Czy Msza to uczta?

Mimo, że wszyscy nadal emocjonują się sobotnim Marszem Niepodległości mnie dobił zupełnie inny temat. Bo po sobocie była niedziela, a w niedzielę chodzę do Kościoła. Najczęściej na tzw. „starą” Mszę, Mszę Św. Trydencką, lub nazwaną przez papieża Benedykta, Mszą Św. w rycie nadzwyczajnym. Czasem jednak zmuszona jestem spełnić obowiązek niedzielny na Mszy „nowej”, czyli w rycie zwyczajnym, a tu zawsze mnie coś zaskakuje.

Oto wczoraj, wstępem do Mszy był krótki komentarz księdza, gdzie się obecnie znajdujemy i w czym uczestniczymy –  (a przy okazji jestem ciekawa jaki przepis liturgiczny zezwala na takie wstępy). Okazało się, że jesteśmy na uczcie, którą będziemy sprawować z weselem….

Najgorsze oprócz kłamstwa są właśnie takie półprawdy, prawdy częściowe i wyrwane z kontekstu. Bo Msza Św. jest ucztą, ale ucztą ofiarną, ucztą na której Syn Boży składa się Ojcu w Najświętszej Ofierze Krzyża. Msza Święta jest Ofiarą Pana Jezusa. I każdy ksiądz, który nawiązuje bezpośrednio lub pośrednio do Wielkiego Czwartku i ostatniej wieczerzy powinien wiedzieć, że była to pierwsza, bezkrwawa Ofiara Pana Jezusa, czyli pierwsza Msza.

A tu słyszę, że oto jesteśmy na uczcie, którą sprawować trzeba z weselem. Absurd i błąd. Zmyłka i to taka, że aż boli serce. Księżowska beztroska? A jeśli jest to  przekonanie i pewność księdza, że uczestniczy w weselnej uczcie, a nie w Najświętszej Ofierze, to co z ważnością takiej Mszy? Bo jeśli jest to uczta i to weselna, ksiądz jest tu tylko kelnerem, a nie szafarzem najświętszych tajemnic, a nie Chrystusem…

Jak widać, można się strasznie zapętlić w tym wychodzeniu ludziom, młodzieży i dzieciom naprzeciw. Bzdura goni wtedy bzdurę i na nic się zdadzą różne pomysły i wymysły, by przyciągnąć ludzi do Boga i do Kościoła. Ludzkie strategie są warte funta kłaków. Ble.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *