Steinmeier przyjechał pouczać?

Na warszawskim lotnisku odbyła się właśnie ceremonia powitania prezydenta Reichu, który przyjechał z oficjalną wizytą do naszego pięknego kraju. Spotkać się ma m.in. z Prezydentem Andrzejem Dudą a jednym z poruszanych tematów ma być kwestia tzw. „uchodźców”. Zapewne Pan Steinmeier będzie chciał pouczyć i przekazać nam jedynie słuszną „prawdę” tłumacząc, że solidarność europejska wymaga od nas zachowania zgodnego z wolą frau Reichskanzlerin.
Chciałbym w związku z tym zaapelować do Pana Prezydenta Dudy by przypomniał swojemu niemieckiemu koledze po fachu, że w Europie nie ma ani jednego – podkreślę: ANI JEDNEGO – uchodźcy z krajów bliskiego wschodu. Zgodnie z międzynarodowym prawem status uchodźcy można mieć tylko i wyłącznie w pierwszym bezpiecznym kraju, w którym nie odbywają się działania wojenne. Jeżeli zatem dany uciekinier ruszy w dalszą wędrówkę przestaje być uchodźcą a staje się migrantem. Jeżeli porusza się bez dokumentów uprawniających do przekroczenia granicy, bez paszportu i ważnej wizy, to jest na dodatek migrantem nielegalnym, którego zgodnie z prawem należy „odłowić” i odstawić za granicę, którą przekroczył.
Tę prostą prawdę powinni też wbić sobie we łby politycy Platformy Obywatelskiej i innych totalniackich organizacji opozycyjnych, bo nagle pojawiła się narracja by odróżniać uchodźców od nielegalnych imigrantów. Otóż szanowni państwo my właśnie odróżniamy – w Polsce uchodźcami wojennymi mogą być Ukraińcy, bo jesteśmy dla nich pierwszym bezpiecznym krajem. Ale jeżeli by ruszyli dalej, powiedzmy do Niemiec, to status uchodźcy tracą stając się migrantami. Proste?
Mam nadzieję, że dotrze do łbów, choć przyznaję, że jest to nadzieja płonna zważywszy na brednie wygadywane w ostatnim czasie we wszystkich możliwych telewizorach i radioodbiornikach, że prasowych łamów nie wspomnę…
P.S.: Ja wiem, że Pan Prezydent nie ma czasu na czytanie niszowych blogów i mój apel to tylko pisanina sfrustrowanego wariata, jednak mam nadzieję, że sam, bez niczyjej podpowiedzi będzie potrafił niemieckiego gościa ustawić do pionu. Bo to już naprawdę ostatni moment na powiedzenie dość i pokazanie światu, że w Polsce rządzą Polacy wedle swojej woli a nie wskazówek płynących z Berlina czy innego muzułmańskiego miasta…

Udostępnij na:

15 comments

  1. O! I to o zasadach uznawania ludzi za uchodźców – naprawdę powinno być szeroko nagłośnione!
    A co do wizyty Steinmeiera, to będę uważnie obserwować zachowanie PAD. I obym się na nim nie zawiódł, tak jak to było przy wielu innych okazjach, niestety (obowiązkowe szczepienia, tajemnicze układy z żydami, które powinny być jawne, czy publiczne przepychanki z Macierewiczem, które nie powinny być jawne).

    1. Ja się zawiodłem ostatnio, kiedy podpisał prawo farmaceutyczne. Ciekawe co będzie następne? Piekarnia dla piekarza, huta dla hutnika, komisariat dla komisarza a pasta do butów?

  2. Odnośnie prawa farmaceutycznego. Gdzieś wyczytałem, że w zasadzie prezydent nie może odmówić podpisania ustawy, jeśli jest zgodna z prawem. A ustawy oczywiście wprowadza sejm. Nawet ew. prezydenckie poprawki mogą zostać przez sejm odrzucone. To kto winien niezbyt zrozumiałej ustawie. PAD?

    1. Prezydent może odmówić podpisania każdej ustawy z wyjątkiem budżetowej, którą może jedynie przesłać do Trybunału Konstytucyjnego. Sejm może odrzucić veto Prezydenta większością 2/3 głosów przy quorum.
      Dlatego nie mam pojęcia dlaczego podpisał tego gniota? Bo jakoś nie wierzę, by lobby farmaceutów było aż tak silne

      1. Nie wiem dlaczego podpisał, ale wychodzi mi na to, że ew. veto czy poprawki mogłoby skończyć się porażką. Za tą ustawą chyba (?) głosowali również niektórzy opozycjoniści. A trybunał w tym wypadku nie miałby sensu. Nie zmienia to faktu, że jakaś „dziwna” to jest ustawa.

        1. Nie, za tą ustawą głosował tylko PiS i to nie cały. Dopchnięto ustawę kolanem a Prezydent podpisał. Nie potrafię tego pojąć i zastanawiam się czym lobby farmaceutów kupiło sobie taką przychylność. A teraz szykuje nam się kolejny idiptyzm w postaci ustawy taksówkarskiej regulującej transport osób. Zbiorę materiały i jutro albo najdalej w poniedziałek wrzucę.

          1. Ok, widać nie jestem na bieżąco. Skupiony na ważniejszych sprawach, chociażby relokacja nieco przyciemniałych, umkła mi ta ustawa. Powiem tylko tyle, że we dupie mam u kogo kupię leki. Innymi słowy, nie dotyczy mnie bezpośrednio, a w takim układzie jestem obok. Niszowa, zupełnie bezsensowna ustawa, niczym nie różniąca się od tego, czy pani aptekarka będzie ubrana na biało czy czarno. Ja tylko czasem chodzę do apteki i tyle. Są? No i fajnie. Wali mi kto jest właścicielem. Zapowiadany temat „taksówkarski” też mnie nie dotyczy. Jak i coś koło 80% obywateli. Admin…Zapodaj temat, który nas bezpośrednio ucieszy, lub zmartwi. NAS. Zjadaczy chleba.

          2. Apteki każdego dotyczą, ograniczenie konkurencji oznacza wzrost cen leków. Znaczny.
            A co do tematu to ok, pokombinuję. Albo Waść coś podrzuć. Najlepiej cos co nas rozrusza i rozbawi.

  3. Nie jestem przekonany co do wzrostu cen leków. Może niektóre apteki znikną, ale natura nie lubi próżni, powstaną inne. To jest zbyt dochodowy interes, aby ktoś nie skorzystał z „dziury”. Odrodzi się wszystko, a obywatel nic nie zauważy.
    Nie jestem felietonistom, ale skoro piszemy o aptekach, to zapodam coś spokrewnionego z tematem. Otóż chodzi mi o reklamy. W całej rozciągłości tego słowa, jesteśmy od wieków w najbardziej bezczelny sposób oszukiwani. Od czasów kiedy np. sprzedawano eliksiry wszelakie. Oczywiście najpierw ktoś stanął na jakiejś agorze i wciskał tłumom kit. Dzisiaj reklamodawcy mają do dyspozycji media, pełen komfort, bo reklamowany badziew trafia do oczu i uszu całych mas ludzkich. Do czego zmierzam? Wiem, że bez reklam nie istniało by wiele mediów. Zło konieczne. Chodzi mi o oszustwa, kłamstwa przekazywane społeczeństwu. Szczególnie dotyczy to suplementów lub leków. Co słyszymy podczas takich spotów? Ano jedyny na rynku, nr. jeden na rynku (nowy produkt z jedyneczką?), najwyższe stężenie czegoś tam (wyciąg z wątroby rekina grenlandzkiego?), Mój (istotne słowo) lekarz mi poradził, moja przyjaciółka mi podpowiedziała, sama daję swoim dzieciom ( ma dzieci?), mój mąż już nie cierpi ( ma męża?). Dalej, radosne pokazywanie jak ktoś wcina np. margarynę, na którą sam zapewne nigdy nie spojrzał, uśmiechnięte dzieci łykające niczemu nie służące syropki….Wiele by pisać, pytam tylko ile jest prawdy w tych „rewelacjach” ? W zasadzie nic. KŁAMSTWA i tyle. Dalej, hipermarkety…No tu już katastrofa całkowita. Słowa: teraz, za jedyne, super( naprzemiennie z mega, giga?) promocja, totalna wyprzedaż, obniżka cen itp. Kolejne kłamstwa nie mające nic wspólnego z prawdą. Przy mega obniżonych cenach, kupiłem na necie identyczny towar za 50 zeta taniej. Dlaczego ustawodawca pozwala na oszukiwanie społeczeństwa? Bo tutaj jest lobbing nieprzeciętny, tego nie da się ruszyć. Jedyne co zrobiono, to przed spotami pojawia się informacja o reklamach. A przy suplementach dodatkowo obowiązek konsultowania się, etc. Oczywiście drobnym maczkiem, lub z prędkością uzi. Można to pominąć, będąc „sponsorem” jakiegokolwiek programu. Uważam, że reklama jest największym oszustwem dotykającym miliardów ludzi. I jeszcze jedno. Dzieci…Dlaczego jeszcze nikt nie wpadł na pomysł aby w tym przemyśle nie wykorzystywać dzieciątek? Gdzie jest minister „społeczeństwa”, gdzie RPO, gdzie UOKiK? Nie ma mocnych…A ten problem moim zdaniem powinien leżeć w gestii zainteresowania powyższych. Bo dotyczy nas wszystkich. Jawnie oszukiwanych.

    1. No i co ja mam powiedzieć? Sama prawda. Niestety żaden posioł nic z tym nie chce zrobić bo to kasa tak gigantyczna, że od razu zaczynają im się ręce trząść. A wystarczyłby krótki zapis mówiący, że w reklamie można mówić (pisać) wyłącznie prawdę. I ustanowić sankcję za kłamstwo. Tylko odpowiednio wysoką, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której bardziej opłaca się zapkacić karę niż powiedzieć prawdę. No i rzeczony zapis trzeba by sprokurować bardzo precyzyjnie bo zaraz prawnicy wymyślą tysiąc i jeden sposobów na jego ominięcie. Obawiam się, że nasi „przedstawiciele” nie mają niestety aż tak tęgich łepetyn… Ale kto wie? Może kilku się znajdzie a reszta podniesie ręce w głosowaniu nie rozumiejąc o co chodzi? Jak to zresztą zwykle bywa.

      1. Tutaj bingo. Jedna ustawa czy zapis, sądzę że większość sejmowa byłaby w stanie to ogarnąć. Jedna ustawa! Reklamujesz, mów (pisz) prawdę. Do kontroli owych prawd można z powodzeniem wykorzystać wspomniane przeze mnie powyżej instytucje, nie trzeba tworzyć innych. Niech zdejmą cycki z biurka i sprawdzą, czy reklamowany towar odpowiada spotowi. Tak niewiele…

    2. PS.
      Przypominacie sobie jedną z większych kampanii reklamowych po „transformacji” w Polsce? Ja pamiętam, był to „rewelacyjny” szampon Wash and go. Dwa w jednym. Gdzie on teraz? Miliony Polaków (między innymi ja) kupiło. Ktoś zarobił diengi ogłuszając całe bezmyślne narody i…Towar zniknął z półek, kiedy ludziskom zaczęły włosy wypadać po tym „cudownym” środku. Dało się zbić majątek na oszustwie? Tak, dało się. Takich przypadków jest znacznie więcej. I o tym starałem się napisać wcześniej. Oszukać, kasę nabić i zmykać czym prędzej. Można jeszcze pod inną nazwą podobny „środek” rozprzestrzenić, kapuchę policzyć, i apiać z powrotem pod innym szyldem. Socjotechnika, szkoda że nie studiowałem tego tematu. Mógłbym dzisiaj być milionerem. Wykorzystując ludzką naiwność.

      1. To się wiąże z jeszcze jednym tematem, o którym dzisiaj głośno. Te same (niby) produkty tego samego producenta pod tą samą marką w Polsce i w Niemczech – za Odrą doskonała jakość a u nas szmelc. W dodatku u nas drożej. A tłumaczenie jedno – jakość dostosowana do możliwości finansowych konsumenta. No jal dostosowana jak ten szmelc jest droższy? Odpowiedź jest moim zdaniem jedna – chodzi o wydojenie ludu znad Wisły, który w swojej naiwności kupi wszystko, co mu się kojarzy z dostatnim zachodem w myśl zasady, że jak coś jest niemieckie to musi być dobre. I to wszystko podparte załganymi reklamami

        1. Najlepszym przykładem są niemieckie proszki do prania. W polskich lidlach, kauflandach mają znacznie mniej aktywnych środków piorących. Tłumaczenie Niemców? Bo polskie gospodynie nie mają umiaru w dozowaniu, więc mniej owych środków trzeba zapodać. No i oczywiście sprawdzian jaki przeprowadziły niektóre kraje wsch.europejskie. Produkty spożywcze. Bez komentarza, bo wszyscy chyba wiemy jaki był ich wynik. Moja sugestia zatem. Kupujmy towar polski, będzie to niejaka forma patriotyzmu (patrz Francja). No ale od zakłamania w reklamach raczej się nie uwolnimy. Aż takim optymistą nie jestem.

          1. Ja mam lepszą sugestię: kupujmy towar lewy. Zarcie prosto od rolnika, mięso z prywatnego świniobicia, domowe winko i piwo, że o bimbrze nie wspomnę. Noe wygłupiam się. Że panstwo straci bo podatku ktoś nie zapłaci? To problem państwa, nie umie zadbać o bezpieczeństwo polskich producentów to niech traci, najwyżej paru urzędasów będzie musiało zacisnąć pasa. Oby mocno

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *