Patrioty, nagonka na Polskę i murzyńskość

Amerykańska Agencja Współpracy Bezpieczeństwa Obronnego poinformowała w ubiegłym tygodniu, że po uzyskaniu akceptacji Departamentu Stanu przekazała do akceptacji Kongresowi sprzedaż Polsce systemu obrony powietrznej „Patriot”. I w tym właśnie miejscu leży przyczyna straszliwego antypolskiego wycia jakie rozległo się w światowych mediach i Parlamencie Europejskim.

Otóż „Patrioty” w Polsce najbardziej nie pasują Niemcom. Nie Rosji, która protestuje tylko i wyłącznie z powodów wizerunkowych bo traci powoli opinię kontynentalnego mocarstwa ale właśnie Niemcom, które dążą do usunięcia z Europy amerykańskich wpływów. Tymczasem ultraściśletajna technologia zza oceanu udostępniona Polsce sprawi, że stacjonujące w naszym kraju siły amerykańskie już nie będą tylko wypełniały sojuszniczych zobowiązań ale będą również chronić własne zasoby. I to nie tylko przed agresją ze strony Rosji, także przed zakusami państw Unii Europejskiej dążących do utworzenia realnej federacji – czyli wspomnianych wyżej Niemiec i Francji. Pisząc krótko i węzłowato pozyskanie przez Polskę najnowocześniejszej, amerykańskiej technologii obronnej całkowicie blokuje dążenia federacyjne z jednego prostego powodu – bo stworzenie superpaństwa czy, jak mówią niektórzy, Stanów Zjednoczonych Europy, oznaczałoby przeflancowanie jej na resztę państw wcielonych do Reichu. Dokładnie tak samo jak po aneksji Czechosłowacji Niemcy przejęły cały przemysł zbrojeniowy tego niewielkiego państwa – wraz z nowatorską, jak na tamte czasy, myślą techiczbną (by przywołać chociażby czołg lekki PzKpfw 38 czy ciężka haubica wz. 37 opracowana i produkowana przez Škodę). Scenariusz być może kuszący jednakowoż kompletnie od czapy – Stany Zjednoczone Ameryki są zbyt potężnym państwem by pozwolić na jego realizację.

Dlatego właśnie Niemcy a za nimi organa unijne zrobią wszystko by sprzedaż Polsce „Patriotów” zablokować. Ten cały cyrk medialny przypisujący nam faszyzm czy nazizm, wmawiający polskiemu rządowi sympatie prorosyjskie nie jest wymierzone w czytelników czy widzów, ich opinia o Polsce nie ma najmniejszego znaczenia. Chodzi tylko i wyłącznie o to by wywrzeć presję na amerykańskich kongresmenów, o skłonienie ich do zablokowania transakcji, która jest bardzo niebezpieczna dla piewców europejskiego superpaństwa. W dodatku zmiany w amerykańskiej administracji przestałyby mieć znaczenie – nawet, gdyby przyszłe wybory prezydenckie wygrała Hilary Clinton czy ktoś jeszcze bardziej „postępowy” polityka wobec Polski dysponującej tajną technologią musiałaby pozostać niezmienna przynajmniej w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa. A to, jak już wspomniałem wyżej, oznacza koniec marzeń o powołaniu superpaństwa z własną armią, która wchłonęłaby czy zastąpiła armie narodowe i zdegradowaniu państw członkowskich do roli regionów – bo nawet nie stanów na wzór tych amerykańskich, które już dziś mają więcej suwerenności niż kraje Unii Europejskiej. Projekt ten został zapisany przez Altiero Spinellego w „Manifeście z Ventotene”, który dziś jest realizowany – w ubiegłym miesiącu przywódcy państw UE dyskutowali nad powołaniem europejskiej armii a Traktat o Unii Europejskiej w art. 42 pkt. 2 przewiduje pełną militarną integrację.

Przy tym wszystkim pamiętać jednak trzeba o słowach starego Wergiliusza zapisanych w „Eneidzie”: Timeo Danaos et dona ferentes – obawiam się Greków nawet gdy przynoszą dary. „Patrioty” są darem przyniesionym nam przez USA (za który zresztą słono zapłacimy) w zamian za wsparcie amerykańskiej polityki i amerykańskich interesów w Europie. Jeżeli są one tożsame z naszymi – a w sprawie zablokowania ściślejszej integracji są – to nie ma problemu, jednak już polityka wschodnia, zwłaszcza względem Ukrainy, nieco się z polską racją stanu rozjeżdża. A to już zaczyna być niebezpieczne zwłaszcza, że mocno kuleje polska polityka zagraniczna i polska dyplomacja, która nie potrafi być silna ciągle cierpiąca na syndrom – trafnie nazwany przez byłego już na szczęście ministra Sikorskiego – murzyńskością. Jeżeli tego nie zmienimy to wpadniemy w totalne uzależnienie od wielkiego brata zza oceanu, który będzie wprost dyktował nam co mamy robić i jak się zachowywać. I nie, nie jest tak, że z dwojga złego lepiej być pod protektoratem Waszyngtonu niż Berlina czy Brukseli – alternatywa jest zupełnie inna: albo Polska będzie suwerenna i prowadząca własną, niezależną politykę albo nie będzie jej wcale. Tym zdaniem kończę licząc, że nasi „umiłowani przywódcy” wezmą je sobie do serca.

Udostępnij na:

10 comments

  1. Zastanawiam się po co takie fakty rządy ogłaszają. Przecież i tak dopiero za kilka lat będziemy mieć w pełni gotowe baterie. A przez ten czas komuś może się nagle spieszyć, nie czekając na dostawy. Bez sensu. Pochwalić się ew. złodziejowi, że za 4 lata będę miał pistolet?

    1. Ogłaszają bo:
      1. Jest to sukces mogący pomóc w wyborczym zwycięstwie.
      2. Nie da się sprawy zachować w tajemnicy, amerykański Kongres głosuje i debatuje jawnie zatem sprawa wyszłaby stamtąd.
      3. Zbyt wielkie pieniądze żeby móc sprawę trzymać w tajemnicy
      I tak dalej, i w ten deseń.

      1. Jakoś nie dowiedziałem się od Rosjan, że za parę lat zainstalują Iskandery w O. Kaliningradzkim… Już były na miejscu gdy poszła fama? Rumuni też nie chlapali na świat o zakupie (chyba), szybko je pozyskali i mają. Co prawda znacznie starsze wersje, może nawet z demobilu. My kupujemy od wielu lat i tylko się chwalimy. To prawda, otrzymamy coś, czego jeszcze amerykańcy nie mają. Prawdopodobnie równolegle z US Army będziemy je pozyskiwać, przez co cena może być niższa. Co nie zmienia faktu, że za osiem baterii cena jest miażdżąca. Mam nadzieję, że obejmuje ona wszystkie.

        1. Patriotów najnowszej generacji nie można kupić ot tak, musi wyrazić zgodę administracja i kongres. Co do Ruskich – oni iskandery produkuję, nie muszą się o nie prosić ani ich kupować. Rumuni mają stare Patrioty, nie objęte aż taką ochroną, mogli kupić normalnie bez tej całej hucpy.Co do ceny – to jest cena wstępna, negocjacyjna. To jaka będzie ostateczna zależy tylko i wyłącznie od naszych negocjatorów. No i tutaj optymistą nie jestem, to miękkie leszcze, Amerykanie ich rozniosą, obniżą cenę troszkę a u nas będzie wielki hałas o tym jaki to potężny sukces odnieśliśmy.

          1. Wystarczy, aby nasi nie zawalili offset-u, jak w przypadku F-16. To co wyczytałem to jest imponujący. Aż się wierzyć nie chce. Za „naszą” kwotę moglibyśmy kupić 16 takich jak Rumunii (ciekawe czy już im dowieźli?), ale bez wspomnianego offsetu. Kiedyś o tym czytałem na Defense bodajże.

          2. I tutaj pełna zgoda. Ale trzeba też pilnować, byśmy przez ten interes nie stali się nagle krajem podporządkowanym Waszyngtonowi. Bo interes to nie tylko pieniądze, Amerykanie mogą na ten przykład sprzedać nam sprzęt ze stratą by zyskać konkretne opcje polityczne.

  2. Czegoś tu nie rozumiem. Jeżeli w piątek Rząd St. Zj. zaakceptował sprzedaż patriotów, to czy kongres nie musiał wyrazić na to zgody? A tu czytamy, że została przekazana do akceptacji dopiero.

    1. Decyzję rządu musi potwierdzić Kongres. Teoretycznie jest to formalność ale kongresmeni bywają nieprzewidywalni i po takiej nagonce na Polskę mogą nagle uznać, że bezpieczeństwo USA wymaga zablokowania transakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *