Kościół, Indianie i prawda

Kiedy w XVI wieku Hiszpania, Portugalia i inne państwa europejskie dokonywały podbojów kolonizując „Nowy Świat” i w sposób niezwykle brutalny eksploatowały tamtejsze ludy traktując je gorzej niż zwierzęta Kościół Katolicki… powołał pierwszą w historii instytucję ombudsmana, który miał pilnować by kolonialne władze nie nie naruszały praw Indian.

Oczywiście słowa „ombudsman” użyłem na wyrost, nie istniały wtenczas przecież prawa obywatelskie. Chciałem jednak zasygnalizować, że to właśnie Kościół Katolicki jako jedyny w tamtych czasach widział ludzi nie tylko w białych Europejczykach ale we wszystkich, bez względu na kolor skóry czy wyznawaną religię. Podczas gdy władcy państw kolonialnych (w większości obnoszący się ze swoim katolicyzmem) myśleli wyłącznie o tym, by wycisnąć z nich jak najwięcej korzyści władze kościelne uznały ich prawa i starały się ich chronić. I proszę mi tutaj nie mówić, że było to pięćset lat temu a od tego czasu w Europie nastąpił postęp – w Brukseli, tej światłej i postępowej, jeszcze w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku funkcjonowało ludzkie zoo, w którym zamiast zwierząt zwiedzający mogli oglądać Murzynów.

Ale zacznijmy od początku.

W 1502 roku na Hispaniolę (dzisiejsze Haiti) wyruszyła wyprawa dowodzona przez Nicolasa de Ovando, która przy okazji dokonała podboju Antyli. Wziął w niej udział Bartłomiej de Las Casas, który musiał wykazać się sporą gorliwością i skutecznością bo za swoje zasługi otrzymał ziemię i indiańskich niewolników w ramach encomiendy – systemu przypominającego europejskie, feudalne latyfundia. Przez kilka lat dorabiał się czerpiąc pełnymi garściami ze swojego statusu hiszpańskiego kolonisty. Jednak w ciągu kilku lat zmienił swoje podejście stając się gorliwym obrońcą tubylczych ludów i krytykiem niewolniczego ustroju wykluczającego ich ze społeczności ludzkiej oraz hiszpańskiej polityki kolonialnej. W 1510 roku przyjął święcenia kapłańskie – jako ksiądz katolicki z jednej strony zyskiwał większe możliwości głoszenia swoich poglądów a z drugiej mógł liczyć na opiekę i ochronę ze strony Kościoła co było bardzo ważne, gdyż przez swoją działalność często popadał w konflikty z posiadaczami ziemskimi i władzami świeckimi podległymi królowi Hiszpanii. Mimo tego został kapelanem konkwistadorów dokonujących podboju Kuby i nawet ich bronił przed oskarżeniami o okrucieństwo. Całkowicie zmienił nastawienie dopiero po tym, kiedy na własne oczy zobaczył krwawą masakrę jaką rdzennym Kubańczykom zafundowali najeźdźcy – stał się wręcz fanatycznym obrońcom ich praw.

Był wielkim przeciwnikiem siłowego nawracania Indian na wiarę chrystusową, jego zdaniem misjonarzom nie powinni towarzyszyć żołnierze a każdą wojnę wytoczoną rdzennym mieszkańcom kolonii uważał za niesprawiedliwą co przysporzyło mu przeciwników (by nie rzec wrogów) również pośród kleru. Nie zwracał jednak na to uwagi i bardzo szybko bo już w roku 1516 został nominowany przez arcybiskupa Toledo kardynała Franciszka de Cisneros (spowiednika Izabeli Kastylijskiej) na funkcję Rzecznika Praw Indian. Od tego momentu mógł działać oficjalnie zyskując dodatkowe narzędzia. Był bardzo radykalny, nie tylko z ambony potępiał właścicieli niewolników ale odmawiał im sakramentów spowiedzi i namaszczenia chorych a także katolickiego pochówku.

Bartłomiej de Las Casas uważał, że Indian można (i trzeba) nawracać nie siłą ale przykładem. W tym celu w prowincji Cumana (dzisiejsza Wenezuela) zorganizował misję, do której sprowadził osadników z Półwyspu Iberyjskiego. Niestety inicjatywa zakończyła się klęską, założone przez niego hiszpańskie wioski zostały zaatakowane przez autochtonów a większość ich mieszkańców zginęła. Doprowadziło go to do załamania, wycofał się na pewien czas z działalności publicznej i w roku 1522 wstąpił do zakonu Dominikanów. Po kilku latach, już jako zakonnik, trafił do Nikaragui (celem podróży było Peru, jednak w wyniku burzy statek, którym płynął został zmuszony do zmiany kursu) gdzie niemal natychmiast popadł w konflikt z lokalnymi władzami i bardzo szybko został wygnany. Miejsce znalazł w Gwatemali, gdzie wreszcie odniósł poważny sukces. W prowincji tej od wielu lat trwała permanentna wojna z Indianami, którzy nie chcieli się podporządkować Europejczykom.

De Las Casas od razu zmienił politykę wobec tubylców: przestał wysyłać zbrojne oddziały pacyfikacyjne i powrócił do swojej koncepcji ewangelizowania przykładem. Efekty przyszły bardzo szybko i przerosły najśmielsze oczekiwania. Wodzowie wrogich dotychczas plemion nawrócili się, z własnej woli przyjęli chrzest i nieprzymuszani przez nikogo złożyli przysięgę na wierność królowi Hiszpanii. Prowincja będąca do tej pory „Ziemią Wojny” niemal z dnia na dzień stała się kwitnącą „Ziemią Pokoju”, dzisiejszym Alta Verapaz. By tego dokonać wystarczyło po prostu potraktować autochtonów jak ludzi a nie jak przeszkadzające w eksploatacji bogactw dzikie bestie, które trzeba wytępić.

Ojciec de Las Casas podróżował potem po niemal całym Nowym Świecie, wszędzie potępiał wyzysk Indian i brutalne metody kolonizatorów co częstokroć spotykało się z potężnym sprzeciwem. W roku 1543 został biskupem Chiapas w Meksyku a w 1547 powrócił do Hiszpanii gdzie napisał i wydał dzieło swojego życia: „Brevisima relacion de la destruccion de las Indias” („Krótka relacja z wyniszczenia Indian”), w którym w sposób bardzo dosadny i wprost zrelacjonował okrucieństwa jakich dopuszczali się konkwistadorzy i kolonizatorzy. Pod jego wpływem cesarz Karol V wydał „Nowe Prawa” zakazujące brania Indian w niewolę i przymuszania ich do pracy na plantacjach. Być może jego relacje przyczyniły się też do wydania przez papieża Pawła III bulli „Sublimus Deus”, w której Głowa Kościoła uznaje wszystkich mieszkańców nowoodkrytych ziem za ludzi równych Europejczykom, których nie wolno zniewalać, więzić i przymuszać do czegokolwiek nawet, gdy nie są jeszcze ochrzczeni.

Od tamtych wydarzeń minęło pół milenium, prawda się zatarła i dziś zewsząd sufluje się pogląd jakoby Kościół Katolicki zajmował się mordowaniem Indian, nawracaniem ich siłą na wiarę chrystusową i niewoleniem ich jako ludzi mniej wartościowych od białych Europejczyków. Treści te rozpowszechniają zwłaszcza lewicowi propagandyści chcący przyćmić miliony ofiar najkrwawszych i najbardziej morderczych ideologii – nazizmu i komunizmu – które wyrosły z lewicowego pnia: może i nie byliśmy święci, ale katolicy mordowali bardziej, palili czarownice i pozwalali na niewolnictwo. No cóż, prawda ma to do siebie, że broni się sama i nawet, jeżeli większość ludzi uwierzy w kłamstwa to i tak niczego to nie zmieni. Prawda będzie prawdą nawet wtenczas, gdy nikt nie będzie jej znał albo nikt nie będzie w nią wierzył.

Udostępnij na:

6 comments

  1. O matko! Czekałem co tam napiszesz, bo zaciekawiła mnie sama zapowiedź. Ale sporo do strawienia. Ja tutaj jak zwykle coś dołożę, uczciwie przyznając, ze raczej z pamięci niż wałkując księgi. Jeśli się w czymkolwiek mylę, to z radością przeczytam sprostowanie. Może kogoś sprowokuję do riposty? Muszę czytać posted, jednocześnie pisząc, heh. Omal nie spadłem z krzesła, kiedy przeczytałem o ludzkim Zoo! Myślałem, że było to znacznie wcześniej…Jak tu skrócić, coby choć ktokolwiek przeczytał. Pominę Las Casas-a, tu nic dołożyć nie można. Coś mi jednak przyszło do głowy. Cortés, Pizarro i inni konkwistadorzy, byli przecież poddanymi królewskimi. To co, król i królowa Hiszpanii nie wiedzieli co się tam wyprawia? Portugalscy władcy też nic nie kumali? Wręcz przeciwnie. Podzielili sobie nowy świat wg. jakiegoś południka i hulaj dusza. Jednocześnie nie uwierzę, aby Watykan miał klapki na oczach. Stąd jak sądzę ich jasne i twarde stanowisko w tej sprawie. Ale cóż my szare myszki wiemy? Czytając, czy oglądając tamte wydarzenia, widzimy wysłanników Kościoła, aby rozwiązali problem. Cóż, nie zawsze to sprawiedliwe sądy były, a taki Las Casas niewątpliwie będąc orędownikiem tubylców, wstrzymywał, łagodził, lub podwyższał ew. wyroki. Clou. W tamtych czasach każdy papież mógł sięgnąć po ostateczność, czyli ekskomunikę. Bynajmniej nie jakiemuś konkwistadorowi. Znacie sprawę króla Henryka IV? Obłożony ową karą, nie mając w związku z tym uznania wśród książąt niemieckich, niemalże na kolanach do papieża wtargnął. A potem został mianowany cesarzem przez antypapieża, bo w zemście najechał Rzym i swoje porządki zaprowadził. Pytanie moje zatem brzmi. Dlaczego na królów przymrużających oko na bestialstwo nie została nałożona ekskomunika?

    1. Ludzkie zoo… Ostatnie działało podczas wystawy światowej w 1958 roku w Brukseli, to je miałem na myśli. Zresztą Belgowie mają bardzo mocne doświadczenie w odczłowieczaniu Murzynów, wystarczy poczytać o ich wyczynach w Kongo za króla Leopolda II, którego pomniki wciąż stoją w ogromnej liczbie w różnych miejscach (jeden na przeciwko budynku Parlamentu Europejskiego).
      Co zaś do ekskomunikowania władców – cóż, polityka. W XVI wieku szalała reformacja, gdyby papież walnął ekskomuniką to niczego by to nie zmieniło, ot król by przeszedł na protestantyzm i tyle. Pamiętać też trzeba, że obowiązywała wtenczas zasada eius regio, eius religio – czyj kraj tego religia – a to oznaczałoby nie tylko odejście od Kościoła tego czy innego królika ale całego państwa z jego mieszkańcami, którzy mogliby zostać zmuszeni do przejścia na luteranizm czy jaką jeszcze gorszą cholerę. Papież musiał dbać o wszystkich wiernych, nie mógł się ich po prostu pozbyć bo mu się nie podobał władca.

      1. To by wyjaśniało sprawę. Polityka i dorzuciłbym do tego ekonomikę. Przecież utrata jakiegoś królestwa wiązała się również z utratą profitów, one przecież utrzymywały Watykan. Hm, może nawet utrata dóbr kościelnych? Poczytam sobie gdzieś jeszcze na ten temat.

  2. Po nitce do kłębka. Pozostawiam już temat świetnego artykułu i krótkiej wymiany zdań. Uczepiłem się ostatecznie owych profitów wskazanych przeze mnie. Jak było w średniowieczu, lepiej nie czytać bo można stracić wiarę. Dzisiejsze czasy też wyglądają ciekawie, choć już przynajmniej za obowiązkowe odpusty nie trzeba płacić. Dlatego pozwolę sobie na dwa linki. Ile w tym prawdy? Przekonajcie się i oceńcie jeśli admin puści. Dla mnie nieco wstrząsające. Nie zlinkowałem dramatyczniejszych przekazów, bo…no. I tak na pewno kontry się doczekam 🙂

    https://wolnemedia.net/ile-nas-kosztuje-kosciol/

    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5045

    1. Nie no, antyklerykalnego racjonalistę mi tu będzie linkował. Dobrze, że nie „Fakty i mity”…
      Co do ekonomicznych aspektów to one są oczywiste, przejście jakiegoś państwa na protestantyzm łączyło się m.in. z kasatą zakonów i konfiskatą ziemi należącej do Kościoła. Ale najważniejszym było pozostawienie bez duchowej opieki wszystkich mieszkańców, na co papież nie mógł sobie pozwolić. Jakie miał priorytety to inna rzecz, jednemu bardziej zależało na forsie innemu na ludziach, jeszcze innemu na władzy. Nie rozstrzygniemy tego bo nie wiemy co im siedziało w głowach.

      1. Ty się ciesz, że nie zlinkowałem innych „wypowiedzi” z tej strony…Ta była najbardziej wiarygodna, raczej nie widziałem tam czegoś gorszącego, nieprzystającego do rzeczywistości. I nie Tobie to linkowałem 😀 . Może inni też czytają? W tym kontekście, jak już pisałem kiedyś, nieco kłóci się bogactwo Kościoła z naukami Chrystusa. Z nowym testamentem szczególnie. Temu już nie zaprzeczysz. Poza tym drugi link też pokazuje raczej stan faktyczny, a nie wyobrażany. Mało wiem o watykańskich funduszach, ale żyję w kraju i widzę (wiem) co się wyprawia. Pytań zbyt wiele się nasuwa. Dlatego szukam odpowiedzi.
        BTW. Myślałem, że Ela Połomska mnie dojedzie, albo poprze? Dostrzegam, że jej też nie bardzo odpowiada rzeczywistość, choć z zupełnie innej „parafii”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *