Deus lo vult

Kiedy po przegranej przez siły Wschodniego Cesarstwa bitwie pod Manzikert Turkowie Seldżuccy pod wodzą sułtana Arp Arslana zajęli praktycznie całą Ziemię Świętą wraz z Jerozolimą cesarz Aleksy zamiast otworzyć granice i zaproponować najeźdźcom stworzenie multikulturalnego państwa zawołał do papieża Urbana II o pomoc w odparciu wroga. Ten też nie kombinował z dziwnymi interpretacjami jakoby muzułmanie wierzyli w tego samego Boga co my, nie próbował zobaczyć w nich twarzy Chrystusa, tylko w nieco inny sposób i na synodzie w Clermont w roku 1095 wezwał chrześcijańskie rycerstwo do krucjaty by uwolnić wschodnich chrześcijan spod władzy islamu i odbić Ziemię Świętą. Legenda głosi, że obecny tam Piotr z Armiens zawołał „Deus lo vult” (Bóg tak chce) co natychmiast zostało podchwycone przez pozostałych rycerzy i stało się (nieco później) dewizą Zakonu Grobu Bożego w Jerozolimie zwanego popularnie Bożogrobcami. Zebrano armię, do której przyłączyli się rycerze z całej Europy, wyprawa ruszyła i w ciągu czterech lat wyparła najeźdźców z ziemi, która była chrześcijańska na długo przedtem, zanim Mahomet pojawił się na świecie. Ostateczne rozgromienie wroga nastąpiło 12 sierpnia 1099 roku w bitwie pod Askalonem gdzie Krzyżowcy pokonali idącą na odsiecz dziesięciotysięczną armię Falatymidów.

To tyle w skrócie więcej niż telegraficznym ale nie chcę tutaj przedstawiać wykładu z historii (do czego nie czuję się uprawniony) tylko rozpocząć dyskusję i zastanowić się cóż takiego się wydarzyło przez te dziewięćset z hakiem lat, że z dumnych chrześcijańskich wojowników staliśmy się mięczakami niezdolnymi bronić siebie, swoich rodzin i przyjaciół, swojej wiary i swoich ojczyzn?

Powie ktoś, że przez te lata zdążyliśmy się ucywilizować, że dziś już nie narzucamy nikomu siłą swojej wiary, że nadrzędną wartością stał się dla nas pokój. Ktoś inny dorzuci, że religia jest sprawą prywatną a my powinniśmy szanować wiarę i przekonania ludzi nie podzielających naszego światopoglądu bo czasy się zmieniły, świat się skurczył i jesteśmy wszyscy na siebie skazani. Kłopot w tym, że to koszmarna i niebezpieczna bzdura. Czasy być może się i zmieniły o tyle, o ile wyrwała do przodu numeracja w kalendarzach ale poza tym wszystko pozostało po staremu. Muzułmanie zarówno w wieku XI jak i w XXI dążyli i dążą do tego samego celu: do zdominowania świata i panowania islamu nad wszystkimi innymi religiami (w wersji ekstremalnej do likwidacji innych religii), których wyznawcy mają zostać sprowadzeni do roli niewolników. I prą do przodu by cel ten osiągnąć bez patrzenia na konsekwencje, bez skrupułów i bez zaprzątania sobie głowy ideologiami – ważne jest tylko to co zapisano w Koranie a czego chce, ich zdaniem, Allah. Chrześcijanie prawdę powiedziawszy też się nie zmienili, nadal chcą w spokoju chwalić Boga, głosić Ewangelię i zwyczajnie żyć zgodnie ze swoją tradycją. Tyle tylko, że gdzieś po drodze zatracili instynkt przetrwania, zgnuśnieli rozleniwieni dobrobytem i otumanieni latami pokoju nie wymagającego walki o przetrwanie. Część z nich w tym czasie odeszła od wiary i Boga, który przestał być potrzebny z braku trwogi i zaczęła wierzyć w nowomodne ideały przywleczone przez francuską rewolucję będące całkowitym zaprzeczeniem zasad wiary chrystusowej.

Niestety razem z ludźmi zgnuśnieli także przywódcy, w tym kościelni hierarchowie łącznie z kilkoma papieżami, którzy zaczęli głosić dogmat o równości wszystkich religii. Dziś już nikt nie krzyknie „Deus lo vult” bo przecież Allah może chcieć czegoś zupełnie innego a jest bogiem równorzędnym i jego wyznawców nie wolno w żaden sposób dyskryminować. Że w ten sposób dyskryminowani są sami chrześcijanie nikomu z nich do łba nie wpadnie bo zaprogramowani są na równość przyciętą na miarę rewolucyjnej gilotyny. I zapominają o kwestii chyba najważniejszej: zrównując islamskiego Allaha z chrześcijańskim Bogiem i twierdząc, że są oni równoprawni, równorzędni a nawet, że to ten sam Bóg wprost łamią pierwsze przykazanie: „Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną”. Jeżeli pogląd taki głoszą zwykli, prości wierni można to tłumaczyć niewiedzą czy niezrozumieniem; ale kiedy ulegają mu kapłani, a zwłaszcza purpuraci, trzeba mówić wprost o zaprzaństwie, zdradzie i wykluczeniu z pełną premedytacją samych siebie ze wspólnoty wierzących ciągnąc w dodatku za sobą tych, którzy mają ich za pasterzy, przewodników.

W tym miejscu muszę też sprostować mit głoszący, jakoby chrześcijanie idący na wyprawy krzyżowe zaatakowali pokojowo nastawionych muzułmanów dlatego też teraz powinni spłacić dług i ugościć wyznawców proroka a nawet ustąpić im miejsca. To kolejna brednia rozpowszechniana przez wyznawców religijnej równości i ideologicznego pacyfizmu. Papież Urban II wezwał do walki dopiero po tym, kiedy padła Jerozolima, Ziemia Święta została opanowana a hordy islamskie stanęły u murów Konstantynopola. Wcześniej, dopóki islam rozwijał się na ziemiach niechrześcijańskich, nikt nie zawracał sobie głowy żadną wyprawą wojenną czy agresją. Wojny krzyżowe były wojnami obronnymi, odsieczą mającą wyzwolić chrześcijan spod wrogiego panowania. Ktoś, kto uważa inaczej musi – przez analogię – uznać, że lądowanie w Normandii było atakiem agresywnych aliantów na pokojowych Niemców. Dlatego trzeba powiedzieć głośno i wyraźnie: jako chrześcijanie nie jesteśmy muzułmanom niczego winni i nie mamy żadnego powodu by ustępować im miejsca. Przeciwnie – mamy obowiązek bronić się przed islamizacją i nawet zbrojnie występować przeciwko agresji muzułmanów.

Cóż jednak po obowiązku kiedy nie ma komu go wypełnić? Papież zamiast twardo postawić sprawę myje muzułmanom nogi w wielki czwartek co jest przez nich jednoznacznie odbierane jako gest poddaństwa, europejscy przywódcy opowiadają bajki o tolerancji i multikulturalizmie wycofując symbole chrześcijańskie by nie obrażać „gości” a ludzie nie potrafiący znaleźć oparcia ani we władzy duchowej, ani w świeckiej chowają się ze strachu po domach tracąc nadzieję. I tylko wyznawcy islamu robią to co robili od siódmego wieku: palą, gwałcą, rabują, mordują i wywieszają zieloną flagę proroka na coraz to nowych skrawkach chrześcijańskiej do niedawna ziemi.

Udostępnij na:

9 comments

  1. Chciałoby się powiedzieć no comments. Świetne ukazanie tamtych realiów. Przyznaję togę historyka, widać że zadałeś sobie sporo trudu, aby porównać tamte czasy z teraźniejszymi. Ale! No, nie byłbym sobą…Powtarzam, świetnie napisane. Szczególnie w kontekście naszej upadającej tradycji, wiary itp. Poza małymi brakami . Waść piszesz o pierwszej wyprawie. Było ich więcej i nie zawsze chlubne. A ta wspomniana? No właśnie… Połowa Europy ( to oczywiście duża przesada) została złupiona przez rycerstwo maszerujące bronić ziemi świętej. Nie wspomnę o bliskim wschodzie. W sumie nic dziwnego. Bo przecież po wysłaniu przez Urbana coś musieli po drodze jeść, no i inne potrzeby na przestrzeni miesięcy też mieli 😉 . Inną drogą pójdę. Czy aby chrześcijaństwo takie doskonałe było ongiś? A po zdobyczach terytorialnych , począwszy od Kolumba, tacy święci byliśmy? W imię Boga naszego wyrzynając tubylców? Lub dając im tylko jedną możliwość, Bóg nasz albo giń… Pewnie się komuś narażę, ale tych faktów też nie ukrywajmy. Mea culpa i pamiętajmy o tym.

    1. Nie wyrzynaliśmy tubylców w imię Boga ani naszego ani innego. Przeczytaj bullę Sublimus Deus Pawła III z 1537 roku to zobaczysz co Kościół myślał o ludach odkrytych i jak ich traktował. Konkwistadorzy i reszta tej swołoczy działali WBREW Kościołowi od samego początku.

      1. Ok, znam temat. Nie muszę bulli nijakiej czytać. Wydaje mi się, że napisałem parę zdań, które uzupełniały Twoje. Mówisz WBREW. Dobrze. Niosąc krzyż przed sobą i np. rozsiewając ospę. Chciałem zwrócić tylko uwagę, że robili to z imieniem Boga na ustach (nieźli byli jezuici). Stanowisko Kościoła w takiej gehennie jest dla mnie nieistotne, absolutnie drugorzędne. TO CZYNILI CHRZEŚCIJANIE. A teraz czynią muzułmanie, niech ich szlag…. Będzie? Bo mi się nie chce sprzeczać…

        1. Niemieccy żołnierze mieli na klamrach pasów hasło „Bóg z nami”. Czy to oznacza, że chrześcijanie odpowiadają za holocaust i inne krwawe łaźnie urządzane przez Fryców? Kościół od początku bronił Indian, Murzynów i inne ludy – w tym te, które zostaną dopiero odkryte (słowa Pawła III z bulli). A gehennę rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej opisał Bartłomiej de Las Casas. Dominikanin, nie jezuita. Był rzecznikiem praw Indian, oficjalnym i mocno przyczynił się do ekskomunikowania niektórych skurwysynów (wybacz, inaczej ich nazwać nie umiem) w tym kilku braci Pizzaro. To zresztą jego relacja była przyczynkiem bulli Sublimus Deus. Myślę, że popełniasz ten sam błąd co wszyscy – skoro chrześcijanie mordowali to wszyscy chrześcijanie odpowiadają, Kościół odpowiada. Otóż nie. Księdza Popiełuszkę zamordowali Polacy, czy my wszyscy za tę śmierć odpowiadamy? Czy Polska jest winna? Winni są sprawcy i nikt inny. Gdyby Kościół przyzwalał albo prowokował takie zachowania to byłaby inna sprawa, ale Kościół je od początku potępiał a sprawcy stawali poza Kościołem.

        2. Swoją drogą wielkie dzięki, natchnąłeś mnie 🙂 Po wyskoku kretyna rzecznika Młodzieży Wszechpolskiej warto przypomnieć Bartłomieja, papieża Pawła III i zdanie Kościoła. Ale też polską doktrynę narodową Romana Dmowskiego i Wincentego Lutosławskiego, którzy uważali, że Polakiem może być Murzyn i czerwonoskóry bo polskość to nie krew i przynależność etniczna ale wola. Dzięki! Jutro wkręcę kij w mrowisko i liczę na pomoc 🙂

          1. Mam nadzieję, że to co napisałem na początku było pomocne. Przecież chciałeś dyskusji. Nie wszyscy muzułmanie chcą zabijać, nie wszyscy imamowie nawołują do terroru. Nie wszyscy chrześcijanie mordowali. Mimo, że nie byłem z Pizarro, ani nie wywoziłem niewolników to jednak…Najnormalniej jest mi wstyd i chciałbym tę historię wymazać. To przecież byli moi współwiercy. Aha, i nie wszyscy też niemieccy żołnierze mordowali. Możemy Niemcom wybaczać, ale jednocześnie oczekujemy od całego narodu jakiejś skruchy. I ja po prostu to wyrażam wobec mordowanych autochtonów. Podyskutowałbym więcej, ale mam w tej chwili tylko jedną rękę, ciężko pisać. Teraz już będzie?

          2. Było bardzo pomocne. A teraz polemizując z Tobą jednocześnie się zgodzę.
            Bo to prawda – nie wszyscy muzułmanie chcą zabijać i nie wszyscy chrześcijanie mordowali. Różnica polega na tym, że Kościół jako instytucja a katolicyzm jako religia od początku potępiał mordowanie w imię Chrystusa. Tymczasem w islamie zabijanie i wojna są wpisane w samą doktrynę wiary. I o ile mordujący katolicy stawiają się poza nawiasem wiernych to w przypadku muzułmanów poza nawias są wywalani ci, którzy mordować nie chcą. Ja nie bronię morderców czy to katolickich czy jakichkolwiek innych, ja bronię Kościoła i wiary. Morderca jest mordercą bez względu na to jaką wyznaje wiarę, ideologię czy system wartości. To tak gwoli wyjaśnienia, żebyśmy się nie pokłócili o pierdoły bez znaczenia w dodatku niezrozumiawszy nawzajem swoich intencji.

    1. No i masz… myślałem, że się z Tobą zgodzę a znowu muszę się pokłócić. Otóż prawda nie leży pośrodku tylko zawsze leży tam, gdzie leży. Ale zostawmy, czepiam się bo lubię 😉
      Tekst o Bartłomieju de Las Casas i pierwszym rzeczniku praw (ombudsmanie) będzie jutro, niestety na dziś nie zdążę. Ale cholernie się cieszę, że rozwija się dyskusja, na razie między nami dwoma ale to dobrze. Bo gdybyśmy sobie tylko potakiwali to nawet piwa nie byłoby warto odkapslowywać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *