Gra aneksem do jednej bramki

Wygląda na to, drodzy moi szanowni, że zostaliśmy koncertowo zrobieni w wała. Kompletnego, wielkiego, potężnego wała i nawet nie możemy mieć do nikogo pretensji bo sami się o to prosiliśmy.

„Ja należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany. To jest moje głębokie przeświadczenie” – powiedział podczas zlotu Klubów Gazety Polskiej w Spale prezes PiS Jarosław Kaczyński. Słowa te przebrzmiały i nikt się do nich nie przyczepił. Nikt nie zadał sobie też pytania: kiedy pan prezes czytał aneks? A to własnie pytanie jest kluczowe! No bo kiedy? Przecież nie teraz, kiedy jest tylko szeregowym posłem – stanowisko szefa partii nie daje żadnych dodatkowych uprawnień – nie mającym dostępu do informacji niejawnych i tajnych. Mógł go przeczytać tylko pomiędzy rokiem 2006 i 2007 kiedy pełnił funkcję Prezesa Rady Ministrów, a więc dziesięć lat temu! I już wtenczas musiał dojść do wniosków, które wyartykułował tydzień temu.

A to oznacza, że szumne zapowiedzi z kampanii wyborczej, najgłośniej i najczęściej przedstawiane przez Antoniego Macierewicza, były niczym więcej a tylko kiełbasą wyborczą – by nie rzecz, że zwykłym łgarstwem. Nigdy nie było woli opublikowania aneksu, nikt nie miał zamiaru przedstawić go opinii publicznej. Chodziło tylko o pozyskanie głosów w imię starej i sprawdzonej zasady wygłoszonej niegdyś przez Radosława Sikorskiego: dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać. No i właściwie nie ma się czego ani kogo czepiać, obiecali dwa razy – najpierw w kampanii prezydenckiej a potem w parlamentarnej…

Zastanawia mnie tylko co w aneksie jest (albo raczej kto w nim jest), że wzbudza tak wielki strach każdej ekipy i niechęć do przedstawienia go ludziom? Odpowiedzi, moim skromnym zdaniem, mogą być dwie:

– albo umieszczono w nim zbyt wiele nazwisk powiązanych z obecnym obozem rządzącym i jego odtajnienie może doprowadzić do kolapsu
– albo te nazwiska należą do osób tak wpływowych i silnych, że mogą szantażować Prezydenta i szefa rządzącej partii równocześnie.

No bo przecież nie jest możliwym, by Prawo i Sprawiedliwość razem ze swoim prezesem używało aneksu do trzymania za mordę dawnych funkcjonariuszy, ich współpracowników i powiązanych z nimi polityków, prawda? W końcu miała być „dobra zmiana” a nie „dobra, kur…, zmiana!”. A może tylko tak mi się wydawało…

P.S.: Na koniec tylko zauważyć chciałem, że kiedy Prezydent Andrzej Duda złotymi usty swojego rzecznika Łapińskiego (zwanego pieszczotliwie Czerepachem) zapowiedział, że aneksu nie opublikuje natychmiast został odsądzony od czci i wiary a twardy, PiS-owski elektorat zapisał go do WSI i innych agentur. Kiedy to samo, w dodatku bez pośredników, zrobił Jarosław Kaczyński nastąpiła cisza. Nie odezwał się praktycznie nikt a krytyka, jeżeli nastąpiła, była cichutka i bardzo łagodna. No cóż, wychodzi na to, że prezes ma zawsze rację a jeżeli jej nie ma to patrz punkt pierwszy…

Udostępnij na:

13 comments

  1. Abstrahując od tego jak ciekawa mogłaby być wspomniana lektura, nie zgodzę się z przedostatnim wersem. Jest to możliwe. Taka wiedza i trzymanie jej jako nie przymierzając asa w rękawie, daje swobodę. Pewność siebie. I wspomniany zamordyzm. Ale cóż my, małe żuczki możemy na ten temat wiedzieć?

  2. Ja tam nie wiem – co dokładnie jest w aneksie, ale domyślam się podobnych rzeczy – co Alexander. Jednak uważam, że „jest możliwym, by Prawo i Sprawiedliwość razem ze swoim prezesem używało aneksu do trzymania za mordę dawnych funkcjonariuszy, ich współpracowników i powiązanych z nimi polityków”.
    Tylko z drobną poprawką: oni tym aneksem wzajemnie się szantażują. No i jakoś nie sądzę, żeby Polacy jako Naród umieli na opublikowaniu owego – skorzystać. Niestety. Suweren jest słabo zorganizowany, a ta wewnętrzna słabość – to nie jego wina, w sumie. Bo załóżmy, że Polacy po opublikowaniu aneksu zobaczą, że WSZYSTKIE siły polityczne są beznadziejnie umoczone. To co wtedy? Wszyscy dostaną czerwone kartki? Czy mamy alternatywę dla Polski? Kto przejmie natychmiast władzę – jest na scenie godny zaufania gracz?
    A jeśli po ujawnieniu aneksu nastąpi kolaps polityczny nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz? Na przykład: nagle się okaże bezsprzecznie, iż tragedia smoleńska to wynik zamachu Rosjan? Samolot rządowy jest formalnie maszyną wojskową – więc spełnia to kryteria „ataku militarnego” Rosji na Polskę. Co wtedy? A są przesłanki, by podejrzewać udział (co najmniej pasywny) w tej sprawie nawet najbliższych polskich „sojuszników”.
    Dużo trudnych pytań…

    1. Anekst to czasy wcześniejsze niż katastrofa smoleńska, zatem nic tam związanego z nią być nie może. Co do wzajemnego szantażu – zgoda. Ale czy tym bardziej nie należy aneksu opublikować by to wreszcie raz na zawsze przeciąć? I odciąć się wreszcie od PRyLu, w którym jesteśmy właśnie dzięki aneksowi (między innymi) zakotwiczeni?
      No i rzecz najważniejsza – PiS obiecał publikację a teraz okazuje się, że z góry zakładał olanie tych obietnic. Gruszki na wierzbie powiesili a my wszyscy daliśmy się na to nabrać. Krótko pisząc partia obecnie rządząca łże tak samo jak wszystkie partie rządzące wcześniej.

      1. Polityka mocium panie. Może przed wyborami mieli takowe chęci, a teraz się okazało, że falstart może to być. Lub odtajnienie przyniesie więcej szkód, niż korzyści. Polecam to, co Waść raczył sam zapodać. Po analizie, sądzę że sfery rządowe mają w to wgląd, mogło się okazać tak jakżeś Waszmość zauważył, może pogrążyć pół, albo więcej świata politycznego. W tym , być może kogoś z PiS-u. Kto wie, czy nie więcej niż kogoś.
        Że aneks przed katastrofą powstał? Niewiele wcześniej chyba. I może coś tam na ten temat być. Ale cóż my tam…

        1. O to właśnie chodzi, że choć aneks: przed katastrofą powstał – to przecież ś.p. Lech Kaczyński na krótko przed wylotem do Smoleńska zapowiadał jego ujawnienie.

          1. Może dodam takie małe clou. Ktoś najwyraźniej boi się ujawnienia tego aneksu, aby nie zostać ofiarą „seryjnego samobójcy”? To dygresja do ostatniego komentarza admina…

          2. Teoretycznie i tak być może. Jednak po co samobójca miałby usamobójczać PO publikacji aneksu? Wtedy już by było po herbacie. Jeżeli zależy mu na zachowaniu go w tajemnicy to raczej powinien zadziałać przed publikacją, nieprawdaż? W związku z czym takie gadanie w rodzaju „chciałabym ale boję się” daje mu mocny motyw…

  3. No tak, słusznie, po co po publikacji. Wychodzi mi zatem, że jeden z braci woli się asekurować, twierdząc że nie warto…Pomny tego, co się wydarzyło w Smoleńsku? Może Lepper też kiedyś to widział i zapomniał siedzieć cicho? Hm…

    1. No i tu moja „teoria spiskowa” dotycząca katastrofy smoleńskiej i wszelkich implikacji z nią związanych się domyka. I to dosyć spójnie, choć bym tego nie chciał – tak naprawdę.

  4. Muszę niestety i ja również wyrazić swój pogląd ,bo po trzymiesięcznym okresie od tzw.zdrady dudusia zw. prezydentem tzw.III RP ,mamy kolejny ,dopełniający element ,tym razem w duecie z prezesem ,co mnie osobiście ,choć myślę ze nie tylko mnie ,bez reszty pozbawiło po dwóch latach rządów tzw. dobrej zmaiany( czyt.zamaiany) resztek złudzeń i utwierdziło w przekonaniu jak długa droga jeszcze przed Nami Polakami do prawdziwie suwerennej Najjaśniejszej RP. W koneksicie powyższego przytoczę Wam do rozważenia podzielanej przeze mnie a wyrażonej w odpowiedzi do komentarza przez A.Ściosa w ostatnim felietonie w „Bezdekretu” konkluzji nie do podważenia ,napewno w wymiarze tak godnościowym jak i merytorycznym ,cyt.:
    „Jeśli pan Kaczyński czytał Aneks i jego zdaniem, nie powinien być ujawniony – jest to wyłącznie prywatna opinia prezesa jednej z partii. I nic więcej. Ma prawo ją wyrażać, pod tym wszakże warunkiem, że jego prywatna opinia nie zostanie uznana za normę prawną lub moralną i nie będzie zastępowała ustawy sejmowej z dnia 9 czerwca 2006 r. „Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego”.
    Ta ustawa, w art. 70c. ust.3 mówi wyraźnie:
    „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, po zasięgnięciu opinii Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Marszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, podaje Raport do publicznej wiadomości w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”, zaś w art. 70d.ust.3 precyzuje: „Do uzupełnienia Raportu (aneksu), o którym mowa w ust. 1 i 2, stosuje się odpowiednio art.63 ust. 6a, art. 70b i art. 70c.”

    Nie ma w niej zapisu, w którym obowiązek wykonania ustawy byłby zależny od prywatnej opinii jakiegoś polityka – choćby prezesa PiS.
    Gdy Antonii Macierewicz niedawno przypomniał, że ta ustawa nie przewiduje możliwości nieopublikowania aneksu, miał z pewnością na myśli cytowany tu przepis.
    Nie zawiera on trybu warunkowego lecz nakłada na prezydenta obowiązek publikacji materiałów i wręcz wymusza ich ujawnienie.

    Tymczasem partyjni wyrobnicy z „wolnych mediów”, próbują wmówić Polakom, że opinie pana prezesa mają nie tylko moc obowiązującą wyborców PiS, ale zastępują przepisy ustawy.
    Pan napisał o utracie „resztek szacunku” do takich postaci. Ja dodałbym, że trzeba też stracić resztkę rozumu, by owych wyrobników uważać za rzetelnych lub godnych uwagi.
    W konfrontacji z opinią pana Kaczyńskiego, człowiek zdrowy na umyśle, pomyślałby – co mnie to obchodzi? Dlaczego mam przedkładać opinię tego pana ponad mój własny interes i rezygnować z prawa do poznania realiów państwa, w którym żyję?
    Dlaczego mam być pozbawiony tego prawa i nadal nie wiedzieć o ukrytych mechanizmach III RP – tylko dlatego, że ktoś za mnie podjął decyzje o ukrywaniu niewygodnej wiedzy?
    Napiszę jeszcze coś, co niechybnie zostanie okrzyknięte przez idiotów za „działanie agenturalne”.
    W słowach Jarosława Kaczyńskiego: „Ja należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany. Nie dlatego, że tam są jakieś interesujące nazwiska. Z innych powodów. Mój brat nie podejmował takich decyzji pochopnie. Ja tę decyzję popierałem i popieram” – znajduję ogromną pogardę dla Polaków.
    Dla naszych aspiracji, możliwości, usposobienia.
    Tylko człowiek o niebotycznej pysze i pogardzie wobec własnych wyborców, może utrzymywać, że wie lepiej i widzi dalej.
    Gdyby Kaczyński, choć w części zasługiwał na miano męża stanu, usłyszelibyśmy słowa:
    „Ja należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Wprawdzie uważam, że byłoby lepiej, gdyby nie został on opublikowany, to w tej, fundamentalnej dla Polaków sprawie, zdaję się na wolę i opinię moich wyborców. Po tym, co wydarzyło się w Polsce w ostatnich latach, po hańbie, jakiej musieli doświadczać pod antypolskimi rządami, mają prawo poznać ten dokument i sami ocenić jego wartość i wiarygodność”.

    Tak więc jak już tu kiedyś dwukrotnie pisałem ,bez spełnienia przez obecny rząd co najmniej dwóch warunków sine qua non ,a więc ujawnienia aneksu i pełnego wyjaśnienia mordu założycielskiego IIIrp jakim była śmierć bł. ks.J.Popiełuszki o rzeczywistej reformie sądownictwa nie wspominając ,pozostaniemy jako Suweren ciągle w okowach wsi-owych ,komuszych złogach tracąc niepowtarzalną okazję na przerwanie tego polskiego,chocholego tańca. Polecam Wam jako korespondującego z poruszonym przez Gospodarza tematem ,zapoznanie się z ostatnim tekstem wraz z komentarzami A, Ściosa – link: https://bezdekretu.blogspot.com/2017/10/etap-czy-zakret.html.
    oraz prezentacją ostatniej ksiązki W.Sumlińskiego „Ksiądz ….. z 19.10.17 na Yotubie.
    Zawsze pozostaje Nam nadzieja jako ta która umiera ostatnia ,zawierzenie w Opatrzność Boską i nie poddawanie się , bo to od Nas jako Suwerena zależy w ostatecznym rozrachunku wszystko, no może prawie wszystko co związane jest z Ojczyzną.

    1. Aleś pocisnął Wibo felietonem niemalże. Powinieneś założyć bloga, chętnie zaglądnę do niego… Poza paroma drobiazgami, powiem tak : Jak Ci tu nie przyznać racji? U mnie masz plusa. Szczególnie za „moderację” słów Kaczyńskiego. W punkt, ja też tak to odbieram. Przy okazji, bo pewnie wrócisz do swego komentarza, chciałbym wyjaśnić sprawę niechcianego przez Ciebie nazywania rządzących pisiorami. Eszet już swoje powiedział, ja dodam tylko genezę tego określenia. Otóż Niejaki Marcin Daniec w skeczach jechał po „pisiorach” i platwormiastych”. Poszło w świat. Nie są to obraźliwe słowa, gorsze czytałem. Np. PiS-dolizy, PiS-uary, lub PO-jeb…e, PO_kur….ce, etc. Wydaje mi się, że na tym forum trzymamy fason. Pozdrawiam. Aha! Prawie rówieśnikami jesteśmy 😉

  5. Powiem -tak’ gdy pisałem pare dni temu odn. różnicy między określeniami , pisiory a formą poprawną „pisowscy ” wydawało mi się to oczywiste. Na dzień dzisiesiejszy ,biorąc pod uwagę co się właśnie wydarzyło uważam obie formy za poprawne. Pozdr. dla Was

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *