Mafia nalewkowa rozbita

W Grucznie 19 i 20 sierpbia odbył się Festiwal Smaku. Ludziska się zebrały i pokazały co potrafią – domowe ciasta, kiełbasy wedle własnego przepisu, bigosy zgodne z babciną tradycją i… nalewki. Świetna impreza, integrująca społeczność i bardzo dobra zabawa.

Znaczy zabawa byłaby dobra gdyby nie włączyli się do niej funkcjonarjusze Krajowej Administracji Skarbowej, którzy postanowili pokazać swoją siłę i skuteczność w walce ze straszliwym procederem rozpijania narodu i okradania budżetu państwa. Zarekwirowali 388 butelek dereniówki i innych specjałów, wystawiono mandaty na kwotę ponad 4000 złotych i przekazano sprawy prokuraturze. Pełen sukces, w dodatku udało się go osiągnąć bez strat własnych w ludziach i sprzęcie…

Powiem Wam, że kiedy przeczytałem tę informację to pomyślałem w pierwszej chwili, że ktoś sobie jaja robi. Ścigać jak mafiozów ludzi, którzy chcieli się pochwalić własnymi, domowymi wyrobami może tylko kompletny idiota albo skur… no, powiedzmy skurczybyk bez sumienia, dla którego ważne są tylko suche paragrafy. Zresztą te właśnie paragrafy trzeba jak najszybciej zmienić do czego „dobra zmiana” powinna dążyć. I niech mi nikt nie zasłania się „prawem europejskim” – w Hiszpanii, Portugalii czy innych Włoszech w sezonie turystycznym prawie każdy garaż zamienia się w przydomową knajpkę serwującą wino własnej produkcji i domowe obiadki. I nikomu do łba nie wpadnie by proceder zatrzymać, przecież ci ludzie, którzy zarobią trochę dodatkowego grosza natychmiast zasilą budżet płacąć podatek VAT bo pieniądze wydadzą w sklepie. A nawet jeżeli nie to zgromadzą oszczędności. W ten sposób tworzy się dobrobyt!

Czy panowie z Krajowej Administracji Skarbowej tego nie pojmują? Czy minister Morawiecki jest durniem? A może chodzi właśnie o to by Polacy sami nie mogli podnosić swojego poziomu życia, by byli całkowicie zależni od państwa i chodzili na urzędniczej smyczy? To prawdopodobne wytłumaczenie, przecież człowiek zarabiający sam to człowiek wolny a każda władza najbardziej boi się właśnie ludzi wolnych.

Udostępnij na:

7 comments

  1. No i zaś Andy się wtrąci. Biję już do Eszeta. On wie, że w Niemczech są tzw. wyroby regionalne, np. jabłkówka (?) czyniona w domowych gospodarstwach, mająca prawo do handlu. Nie chcę tego produktu chwalić, bo mój ojciec lepsze czynił. Ale jest to jak rakija w byłej Jugosławii, i jak śliwowica łącka u nas. Czyli można to robić i nawet sprzedawać. Właśnie sięgnąłem na pewną półkę i mam przed sobą flakon pod nazwą Dar Puszczy…Co to niby jest? Otóż jeden z najbardziej, delikatnie mówiąc, cudownych polskich wynalazków. Miód w gębie, to mało powiedziane. I co? Nie wolno tego sprzedać ( patrz powyższy posted). Powiem krótko, nic w gębie nie poczułem lepszego (alkohol), niż owe wspomniane dary puszczy. Whisky, nawet z kentucky, może leżeć przy tym wyrobie. I najciekawsze, że taki towar można uzyskać tylko poprzez znajomych, co mają dostęp do pędzących wspomniany bimber. Na koniec dodam ( poczytajcie na necie), iż to cudo w puszczach knyszyńskich powstaje. Nielegalnie. Chyba sobie chlapnę jednego…

      1. He he. Nie czepiaj się literówek. Chodzi oczywiście o Black Daniels. Najlepszy bimber zagraniczny jaki miałem w gębie. Jasiu wędrowniczek to przy tym szczyny i tyle. Pozostała część mojego komentarza nie podlega moim zdaniem dyskusji. Złośliwie napiszę, że nie Kenttucky, tyko Kentucky 😉

  2. A tak w ogóle to bimber-burbon,a poza tym pełna zgoda z Autorem i powiem więcej ; należałoby całą sprawę wywindować na gospodarczym furum ogólnokrajowym i wskazać tym p(osłom) z parlamentu na konieczność prawnych uregulowań w tym względzie służących rozwijaniu regionalnych tradycji z korzyścią dla przedsiębiorczych obywateli i nabywców wzorem państw starej europy, jak np; Austrii ,bo czego jak czego ale jednego nie można im odmówić w przeciwieństwie do Nas, że tam dobrobyt i wolność gosp. stanowią priorytet , czego nasza decydencka mierzwa rządowo-sejmowa nie obejmuje swoimi zakutymi pałami. Temat zresztą od lat podnoszony i wałkowany przez regionalnych wytwórców zarówno wszelkich tradycyjnych wyrobów spożywczych i alkoholowych ,ale widać że i przerastający tzw. dobrą zmianę,której należałoby dokopać sążniście za to pokazowe,publiczne sk….stwo jakiego się dopuścili ,od Morawieckiego poczynając a bóbkach skarb. kończąc. Upublicznienie powszechnej ,obywatelskiej dezaprobaty dla takich poczynań rządu ( bo organy kontr.przestrzegają tylko stanowionego prawa, sic!)może spowodowałoby że zajęłyby się na poważnie tą naprawdę istotną dla całego społeczeństwa tematyką , stosowne agendy rządowe i nasiliły swe wysiłki w ściganiu prawdziwych przestępców i hochsztaplerów rzeczywiście okradających skarb państwa.
    Nóż chwilami sam się otwiera w kieszeni na te sgnuśniałe,oderwane od prawdziwego życia, poj…e rządowe jelity decydujące o dobrostanie swoich współobywateli.

    1. Krótko i na temat. Ile kosztował oscypek przed certyfikatem produktu regionalnego? Połowę dzisiejszej ceny. Wiem, bo miałem możliwość kupić oryginała, tudzież podróbkę. Wiadomo co wybrałem, w smaku różnicy nie widziałem. Śliwowicę kupię za 3 dychy, jak będzie certyfikowana przez jewropę, zapłacę 5 dych, może więcej. Co lepsze? Jebane, za przeproszeniem certyfikaty unijne, czy spod lady kupić doskonały produkt polski. Moim zdaniem nie interesuje mnie za bardzo naklejka z unijnym certyfikatem. Nie wiem co ma wspólnego z tym Morawiecki. Ale słusznie prawisz, że te sprawy należy ogarnąć, a nie udawać greka. Ale ogarnijmy to we własnym zakresie. Chciałbym widzieć na półce w sklepie śliwowicę 75%. Bez unijnych pozwoleń. Kiedyś jechało się na Słowację i kupowało rum 80 procentowy. Kup teraz, powodzenia…

  3. Do Andy ! O niczym innym nie mówiłem jak o usankcjonowaniu naszej,wewnętrznej wolności gosp. na poziomie lokalnym w oparciu o nasze przychylne temu prawo jak to ma miejsce na tzw.zachodzie i nie ma to nic wspólnego z certyfikatami europejskimi bo nie chodzi tu o certyfikowane specjały z zastrzeżonymi nazwami ale o regionalny handel i propagowanie miejscowych produktów z pożytkiem dla wytwórców jak i nabywców i integracji miejscowej społeczności- tylko tyle i aż tyle

    1. Pełna zgoda. Nieco tylko rozwinąłem temat o te regionalne. Certyfikowane. Absolutnie Cię popieram, to powinna być nasza sprawa. Państwo też coś by z tego miało, gdyby zalegalizować to, co teraz cichcem gdzieś nabywamy. Ale komu to do głowy wpadnie? Kurna, nawet świni nie można sobie uchować i zjeść. Albo sprzedać kiełbasę…Pozwolenia urzędnicze z pieczątkami wszelakimi są potrzebne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *