodów wyżej podanych/. Przełożony, zwłaszcza biskup powinien być wzorem dla swoich podwładnych. To nie jest właściwa forma komunikacji. Jeżeli Ksiądz Prymas nie życzy sobie, żeby jego księża robili to czy tamto, niech oznajmi to we właściwej formie. Wywiad prasowy i agresja to nie jest forma wydawania poleceń, to jest forma obrażania i to właśnie Kiszą Prymas zrobił.

Rzecz ostatnia- cel wypowiedzi. Dlaczego niechęcią Księdza Prymasa cieszą się akurat demonstracje antyuchodźcze łatwo się domyślić- jest on zwolennikiem pojmowania miłosierdzia jako bezmyślnego spełniania cudzych zachcianek. UE, a szczególnie Niemcom zachciało się wcisnąć nam tak zwanych uchodźców /nie miejsce to na rozważanie, kim są wciskani nam nieproszeni goście/ a niekótrzy nasi biskupi przyjęli to jako spełnienie chrześcijańskiego uczynku miłosierdzia nie bacząc na to, czym ono w istocie jest i czemu ma służyć a także pomijając ordo caritatis. Nie widzą istoty całej sprawy. Przychodzi mi na myśl przerażający wniosek, że Ksiądz Biskup na pierwszym miejscu nie stawia dobra duch i zbawienia oraz spraw Kościoła i- w dalszej kolejności- spraw Ojczyzny, tylko dobre stosunki z liberalno- ateistycznym światem mogącym mu zapewnić uznanie i poklask. I to chwilowo osiągnął. Niestety, może zapłacić za to utratą tego, co naprawdę ważne i cenne. I prawdziwym uchodźcom i potrzebującym na pewno w ten sposób nie pomoże. O ile o prawdziwą pomoc mu chodzi. Bo tak naprawdę nie wiem co Ksiądz biskup chciał osiągnąć swoją niemądrą i szkodliwą wypowiedzią.

Słowa i zamiary Księdza Arcybiskupa wpisują się w szersze zjawisko mające miejsce w Kościele- przejście od służby Bogu do służby temu światu i jego chwilowym modom, kaprysom i zachciankom. Teraz na topie są „uchodźcy” kogokolwiek by pod tym określeniem rozumieć a także środowisko naturalne i jego potrzeby, za chwilę może to być cokolwiek innego. Gdzie w tym wszystkim jest Bóg i jego chwała i najwyższe dobro człowieka, jakim jest osiągnięcie zbawienia? Jeżeli biskupi kościoła porzucają cel, dla którego Kościół istnieje to czego oczekiwać od zagubionych świeckich? Oni , jak owce, są prowadzeni przez swoich pasterzy, jak się wydaje, coraz bardziej na manowce. Chrześcijanie całe wieki cierpieli dobrowolnie za wiarę z rąk pogan bądź ateistów, przypadki prześladowania własnych braci, którzy zachowywali Magisterium i dyscyplinę miały charakter raczej incydentalny. Obecnie rzecz nabiera charakteru masowego i systemowego. Czy nadchodzi czas, że katolicy będą cierpieć za wiarę z rąk swoich braci oddanych bardziej temu światu i jego sprawom niż Bogu Wszechmogącemu i Jego Królestwu?

One Comment

  1. eszet33 eszet33 22 grudnia 2017

    Temat opisany w sposób wyczerpujący – nic dodać, nic ująć. Gdyby ksiądz prymas to przeczytał i zrozumiał, to powinien zapaść się pod ziemię ze wstydu. Uważam jednak, że w tym przypadku – jego kontrowersyjna wypowiedź została podyktowana przekonaniem, że sam obecny papież pochwaliłby go za to. Przecież całe zamieszanie w Kościele zaczęło się od niego. To on zapoczątkował schizmę w Kościele (nazwijmy to po imieniu!) swoimi kontrowersyjnymi działaniami. Nie wiem jak to wszystko się skończy, ale już jest bardzo niedobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *