Press "Enter" to skip to content

Czy Pan Premier ma cojones?

Powałkuję jeszcze trochę nieszczęsny artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej i niemiecko – francuski szantaż. Otóż tydzień temu, w czasie wizyty świeżo upieczonego premiera Morawieckiego w Brukseli padła ważna deklaracja: Emmanuel Macron i Angela Merkel zgodnie stwierdzili, że jeżeli Komisja Europejska zdecyduje się na uruchomienie procedury przeciwko naszemu krajowi to obydwa kraje będą ją (Komisję) wspierać. Oznacza to tylko tyle, że zarówno Niemcy jak i Francja podczas obrad Rady Europejskiej będą głosować za uznaniem, że Polska narusza wartości europejskie opisane w pkt. 2 Traktatu. Ale to wiedzieliśmy przecież bez bez tej deklaracji, w końcu to z ich inicjatywy KE czepia się naszego kraju wykorzystując każdą pierdołę – od reformy sądów po kornika drukarza. Po co więc ta cała gadka? Ano tylko po to by dać polskiej totalniackiej opozycji paliwo do protestów. Te słowa musiały wybrzmieć by podtrzymać narrację o tym, że Prawo i Sprawiedliwość idzie na wojnę z Unią Europejską sprzeniewierzając się jej wartościom, że wszyscy są przeciwko Polsce i zaraz nastąpi coś strasznego – obłożą nas sankcjami, odbiorą dotacje i wywalą na zbity pysk z kręgu krajów “cywilizowanych”. Każdy kto tę cywilizację na paryskich, berlińskich czy brukselskich ulicach widział ten wie o czym piszę i raczej się nie zmartwi…

To nic innego jak tylko wojna psychologiczna mająca – o czym pisałem wczoraj – podburzyć ludzi, zmusić ich do wyjścia na ulice i obalenia rządu. Mało skuteczna wojna i można by się nią zupełnie nie przejmować dalej robiąc swoje, ale ja bardzo nie lubię szantażu. A paryski gigolo i starszawa dama z Berlina uparli się by właśnie za pomocą szantażu wymusić na Polsce ustępstwa i podporządkowanie się ich woli. A o! Takiego wała!

Tyle, że ja to ja, mogę sobie tutaj wywalić swoje żale spuszczając parę z przegrzanego kotła i tyle. Człowiekiem, który naprawdę może uprzykrzyć życie wymienionym wyżej “władcom” Europy jest Mateusz Morawiecki, premier i minister finansów. W dodatku może to zrobić bardzo szybko i skutecznie – wystarczy by wysłał podległe sobie służby skarbowe do niemieckich i francuskich firm, zwłaszcza marketów celem przeprowadzenia skrupulatnej kontroli ksiąg rachunkowych. Korporacje bardzo tego nie lubię (zresztą, kto lubi?) bo to zakłóca pracę i ogranicza produktywność (czyt.: spowalnia dojenie). Myślę (a właściwie jestem pewien), że w niedługim czasie do gabinetów pani Merkel i pana Macrona zapukaliby przedstawiciele biznesu z “uprzejmą” prośbą by sobie odpuścili bo nie pozwalają im zarabiać. Przy okazji pan premier mógłby też zasugerować pani minister Elżbiecie Rafalskiej by jej podwładni przyjrzeli się warunkom pracy i płacy panujących we francuskich i niemieckich przedsiębiorstwach działających na terenie Polski. Efekt murowany.

Pytanie jednakowoż brzmi: czy Mateusz Morawiecki ma wystarczająco twarde cojones by to zrobić? Mam nadzieję, że tak bo osiem lat rządów melepet składających Berlinowi hołd lenny wystarczy. A przy okazji polscy przedsiębiorcy mogliby nabrać oddechu co byłoby tylko dodatkową korzyścią.

One Comment

  1. eszet33 eszet33 21 grudnia 2017

    Wielce słuszny pomysł z tymi kontrolami, niby dlaczego tylko polskie firmy mają być w taki sposób gnębione? Ale ile jeszcze plucia w twarz – cierpliwie zniesie PMM? Zanim zdecyduje się na ten krok? Bo widzę, że na ostatnim (dla niego jako premiera – pierwszym) spotkaniu na szczycie, z Makaronem i Makrelą – to jeszcze było za mało!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *