Zjedzony ojciec rewolucji i matka o wielu twarzach

Dzisiejsza rocznica rozstania się z tym światem Maximiliena de Robespierre’a za pośrednictwem wynalazku propagowanego przez Monsieur Josepha Ignace Guillotina, nasuwa refleksję, iż historia uczy, że ze wszystkich matek na świecie Madame Rewolucja jest najbardziej ideowa, gdyż jest gotowa na wszelkie poświęcenia swoich przeciwników, umiarkowanych zwolenników, gorących wyznawców a nawet przypadkowych świadków. Niczym modliszka jest gotowa pożreć nawetswoje dzieci, o ojcach- współtwórcach nie wspominając. Nieprzekupny miał okazję przekonać się o tym na własnej skórze, kiedy dla rewolucji i dzięki niej dosłownie stracił głowę. Tak, jak ona uznawał, mając swoje kilka sekund w historii, że śmierć tego czy tamtego człowieka a nawet całych grup jest dla rewolucji i bożka pospu niezbędna, tak inni jej słudzy nie cofał się przed najgorszymi zbrodniami, by otworzyć drogę Postępu- rozumianego jako cel sam w sobie, najdoskonalsze dzieło Rewolucji. Nie jest to Postęp w sensie duchowym czy intelektualnym- nawet jeżeli pozory temu przeczą, ale zmiany będące celem jako takim, który czyni z człowieka autokreację, bożka samego w sobie, w istocie rzeczy jest to antypostęp. By go zbudować trzeba zrobić mu miejsce w przestrzeni społecznej a także sercach i umysłach. W tym celu trzeba wyrwać z życia społecznego i duchowego wszystko, co dobre i piękne, zniszczyć duchowe, intelektualne i czysto fizyczne tchnienie Stwórcy, które podtrzymuje życie i funkcjonowanie tego świata. Dopiero na tej wyjałowionej glebie można zasiać kąkol idei rewolucyjnej. Wszelkie uprawy wcześniejsze mają na celu tylko i wyłącznie zasianie chwastu duchowego zwątpienia i intelektualnej kontestacji co ma zdusić pożyteczne rośliny i opustoszyć glebę pod przyszły zasiew. Wyjałowienie jest zabiegiem koniecznym dla wzrostu Rewolucji i fałszywego Postępu.

Wszystkie rewolucje są takie same. W gruncie rzeczy, mimo różnic zewnętrznych, nie ma wielu rewolucji- jest jedna- Rewolucja, której celem jest zburzenie odwiecznego ładu, porządku świata i zastąpienie go ładem fałszywym, zastąpienie boskiego ładu życia ładem śmierci, w którym nie służy się stwórcy ale stworzeniu. Skutkiem rewolucji, prędzej czy później, musi być unicestwienie, także jej samej. Bo ona też musi zginąć- po rozbiciu i zniszczeniu ładu życia nieuchronnie sama ginie- nie może bowiem żyć bez pożywienia a to czerpie z życiodajnych pokładów naturalnego ładu. W istocie Rewolucja jest więc elementem diabolicznym, co jest oczywiste dla każdego, kto przejrzał jej prawdziwą naturę.

Maximilien de Robespierre został pożarty przez diabelską, kanibalistycznąmatkę podobnie jak ojcowie i dzieci rewolucji w Rosji, Kambodży czy Ameryce Południowej. Zanim to się stało złożył Matce Rewolucji żądaną przez nią daninę- winnych i niewinnych, zaangażowanych i niezaangażowanych a także tych, którzy znaleźli się w niewłaściwym czasie o niewłaściwej porze. Rewolucja żywi się ofiarami a jednym z jej symboli, sztandarów jest narzędzie zadające śmierć. Nie jest istotne, czy jest to gilotyna, pałka czy pluton egzekucyjny. Bożek postępu wymaga miejsca, które można zrobić fizycznie a także w umysłach i emocjach tylko wyrywając stare, unicestwiając wszystko to, co stoi na drodze do nowego, wspaniałego świata. Symbolem tego niech będą słowa wspomnianego wyżej doktora Josepha Ignace Guillotina o gilotynie: ”Ta maszyna jest wyrazem postępu ludzkości. Zabija natychmiastowo, czysto i humanitarnie.” Można dodać, że równie czysto i humanitarnie, jak ostrze gilotyny ciało, ostrze idei rewolucyjnej zabija dusze.

Udostępnij na:

One comment:

  1. Hm…Nie wiem, czy się odezwać, bo temat ciekawy, jednakowoż nieco tendencyjny. Ruszyłaś Moniko kawał historii, wbijając w to Boga. Niekoniecznie tak było. Francja piszesz? Jak się czyta ich historię, to można kapcie pogubić. Rewolucja, czyli republika, kolejna, czyli monarchia, następna zaś republika, i tak dalej. Gdzieś po drodze brakło Napoleona, wiemy jakiego. Francuzi to mistrzowie świata we wzajemnym wybijaniu się. Co do Robespierr-a to zaiste był to niezwykle „prężny” działacz lawirujący pomiędzy aktualnymi trendami. Czy coś w tym widzisz boskiego? Niby jak piszesz nieprzekupny, ale…
    Ogarnęłaś parę (?) rewolucji. Wspomniałaś o rosyjskiej. Której? Bo ta pierwsza, zanim bolszewicy poszli na całość, była całkiem przyzwoita. Wyłoniono jakiś rząd tymczasowy, zniesiono dyskretnie carat, nijakich dzieci Romanowów nie powybijano. Ustanowiono wiele zmian na miarę owych czasów. Niezrealizowanych, to fakt bo niejaki Lenin się pojawił. A gdyby tak nie wielka wolna, może daliby radę stać się krajem w miarę demokratycznym? O tej pierwszej rewolucji na historii nas ( mnie) nie uczono. Konkludując, uważam że rewolucje czasem są potrzebne. Oczywiście te zmierzające do usunięcia dyktatury, hegemoni jakiegoś klanu rodzinnego, te co zmierzają do poprawy bytu narodów. I powtarzam, Bóg, Matka Boska , Jezus nie ma z tym nic wspólnego. To jest naturalną decyzją narodów, którym wystarczy tylko przewodnik. Hitler tez dokonał rewolucji. No dobrze, złe porównanie, ale dokonał niemalże cudu….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *