Róża i Auschwitz

„Poprzez reparacje wojenne Polacy chcą zrobić kolejne Auschwitz, tym razem Niemcom” – powiedziała pani eurodep Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein. Kolejne, czyli jedno już komuś zrobili. Polacy. Ciekawa teoria zwłaszcza w ustach kogoś, kto w Parlamencie Europejskim tychże Polaków reprezentuje…

A po tych słowach, które padły na antenie TVP Info w programie „Bez Retuszu” pani Róża Maria i.t.d. strzeliła focha uciekając ze studia po usłyszeniu prawdy ze strony p. red. Tomasza Sakiewicza o tym, że jest przedstawicielką interesu niemieckiego. Najpierw wrzeszcząc pod niebiosa i żądając przeprosin. Za co u licha ciężkiego? Przecież stawiając tezę o kolejnym polskim Auschwitz i protestując przeciwko wystawieniu Niemcom rachunku za totalne zniszczenie Polski w czasie II wojny światowej wprost i jawnie wsparła stanowisko Berlina, co naczelny GaPola tylko zauważył nie dodając niczego od siebie.

Dobra, pobawię się w adwokata diabła starając się jakoś panią Różę Barbarę i.t.d. nieco bronić. Otóż wydaje się, że należy ona do ludzi kompletnie nie dających wiary w możliwość istnienia Polski jako państwa suwerennego. Lata sowieckiej okupacji i dominacji Moskwy wyrobiły w nich odruch nakazujący zawsze szukać jakiejś metropolii, pod którą można się podpiąć licząc na „opiekę”. I nie jest to kwestia zdrady tylko strachu przed odpowiedzialnością – w przypadku podporządkowania każdą decyzję wraz z jej konsekwencjami można przypisać komuś innemu, nie trzeba za nic odpowiadać, ręce są zawsze czyste bo przecież oni tylko wykonywali polecenia. To przecież z tego powodu Donald Tusk oddał śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej Rosjanom a komisja Millera przyklepywała w swoim raporcie wszystko, co przyszło z Moskwy – ze strachu, żeby zawsze móc powiedzieć „to nie my”.

Strach to najbardziej pierwotne uczucie, tylko jednostki wybitne potrafią go stłumić. Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein do takich nie należy zatem bądźmy dla niej wyrozumiali. I przy najbliższych eurowyborach zdejmijmy z jej ramion ciężar, którego najwyraźniej udźwignąć nie potrafi…

Udostępnij na:

10 comments

  1. Moja śp. Mama kiedyś chwaliła się, że chodziła do szkoły u SS Prezentek ( lub Urszulanek – to było dawno) z koleżanką, która wyszła za mąż za Jacka Woźniakowskiego, a ich córka to Róża – coś tam. Razem z koleżanką należały do „Sodalicji Mariańskiej”. Na szcęście Mama nie dożyła dzisiejszych czasów.

  2. Przedstawiciel interesu ukraińskiego (Sakiewicz), zżyma się na przedstawicielkę interesu niemieckiego (Różę Thun). Przyganiał kocioł garnkowi, a przecież oboje powinni służyć interesowi polskiemu.

    1. Mała dygresja. Sakiewicz jest tylko redaktorem, p. Róża europosłanką. Ja będąc zwykłym obywatelem mogę nawet kima wspierać. Jednak jako osoba polityczna powstrzymałbym się od działalności antypolskiej.

      1. Róża Thun jest europosłanką więc broni interesów EU (czyt. Niemiec). I to można nawet trochę zrozumieć. Jej wpływ na politykę jest zresztą znikomy, to pojedyńczy poseł.
        pan Sakiewicz natomiast, jest „tylko” redaktorem największej kuźni indoktrynacyjnej PiSu, kształtującej poglądy sporej części społeczeństwa. Zwłaszcza tej najbardziej bezrefleksyjnej, fanatyków tzw „liturgii smoleńskiej”. Jego wpływ na wydarzenia w Polsce jest ogromny. Dlatego też jego działalność przynosi wymierniejsze szkody niż pohukiwanie pani Thun.

        1. Niestety adwersarzu, obawiam się, że znalazłbym gorszych indoktrynantów (?) niźli Sakiewicz. Michnik? Lis? Ci bardziej Ci odpowiadają? Wymieniłbym więcej. Może Ziemkiewicz, który oficjalnie wspiera teraźniejszy rząd? A może celebryci w postaci Jandy, Hołdysa, Stuhra? Ich sprawa jakie mają poglądy, na mnie nie działa nijaka ideologia, więc nie mam problemów z Sakiewiczem. Po prostu myślę samodzielnie. Ale dostrzegam problem, gdy przedstawiciel mojego narodu pier..li głupoty. I tą subtelna różnicę chciałem Ci przekazać. Pozdrawiam.

          1. Z całym szacunkiem, ja się z panem nie licytuję o to kto jest większym indoktrynatorem. Nazywam tylko rzeczy po imieniu. W moim przekonaniu Sakiewicz jest dużo groźniejszy niż Róża Thun. W pańskim, odwrotnie. To są opinie, nie fakty i można mieć różne. Sakiewiczowi za antypolską działalność plunąłbym w twarz, gdybym mógł. Ta kreatura powinna umieć korzystać z okazji żeby siedzieć cicho. Koniec tematu.

          2. Sakiewicz przyjął medal od ukraińskiej służby bezpieczeństwa i to już go w moich oczach dyskwalifikuje. Co nie oznacza, że Róży Marii Barbarze i.t.d. nie wygarnął prawdy. Zresztą jezeli poczyta się jej tłity to od początku staje się jasnym, że do studia poszła tylko po to żeby zrobić chryję.

  3. Chyba nie pierwsze to „wyjście” ze studia przedstawiciela totalnych. Dla mnie mogą wyjść nawet z sejmu, czy europarlamentu. I tak nie ma z nich nijakiego pożytku.

  4. McGee raczył zakończyć temat, i słusznie. Nie ma sensu wałkować tematu, który nie dotyczy nas bezpośrednio. Nas, zjadaczy chleba. Jednak po jego odpowiedzi pojawiło się u mnie pytanie. Komu prędzej plunąłbym w twarz. Jakiemuś redaktorzynie, co nie reprezentuje MNIE bezpośrednio, czy też oficjalnemu przedstawicielowi suwerena, czyli MNIE! Ja nie chciałem wejść w dyskurs, kto ma większe możliwości PR. Zapewne media bardziej docierają do obywateli Państw, niźli jakieś róże. Idealnym przykładem może być Deutschland. Z takimi gośćmi jak Sakiewicz, mogę flakon obalić i na koniec dać mu w ryj. Z niejaką Różą nawet po flakonie i owym ryju miałbym na głowie prokuraturę i Bóg wie co jeszcze. Niby temat zamknięty, ale Panie McGee…Czy raczysz waść zauważyć różnicę między redaktorem gazety a przedstawicielem rządu RP? Mnie możesz plunąć w twarz (z odpowiednią moją reakcją), Sakiewiczowi także (z jego reakcją), ale czy aby nie brakło Ci szarych komórek i śliny, aby pluć w facjatę tym co na Polskę plują? Otwieram tym samym forum do dyskusji. MgGee, dzięki za wymianę zdań.

  5. No – ciekawa dyskusja się wywiązała. No i (nie)ciekawych rzeczy dowiedziałem się o panu Sakiewiczu. Nigdy gościa nie uwielbiałem, ale teraz będę jeszcze ostrożniejszy. Co do pani Thun, to nigdy raczej nie miałem wątpliwości – komu d..ę liże.
    W ogólnej ocenie tych dwojga faktycznie wszyscy macie po trochu racji. Redaktorek ma spory wpływ (z natury rzeczy) na opinię publiczną, a ojro-posłanka czyni spore szkody w sferze polityki. Pierwszego należy bacznie obserwować, a drugą jak najszybciej odsunąć od polskiej polityki. Przeciw obojgu wszcząć postępowanie wyjaśniające pod kątem ewentualnej zdrady stanu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *