Brzózka prowadzi naród ku trzeźwości…

„Polacy piją z każdym rokiem coraz więcej alkoholu!” – zagrzmiał niejaki Krzysztof Brzózka, szef Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych podczas zorganizowanego przez Konferencję Episkopatu Polski Narodowego Kongresu Trzeźwości. Zagrzmiał i od razu przedstawił sposoby zapobiegania temu zjawisku.

Najgłówniejszym z nich był całkowity zakaz reklamy alkoholu. Nie tylko wódki i innych mocnych trunków, w ogóle ma nie być reklam napojów zawierających C2h5OH czyli alkohol etylowy. Koniec z parasolami ozdobionymi logiem browaru, koniec promocji, koniec festynów sponsorowanych przez producentów złocistego trunku… i tak dalej, koniec całkowity i absolutny. Nie jestem tylko pewien czy na butelce będzie mogła znajdować się etykieta określająca zawartość czy też nie, ale o tym sza – lepiej doktrynerowi nie podpowiadać bo podłapie i będzie już totalny klops.

Drugim co do ważności pomysłem pana dyrektora Brzózki jest ograniczenie liczby punktów sprzedaży alkoholu i podniesienie jego ceny za pomocą podatku akcyzowego. Alkohol jest za tani i zbyt dostępny, jeżeli będzie droższy a jego zdobycie będzie wymagać większego wysiłku to – zdaniem szefa PARPA – ludzie z całą pewnością będą mniej chlać. Idąc dalej tym tokiem rozumowania może całkowicie zakazać produkcji i sprzedaży, wtenczas chlanie się skończy i wszyscy będziemy chodzić trzeźwi. Ale tutaj znowu – nie podpowiadamy!

Tak sobie czytałem relację z Kongresu i zastanawiałem się czy na sali był lekarz? Bo człowiek zdrowy na umyśle tylu bzdur na raz nie byłby w stanie wypowiedzieć. A skutki wprowadzenia tych genialnych tez będą – idę o zakład – odwrotne od zamierzonych.

Przede wszystkim zakaz reklamy piwa uderzy w małe browary rzemieślnicze produkujące piwa o niebo lepsze niż wielkie koncerny. One bez reklamy swoich produktów nie wypromują, bez parasoli czy „wafli” nie pokażą swoich marek, pozostanie im reklama szeptana i poczta pantoflowa. A giganty i tak reklamować się nie muszą, podpisują umowy ze sklepami, dorzucą lodówkę i sprawa załatwiona.

Po drugie ograniczenie punktów sprzedaży i podniesienie ceny to nic innego jak zachęcenie rodaków do chałupniczej produkcji ulubionych napojów. Gdybyż to jeszcze wina czy piwa to byłoby nieźle, jednak cena i dostępność uderzy najbardziej w smakoszy mniej wyrafinowanych trunków a najłatwiejszy w produkcji jest zwykły bimber. Powstawać więc zaczną przydomowe gorzelnie albo rozlewnie bełtające podłej jakości spirytus i inne wynalazki.

Resumé: spożycie alkoholu się nie zmniejszy, obniży się tylko jakość wypijanych trunków i wpływy do budżetu z tytułu podatków, głównie akcyzy i VAT-u. Albo zatem pan dyrektor Brzózka jest durniem nie potrafiącym dostrzec podstawowych zależności albo – cóż, tutaj będę złośliwy – działa na zlecenie połączonego lobby wielkich koncernów piwowarskich, bimbrowników i właścicieli melin. Sami zdecydujcie, która opcja jest bardziej prawdopodobna…

Udostępnij na:

4 comments

  1. O tyle ciekawe, że jeszcze nie namierzyłem tych rewelacji. Jednakże jeśli owe propozycje ktoś z rządu spróbuje wprowadzić w życie, to spotkamy się z czymś takim jak prohibicja w juesej swego czasu. Al Capone rozpocznie działalność, a budżet…Cóż, trzeba będzie następne instytucje powołać, aby „kontrolować”. Dla przypomnienia, kiedyś podniesiono akcyzę na alkohol, licząc na większe zyski. Stało się odwrotnie. Potem obniżono i zyski budżetowe wzrosły z tego poziomu.Parę razy próbowano w tej materii zmian i wyszło, iż obostrzenia przynosiły straty dla Państwa. Potwierdzam tym samym wnioski A.D.
    Może to nie zabrzmi ciekawie, ale jest powiedzenie, że Polak pił, pije i i pić będzie. I nic tego nie zmieni. Normę wykona w taki, czy inny sposób. Szkoda tylko tych parasoli znamionujących, że tam można uderzyć i zimnego browarka sobie zapodać. Absolutnie zgadzam się z autorem powyższego posted.

    1. Normę wykona, zgoda. Ale ci idioci nie rozumieją, że nie chodzi o to czy Polak pije bo wszyscy piją. Chodzi o to co będzie pił i jak się po wypiciu będzie zachowywał. Mówiąc krótko kultura picia się liczy a nie picie jako takie.

  2. Dopiszę tutaj ciekawostkę. Wiemy ile kosztuje lane, porządne piwko? Na najmniejszych imprezach poniżej 6 zeta, raczej nie uraczysz. Nie chcę wspominać o jakichś rynkach miastowych. Dlaczego tak drogo? Bo vaty, akcyze, pozwolenia, zezwolenia, przyzwolenia…,no, koncesje wszelakie. I najem lokalu, w przypadku atrakcyjnego miejsca. I tutaj clou. Zrobiliśmy kiedyś sporą imprezę. Kolega jeden zakupił beczuszkę
    ( jego sprawa gdzie), drugi wypożyczył „rozlewnię”. Wyduldaliśmy do ostatniej kropli i…Wyszło nas po jakiegoś zeta za kufelek. Polecam taki sposób dla prawdziwych piwoszy. Grillowanie i popijanie bez jednej złotówki na rzecz zdziercy państwowego. Da się? Zapewniam, że tak.
    Jeszcze jedno. Bylem kiedyś na wczasach, trafiłem na wędkarzy, którzy przez kilka dni sobie poławiali na komercyjnym łowisku. Mieli swój dystrybutor, pod prądem rzecz jasna. Poprosiłem o sprzedaż paru szt. Omal w ryja nie dostałem. Za co? Bo chciałem zapłacić. Pokazali mi tylko gdzie kubki trzymają. Miałem niezapomniane wczasy. Pozdrawiam koneserów złocistego napoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *