Do siebie ich bierzcie!

Kukiz u Stokrotki, Kidawa – Błońska u Mazurka i jeszcze paru innych wpadło ostatnio w rezonans i zapragnęło wpychać „uchodźców” parafiom. Ja zapytam bardzo grzecznie, żeby znowu mi ktoś nie zarzucił, że obrażam – kto wam dał prawo dysponowania parafiami i ich „zasobami lokalowymi”? Chcecie gości to ich dp siebie bierzcie, macie spore chałupy, każdy może wygospodarowac miejsce dla jednej rodziny, proszę bardzo. Pod jednym wszakże warunkiem – bierzecie pełną odpowiedzialność za ludzi, których przyjmujecie.

Co? Nie ma chętnych? Nagle zatkało? Strach obleciał? W zadek eurokratom włazić potraficie tylko cudzym kosztem? No dobra, macie swoich wyborców popierających żądania by Polska przyjęła relokowanych pod przymusem „uchodźców”, proponuję zatem z nimi się tym szczęściem podzielić. W Miasteczku Willanów sporo miejsca, przynajmniej część spośród tych siedmiu tysięcy, na których zgodziła się premier Kopacz się tam bez kłopotu zmieści. Co, niepodoba się propozycja? Leminże osiedle straciłoby na atrakcyjności? To już wasz problem, chcecie przyjmowania uchodźców to przyjmujcie. Ale do siebie.

Problem w tym, że macie pełne gęby piękbych słówek i gabinety wytapetowane lewackimi ideami ale kiedy przychodzi co do czego i pora się wykazać to wsadzacie tyłki w kąt i próbujecie sprawy załatwiać cudzymi rękami. To nie przejdzie, na szczęście nad parafiami władzy nie macie i jedyne co możecie to opowiadać brednie w telewizji i radiu. No i na wiecach czy spotkaniach z waszymi zwolennikami. Proponuję byście przy najbliższej okazji zrobili mały eksperyment i podczas kolejnego spędu lemingów zaproponowali, by kwatery dla „uchodźców” zorganizować w ich miejscach zamieszkania – bardzo jestem ciekawy reakcji…

Udostępnij na:

6 comments

  1. Ja w kontekście tematu wracam do kwestii definicji prawdziwego uchodźcy, którą przywołałeś Adminie w innym poście, a z którą się w pełni zgadzam. Próbowałem wypowiedzieć się na ten temat pod tekstem z „Nasze blogi”. Niestety – rejestracja tam jest obwarowana wielkimi utrudnieniami i choć udało mi się pomyślnie przejść tę procedurę (o czym poinformował mnie komunikat) – to obiecany potwierdzający email nie dotarł do mnie. Piszę o tym, bo chciałem tam zapodać link do „Steinmeier przyjechał pouczać?” autorstwa Alexandra. Niestety – po raz kolejny przekonałem się, że dostęp do pewnych blogów jest niemożliwy dla… „nieswoich”?! Też mieliście takie przypadki?

    1. Ja miałem na portalu Gówno Prawdy, znaczy Gazety wyborczej. Post wisiał minutę i poleciał z wizgiem łącznie ze mną. Ośmieliłem się zapytać czy na czerskiej znajdzie się lokum dla chociaz kilku uchodźców…

      1. No… to już jest dla mnie – w sumie nawet wytłumaczalne logicznie – znając motywację owych geniuszów z czerskiej. Ale coraz częściej mam wątpliwości co do (rzekomo) prawicowych portali. Niestety.

  2. Do tematu przewodniego: tak zwane „cukierkowe miłosierdzie” wobec imigrantów – autorstwa światowego lewactwa robi zawrotną karierę wśród szerokich rzesz europejczyków. Tym bardziej, że hołduje mu także Bergoglio, klecha z Argentyny, który zapewne zapisze się w annałach historii jako autor schizmy w Kościele Katolickim . Na codzień przekonuję się w rozmowach ze znajomymi i rodziną, że większość z nich zarażona jest owym cukierkowym miłosierdziem i popiera upychanie imigrantów po parafiach czy gminach – bez głębszego zastanowienia. Na zasadzie: przecież miejsce zawsze się znajdzie… A gdzie? …No przecież nie u nich! Ale u kogoś na pewno!… I już pomysły się sypią, jak z rękawa… teoretyczne oczywiście. Bezmózgowie zakaźne… jest już taka choroba na liście? Nie? To najwyższy czas dopisać. I cukierkowe miłosierdzie też. 😉

    1. Zapominają też, albo pamiętać bie chcą, o zasadzie Ordo Caritatis – zanim pomogę obcemu mam obowiązek zadbać o swoich. W tym wypadku szczególnie o bezpieczeństwo swoich.

  3. Późno się wtrącam, ale może jeszcze ktoś przeczyta. Dałem już tutaj sygnał, iż niezwykle interesuje mnie sprawa tzw. relokacji. Abstrahując jednak od unijnych nacisków, martwi mnie, że w naszym, katolickim do bólu kraju, są oszołomy, co pragną widzieć ciapatych. Oczywiście nie u siebie w domu, a jakże. Z niejakim przerażeniem kiedyś dowiedziałem się, że są parafie, nie parafianie, co deklarują przyjęcie „uchodźców”. W przeciwieństwie do parafian przyjmujących pod własny dach młodzież na „Światowych dniach”. Ale to chyba spora różnica…

Odpowiedz na „andyAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *