Trump w Brukseli czyli o różnicy klas

Air Force One wylądował, Donald Trump dotarł do Brukseli i na wstępie spotkał się z Donaldem Tuskiem i Jean Claude Junckerem. Już na pierwszy rzut oka można było zobaczyć kontrast – z jednej strony rzeczywisty mąż stanu mający realną władzę, facet który wie czego chce i ma wszystkie narzędzia by to dostać; z drugiej dwie niedojdy nie bardzo potrafiące się zachować, marionetki frau Reichskanzlerin udające koronowane głowy.

Ten widok to doskonała ilustracja stosunków UE – USA. Dziwny twór udający mocarstwo, który chce stawiać warunki i prawdziwe mocarstwo, które niczego nie musi stawiać bo może sobie wszystko wziąć samo i bez łaski. Weźmy taką politykę klimatyczną czyli największy przekręt naszych czasów: Trump odrzucił ją w całości nie wierząc w globalne ocieplenie i na pierwszym miejscu stawiając rozwój amerykańskiej gospodarki. Eurokraci próbują naciskać, dwaj wymienieni gadają, że kwestia jest otwarta, a Prezydent USA przykleja na twarz pobłażliwy uśmiech numer cztery i patrzy na nich jak na kosmitów. I co zrobi Unia? Nic bo nic nie może. Unia nie ma żadnych instrumentów, żadnych argumentów w negocjacjach. Zero.

To samo dotyczy umowy o wolnym handlu TTIP, Trump powiedział nie i po sprawie, umowy nie będzie i nie ma o czym gadać. Bo dla niego najważniejszy jest interes Stanów Zjednoczonych, któremu podporządkowuje wszystkie swoje działania jak na męża stanu i twardego biznesmena przystało. A Juncker i Tusk na pierwszym miejscu stawiają ideologię, której podporządkowują interes zarówno całej Unii jak i poszczególnych krajów członkowskich. Chorą ideologię dodajmy. Oni nigdy nie będą traktowani poważnie ani przez Trumpa ani przez żadnego innego polityka, który ma w głowie choć trochę oleju. Unia może Ameryce co najwyżej wysłać pełen oburzenia list i zorganizować pokaz siły w postaci zabazgrania kolorową kredą wszystkich brukselskich chodników.

I, bądźmy szczerzy, za panowania Obamy mogła dokładnie tyle samo, tyle że tamten chociaż starał się być miły. Trump nie jest a pozory odleciały w siną dal. Zaczęło się twarde życie i twarda gra, w której jedna strona ma wszystkie atuty a druga nawet nie potrafi z klasą żebrać.

Udostępnij na:

3 comments

  1. Spróbuję się ustosunkować do poszczególnych tez zawartych w powyższym tekście.
    1. „z jednej strony rzeczywisty mąż stanu mający realną władzę, facet który wie czego chce i ma wszystkie narzędzia by to dostać; z drugiej dwie niedojdy nie bardzo potrafiące się zachować, marionetki frau Reichskanzlerin”.
    Pełna zgoda. Ale… Trump raczej nie życzył by sobie – mieć naprzeciw siebie silnych przedstawicieli silnej (nie daj Boże!) Europy?
    2. „Ten widok to doskonała ilustracja stosunków UE – USA. Dziwny twór udający mocarstwo, który chce stawiać warunki i prawdziwe mocarstwo, które niczego nie musi stawiać bo może sobie wszystko wziąć samo i bez łaski. ”
    Jak wyżej…
    3. Polityka klimatyczna odrzucona przez DT.
    Nie wiem, kto ją wymyślił, ale wiem komu i po co ona służy: silni gracze (np. Niemcy w UE) dyskryminują słabych graczy (ci, co do UE chcą wejść lub niedawno weszli). Przez nakładanie drakońskich ograniczeń na emisję CO.2 hamowane są gospodarki potencjalnych konkurentów. Trump jest pragmatyczny: skoro takim regułom gry amerykańska gospodarka nie umie sprostać – to on ich po prostu nie przestrzega. A kto mu podskoczy?
    4. „A Juncker i Tusk na pierwszym miejscu stawiają ideologię, której podporządkowują interes zarówno całej Unii jak i poszczególnych krajów członkowskich. Chorą ideologię dodajmy.”
    Wierzysz w to, co piszesz? Tu niezupełnie o „samą ideologię dla ideologii” chodzi (wiadomo, że jest ona chora). Wyżej wymienione pajace na wysokich stołkach są starannie dobrane pod każdym wzlędem po to, by nie mogli swoim pryncypałom podskoczyć. A preferowana przez nich ideologia ma w oczach „gawiedzi” usprawiedliwiać szereg – normalnie i przez normalnych ludzi nieakceptowalnych działań. A wszystko to służy twardym interesom najsilniejszych graczy. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale… tak lewacy jak i pozorni prawicowcy trzepią wokół tego pianę, udając – że ten kabaret to jest prawdziwy teatr. I smażą własne pieczenie na tym samym ogniu.
    5. „I, bądźmy szczerzy, za panowania Obamy mogła dokładnie tyle samo, tyle że tamten chociaż starał się być miły. Trump nie jest a pozory odleciały w siną dal.”
    I bardzo dobrze. Może wreszcie co poniektórym oczęta się otworzą.
    6. „Zaczęło się twarde życie i twarda gra, w której jedna strona ma wszystkie atuty a druga nawet nie potrafi z klasą żebrać.”
    Jakie: „Zaczęło się”? Zawsze takie było. I wcale bym nie był taki pewny, że w temacie umiejętności żebrania cokolwiek się zmieniło. Po prostu zasłona opadła i okazało się, że król jest nagi…

    1. Temat, co by książkę wnet napisał…
      Ad 1,2,3. Myślę, że Tramp życzyłby sobie silnej, pragmatycznej Europy, niekoniecznie Niemiec. Jego naciski chociażby w kwestii 2% na zbrojenia nie są niańczeniem niedojdów. To jest dobrze liczący dolary gościu i już się zorientował, że jego kraj tak naprawdę wszedł w komitywę (NATO) z żebrakami.
      Ad 4. Ciekawe rozwinięcie tematu.
      Ad 5. Całkowicie popieram.
      Ad 6. Jednak uważam, że zaczęło się…Wróć do ad 5. Obama? No, bynajmniej daleko mu do Trampa. Stąd uważam, że zaczęło się . Lub zaczęła się. Inna relacja między naszymi „władcami”, a biznesmenem z USA. Reagan chyba może się spokojnie obrócić na drugi bok…

      1. Ok, na razie doprecyzuję:
        1. (…)
        Pełna zgoda. Ale… Trump raczej nie życzył by sobie – mieć naprzeciw siebie silnych (niezależnych od USA) przedstawicieli silnej, prowadzącej suwerenną (niezależną od USA) politykę międzynarodową (nie daj Boże!) – Europy?
        Raczej o to mi chodziło, bo Europa według Amerykanów powinna być gospodarczo i militarnie silna – ale tylko na tyle, żeby ew. dać odpór Rosji (na przykład). Nie powinna zaś tak urosnąć w siłę – by obyć się zupełnie bez USA, a tym bardziej wyrosnąć na ich konkurenta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *