Niemiecki plan

Niemcy, które tak bardzo gardłowały – choćby przez usty niejakiego Martina Schulza – o tym, że w Polsce rządząca partia łamie Konstytucję same konstytucji nie posiadają. Obowiązuje u nich tylko ustawa zasadnicza z 1949 r. będąca od początku i z założenia tymczasową prowizorką. W art. 146 tejże ustawy jest wprost napisane, że prawdziwa konstytucja może być uchwalona za zgodą obywateli dopiero wtenczas, gdy Niemcy będą wolne i zjednoczone. Powie ktoś, że przecież od zjednoczenia minęło już parę ładnych latek, więc na co nasi kochani zachodni sąsiedzi czekają? Otóż czekają właśnie na to zjednoczenie, które wbrew powszechnemu mniemaniu wcale nie nastąpiło…

Tak właśnie, żadnego zjednoczenia nie było! Przyłączono tylko do Bundesrepubliki ziemie dawnego NRD, a gdzie reszta? Gdzie Śląsk? Prusy Wschodnie? Pomorze? Alzacja i Lotaryngia? Zodnie z niemiecką doktryną dopiero kiedy te ziemie wejdą w skład państwa niemieckiego będzie można mówić o zjednoczeniu, będzie można ogłosić powstanie nowego Reichu i napisać wreszcie konstytucję. A Angela Merkek postanowiła zapisać się w historii jako ta, która do tego doprowadzi i będzie mogła jako pierwsza od czasów Adolfa Hitlera używać tytułu Reichskanzlerin – Kanclerza Rzeszy. I robi wszystko by ten plan wprowadzić w życie czerpiąc przy tym garściami z tego, czego Niemców nauczyła historia.

Na początek doprowadziła do zbliżenia z Rosją. Gazociągi Nord Stream I i II to nie jest żadne – jak to próbuje nam się wmówić – przedsięwzięcie biznesowe, to polityczny plan spięcia narodowych interesów Moskwy i Berlina, które ma przy okazji doprowadzić do energetycznego uzależnienia naszego kraju od nowo powstałej osi. Gdy to się uda będzie można odciąć nas od bezpośrednich dostaw surowców i całkowicie zdestabilizować naszą gospodarkę uzależniając ją w stu procentach od widzimisię tych dwóch państw. A potem stawiać warunki pod płaszczykiem zacieśniania unijnej integracji i europejskiej solidarności. Dlatego taką wściekłość wśród niemieckich elit politycznych wzbudziła wyborcza wygrana Donalda Trumpa i zbliżebie jakie nastąpiło na linii Warszawa – Waszyngton. Bo tylko USA są w stanie ten plan storpedować, tylko one mają na tyle siły by złapać Berlin za twarz.

Drugą częścią planu było wywołanie kryzysu migracyjnego. Twierdzę, że frau Kanzlerin nie kombinowała by sprowadzić do Niemiec tanią siłę roboczą z Afryki i Bliskiego Wschodu na czym się przeliczyła, tylko od samego początku jej celem było wywołanie kryzysu i destabilizacja Europy by w odpowiednim momencie Niemcy, jako najsilniejszy gracz w UE mogły odegrać rolę ostatniej deski ratunku zmuszając kraje słabsze do uznania swojej wasalnej roli. Powiem wprost – plan relokacji tzw. „uchodźców” powstał na długo przed słynnym zaproszeniem przez „Tante Angelę” migrantów”, tyle tylko, że sypnął się najpierw na oporze Viktora Orbana a potem na wygranej wyborczej Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości. Polska powiedziała stop i Niemcy zostali z palcem w… powiedzmy, że w nosie.

To oczywiście jeszcze nie koniec, całkowicie podporządkowana Berlinowi Komisja Europejska robi wszystko by wyjść z kłopotu i polski rząd nie może ani na chwilę opuścić gardy. Udało nam się na razie odbić pierwsze uderzenie czym tylko rozwścieczyliśmy agresora. Co będzie dalej nie mam pojęcia, osobiście bardzo liczę na wizytę Donalda Trumpa i jego, mówiąc kolokwialnie, „kosę” z Angelą Merkel. Mam nadzieję że rząd będzie potrafił to wykorzystać do obrony polskich interesów.

Jak na razie nie jest najgorzej, amerykański senat przegłosował prawo nakładające sankcje na firmy współpracujące z Rosją w branży energetycznej co bardzo utrudni (o ile nie wstrzyma całkowicie) budowy drugiej nitki Nord Streamu. Krótko pisząc jestem ostrożnym optymistą, acz znając naszych polityków nie potrafię pozbyć się niepokoju i wrażenia, że coś jednak może pójść nie tak jak powinno…

Udostępnij na:

6 comments

  1. Krótko: zgadzam się z powyższym tekstem w prawie stu procentach. Dlaczego prawie? Ponieważ jak sam piszesz Alexandrze: „Obowiązuje u nich tylko ustawa zasadnicza z 1949 r. będąca od początku i z założenia tymczasową prowizorką. W art. 146 tejże ustawy jest wprost napisane, że prawdziwa konstytucja może być uchwalona za zgodą obywateli dopiero wtenczas, gdy Niemcy będą wolne i zjednoczone.”
    Otóż to: „…WOLNE i zjednoczone.”
    Brakuje im jeszcze owej całkowitej suwerenności. Nadal jednak są wasalem USA, choć coraz silniej szamocą się w tych cuglach. Historia znowu się powtarza, w innej tylko formie – niż ta sprzed drugiej w. ś.. To jest na razie „zimny konflikt” i w „gorący” nie przerodzi się tak długo – jak długo Niemcy będą w pojedynkę na to za słabi. Ale szansa dla nich nadejdzie: kiedy dostatecznie blisko się zwąchają z Moskwą, zmodernizują i powiększą armię, i kiedy USA odpuszczą sobie Europę – angażując wszystkie siły w rozgrywkę z Chinami. Na ten moment Fryce się systematycznie i konskwentnie przygotowują. I on nieodwołalnie nastąpi, o ile Polacy „zasypią gruszki w popiele”. I tu się także zgadzam z końcowym Twoim stwierdzeniem, Adminie.

    1. Chciałbym jeszcze coś dodać do poprzedniego komentarza: Niemcy naprawdę mają się czego bać – są zależni od USA z powodu swego ogromnego eksportu za ocean – jeśli Amerykanie pokażą im środkowy palec… to oni po prostu leżą i kwiczą! Braknie pieniędzy na socjale dla ciapatych, których jest u nich tak wielu, że rozruchy przez nich wywołane są w stanie obrócić wszystkie plany niemieckiej ekspansji w g.wno.

      1. Niemcy już poszaleli do reszty i chyba uwierzyli w swoją siłę bo dziś Makrela zapowiedziała odwet za sankcje na NSII. Ja kupuję popcorn bo chce tp zobaczyć, przecie jak Jankesi ich pocisną to będą mieli kryzys więlszy niż ten z lat dwudziestych…

  2. Achtung, przedstawię futurystyczną wizję w kontekście tego, co wcześniej napisano tutaj. Mam trochę czasu 🙂 . Niemcy bez konstytucji, nawet bez własnego Państwa (sic!). Niemcy konstytucję napiszą, kiedy nastąpi zjednoczenie, patrz powyższe wpisy. Nie kwapią się do tego, póki co. Wehrmacht nieco pozbawiony możliwości, motywacji, członkiem NATO będąc, co by owe ziemie niemieckie „jednoczyć” cicho siedzi. Makrela, tak krytykowana, ściąga nie wiadomo po co miliony ciapatych. Płaci socjal, ale tajemnicą poliszynela jest, iż z owych „biedaków” pomału tworzy się jednostki paramilitarne, z czasem militarne. Poniosło mnie? No to niech mnie niesie dalej. Obiecać coś przybyszom i można milionową armię stworzyć. Uzbroić, to żaden problem. Po co? Jednoczenie wielkich Niemiec, z odzyskaniem dawnych terytoriów przy pomocy fanatycznych, wojowniczych (nie można im tego odmówić) wyznawców Allaha. Za grubo? A gdyby im obiecać np. mazury? I róbcie sobie tam szariaty i inne „wynalazki” w imię waszego Boga? Hm…Milion fanatycznych żołnierzy rusza aby te mazury osiągnąć. Niekoniecznie mazury, może być pomorze, śląsk? Że Niemcy za słabe, uwiązane na łańcuchu? A od czego jest Putin i jego Iskandery… Deutschland über alles, pakt po cichu można podpisać, po czym pogniewać się na NATO. Na zachodzie nasi „przyjaciele” mają żabojadów, którym ani w głowie mieszać się militarnie w sprawy Europy środkowej. Jak zawsze. Jakakolwiek próba pomocy Polsce, skończyłaby się wojną domową u ichnich. Wszak tam też muezini robią swoje. Powyżej napisano, że amerykańce mogą się uwikłać w dalekowschodnie konflikty, zresztą już dla nich jest to priorytetowa sprawa. I…Zostawiają Europę ze swoimi problemami. To czas dla Niemiec i Rosji. Bo każda próba pomocy ( myślę o Polsce) jakiegokolwiek zachodniego kraju jest…Nierealna. Nawet grupa wyszehradzka schowa różki widząc nawałę z okrzykiem Allahu akbar. Deutschland…Uśpione marzenia o odzyskaniu swoich (?) ziem. Idąc dalej w hipotetyczne rozważania, po odzyskaniu tego co chcą, już będąc pewni siebie, zajmą się wyznawcami Allaha. Przykład żydów posłuży do załatwienia sprawy. Jakieś tam piece i tym podobne…A co zyska Putin? Dokładnie tyle, co po wybuchu II WŚ. Po drodze miażdżąc Ukrainę i wchłaniając Białoruś. O krajach bałtyckich nawet nie wspominam. Co wy na to? Na koniec. Naprawdę cieszę się, że Tramp rządzi Ameryką, a u nas zjednoczona prawica. Być może moja futurystyczna wizja przyszłości będzie tylko hipotetyczna. Ale mnie poniosło 😉

    1. Może Cię i poniosło Andy, ale historia przez Ciebie stworzona ma wiele znamion obecnej rzeczywistości, niestety. I w obecnej sytuacji potrzeba około dwudziestu – góra trzydziestu lat, żeby w podobnej formie się urzeczywistniła. Zachód posiada technologię umożliwiającą to, o czym marzą muzułmanie od wieków: opanowanie całego świata w relatywnie krótkim czasie i wprowadzenie szariatu. A skoro taka możliwość istnieje, to zgodnie z 1-wszym Prawem Murphie-go: „Jeśli coś może się spierd.lić – to się spierd.li na pewno!” – już dawno ktoś pracuje nad praktycznym wdrożeniem planu wynikającego z owej zasady.
      Wystarczy poczekać, aż demografia zadziała! Pierwsze „jaskółki” już widać: w gminach na zachodzie Jewropy, gdzie muzułmanie stanowią większość i przejmują samorządy – całoroczny budżet gminny zostaje wydany na urządzenie ramadanu, a chrześcijańskim mieszkańcom nie zostaje nawet 1 cent na drzewko wigilijne, nie wspominając nawet o szopce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *