Dwie prędkości? Jak najszybciej

Europa dwóch prędkości to już podobno sprawa przesądzona, tak przynajmniej twierdzą mądrzy komentatorzy znający się na rzeczy. Polski rząd protestuje co prawda i zapowiada stanowczy sprzeciw wobec tej koncepcji, ale małe ma szanse na jej zablokowanie. Nie bardzo wiem po co. Ja nawet bym poszedł dalej i postulował Europę nie dwóch ale dwudziestu siedmiu prędkości, niech każdy kraj członkowski rozwija się w swoim rytmie, bez z góry narzucanych ograniczeń i wytycznych. Na zbliżającym się rzymskim szczycie Pani Premier Beata Szydło powinna wprost powiedzieć, że Polska koncepcję wspiera i domaga się jak najszybszego jej wprowadzenia. A dzień później powinien się zebrać Sejm i wywalić z polskiego prawa wszystkie te unijne przepisy, które nasz rozwój gospodarczy hamują – najsampierw podatek VAT, który jest najbardziej patogennym instrumentem fiskalnym a pozbyć się go nie można bo Unia wymuysza. Chcą Niemcy z Francuzami wielu prędkości? Proszę bardzo, będą je mieć. I będą musieć tę żabę zeżreć, co mieszkańcom krainy nad Loarą trudności nie powinno sprawić a Niemcami akurat my nie powinniśmy się przejmować.
Nikt przecież nie powiedział, że w Europie dwóch prędkości to ta druga prędkość ma być wolniejsza, przy dobrym zarządzaniu i umiejętnym rozegraniu może się okazać, że jest dokładnie odwrotnie. Twarde jądro Unii ma potężnego garba jakim jest waluta Euro i grenerowane przez nią problemy, Polska z własnym pieniądzem i własną polityką monetarną ma potężne fory czego jak dotąd nikt nie chce zauważyć. W tej sytuacji opozycyjny postulat o jak najszybszym przyjęciu wspólnej waluty bo w przeciwnym wypadku wylecimy na boczny tor jest co najmniej idiotyczny. Swoją drogą trzeba zauważyć, że kiedy głównym torem pociąg pędzi wprost w przepaść zjazd na bocznicę wydaje się rozwiązaniem roztropnym i jedynie słusznym, samobójcza jazda nawet w towarzystwie potentatów to nie jest dobry pomysł.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której jakoś nikt nie wspomina: mianowicie stosunki transatlantyckie. Po brexicie Amerykanie będą potrzebować w Unii Europejskiej nowego sojusznika. Niemcy ze swoją manią wielkości i antyamerykańscy/prorosyjscy Francuzi do tej roli się nie nadają zupełnie, szansa otwiera się przed nami a likwidacja gospodarczej jedności wspólnoty jeszcze ją wzmacnia. Polska zyskując większą samodzielność nie będzie w swojej polityce zagranicznej musiała liczyć się z pozostałymi państwami wspólnoty w związku z czym politykę ze Stanami Zjednoczonymi będzie mogła prowadzić po swojemu. Po zmianie administracji na republikańską i odrzuceniu kretyńskich pomysłów ekipy Obamy z niechęcią do TTIP możemy bardzo wiele na tym zyskać tak gospodarczo jak i politycznie – wsparcie mocarstwa może całkowicie zmienić naszą pozycję w kontaktach z państwami wspólnoty, które nawet razem nie są zdolne konkurować z USA. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze koncepcja nowego jedwabnego szlaku co daje nam ni mniej, ni więcej a pozycję rozgrywającego w stosunkach Europy z największymi gospodarkami świata.
To wszystko oczywiście pod warunkiem, że nasi umiłowani przywódcy z prezesem partii rządzącej, Panią Premier i ministrem spraw zagranicznych niczego nie spieprzą. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść…

Udostępnij na:

12 comments

  1. Od razu dodam, że ta druga prędkość (nie mówimy na razie o innych) jakoś szybciej pędzi. A tamci z pierwszej nieco jakby wolniej…I druga prędkość ma zdecydowanie mniej problemów. Więc popieram autora. Na pohybel czterem władcom Europy pod przywództwem Makreli. Niech sobie pędzą w przepaść.

    1. Zapomniałem dodać jednej drobnej uwagi – żeby nam się to opłaciło i byśmy mogli na projekcie skorzystać potrzebujemy MSZ-tu z jajami. A z tym jak na razie kłopot…

  2. Z całym szacunkiem, Panie Blogerze AD – tylko dwa pierwsze zdania powyższego tekstu są realne, bo to fakty. Dalszy ciąg – to myślenie życzeniowe, następnie eskalujące do fantastyki naukowo-politycznej, aż pod koniec szybujące do stratosfery, by wylecieć wreszcie w kosmos 😉
    Pewnie tak sobie tylko pofantazjowałeś? Każdemu wolno.
    Krótko: wszystko to byłoby nawet możliwe, ale nie z tymi ludźmi u władzy, którzy ją obecnie dzierżą. Tak to przynajmniej wygląda. Mogę się mylić, nie wiem co tam jeszcze JK w zanadrzu trzyma… ale niewiele mu czasu zostało na wyciągnięcie potencjalnego asa z rękawa. I czy to jest rzeczywiście As – o jakim marzy tutaj nasz Bloger, a nie jakiś marny Walet?
    Ugrupowania związane z Totalnymi odbierają nam wszelką nadzieję, więc kto pozostaje? Kukiz-15 może się okazać koniem trojańskim podstawionym Pis-owi, choć mu czasem „dobrze z oczu patrzy”. Może JKM? Za słaby i zbyt ekscentryczny na przejęcie władzy. Grzegorz Braun… często fruwa w obłokach, jego propozycje są fascynujące, słuszne nawet – ale czy jego pochodzenie jest gwarantem niezależności? Pozostają ugrupowania narodowościowe – ale te musiałyby się naprawdę zjednoczyć, a i wtedy nawet nie są w stanie same, bez niczyjej pomocy przejąć i utrzymać władzy. Musiałby im pomóc PIS. Ale czy taka opcja jest realna?
    Dużo pytań – mało odpowiedzi…

    1. Ja od dawna piszę, że cały wic polega na zerwaniu romansu z UE. Poczytaj forumowiczów, prawie wszyscy wrzeszczą: Precz z Eurokołchozem! Możecie się ze mną nie zgadzać, ale sądzę , że nie umrzemy bez wyginania banana tudzież ogórka, wrócimy do nazwania ślimaka ślimakiem. Pieniądze (PLN!) z budżetu będą wydawane zgodnie z dyrektywami naszych ministerstw. Mleczarnie, cukrownie będą produkować tyle ile wymaga zapotrzebowanie naszego i nie tylko rynku. Nasze wędliny bez problemu przebiją się na rynki światowe (hodowcy!) , bo są najlepsze, nie te lidlowskie…Umowy klimatyczne w nosie mieć będziemy, kopalnie zaczną produkować i sprzedawać. Może odtworzymy stocznie, może wypieprzymy ponad 80% zachodnich mediów (czynimy starania, ale unia…), niewiele mniej banków można wysiudać. A CETA? Możemy tymi tysiącami stron sobie tyłki podcierać. Może wreszcie hipermarkety zaczną płacić podatki u nas, a nie np. we Francji, Niemczech (no bo unia). A jak nie to paszoł won, polskie sieci odetchną. Może z czasem zacznie się repolonizacja byłych polskich zakładów. Przykład dwudziestoletniej II RP. Z niczego, bez pomocy nijakiej pięliśmy się w górę. Dało się? Uwierzmy w Polaków, byle im nie przeszkadzać. Mrzonki? Takie jak w powyższym tekście naszego admina. Ale realne! Nie chcę tutaj przytaczać ile Polska traci na trzymaniu się kurczowo spódnicy makreli, świadomi widzą i wiedzą. Że co, wpadniemy w objęcia putlera? Totalna bzdura. I nie potrzeba do tego kukizów, braunów, nikogo. Wystarczy obrzydzić Polakom euroburdel i… Ogłosić referendum na temat Polexitu. Może to jest ten as w rękawie? Świetnie maskowany? Kto wie co kmini JK i jego otoczenie. No i słuszna uwaga w powyższych komentarzach. Ktoś musi mieć cojones i poparcie.

      1. Piszesz Andy:
        „Mleczarnie, cukrownie będą produkować tyle ile wymaga zapotrzebowanie naszego i nie tylko rynku. Nasze wędliny bez problemu przebiją się na rynki światowe (hodowcy!) , bo są najlepsze, nie te lidlowskie…” itd…
        Ale po to – by się skutecznie „postawić w poprzek” eurokołchozowi – trzeba by mieć przynajmniej (w miarę) silną i dobrze wyposażoną, wyszkoloną i lojalną armię. Kropka. A nawet wykrzyknik!
        Wiesz dlaczego? Domyślasz się?
        Ano po to, by „sojusznikom” do tych ich zakutych, lewackich łbów – myśl o bratniej interwencji nawet przez chwilę nie zaświtała. Bo by się to mogło im nie opłacić.
        A co robią obecne władze, by na taką opcję być gotowym? Ano nic. Wprost przeciwnie: karmią Naród obietnicami, serwują niekończące się przetargi na uzbrojenie, podają coraz to odleglejsze terminy wprowadzenia go do użytku, prowadzą wojenki na linii Prezydent vs MON. Czy to jest poważne? Pytanie retoryczne…
        Powtarzam: ta władza nie spełni naszych oczekiwań. Należy od razu rozglądać się za planem „B”.

        1. Zgodzę się z Tobą w kwestii armii, taka Turcja np. nikogo się nie boi. Sprostowałbym tylko jedną rzecz: Właśnie będąc członkiem EU po traktacie lizbońskim możemy spodziewać się „bratniej pomocy”. Jest to tzw. klauzula solidarności. Oczywiście na NASZĄ prośbę. Po wyjściu z unii ( każdy kraj ma do tego niekwestionowane prawo), owa klauzula traci moc prawną, a jeszcze nie zdarzył się konflikt zbrojny między członkami NATO. To jest raczej nierealne. Plan B? Jaki…Liczyć na zmianę władzy? Piłsudski is death…

          1. Zawsze da się wymyślić realny plan B. Problem tylko (i: aż!) w tym – z kim go przeprowadzić?
            Co do armii – póki co jesteśmy w UE i nie zanosi się na Polexit. Więc lepiej byłoby mieć ją po swojej stronie, gdyby Totalni chcieli coś głupiego zrobić.

  3. Ale andy „popłynąłeś” … ale bez porównań, a już z JK to dałeś czadu. Niestety z jego politycznego”kminienia” nic dobrego nie wróżę ; bardziej bałbym się o nieodległą przyszłość naszego polskiego podwórka i dlatego proponuje na otrzeżwienie lekturę ostatniej publikacji imiennika naszego admina A.Ściosa w ” Bez Dekretu” link do artykułu https://bezdekretu.blogspot.com/2017/03/gra-na-wybudzonego-prezydenta.html#comment-form

    1. He, he…Może i popłynąłem, ale zwracam uwagę, że jestem zwolennikiem Polexitu. Stąd takie, a nie inne wpisy w komentarzach. Przypominam, że przed tym ” małżeństwem” Polska osiągała największy wzrost gospodarczy. To był boom. Każdy może mieć odmienne zdanie. Ty martwisz się naszym podwórkiem i przepychankami między naszymi decydentami, ( nawiasem mówiąc link nie koresponduje z ocenianym felietonem), a ja drenowaniem Polski przez Niemcy i nie tylko. I jedno i drugie jest ważne, owszem . Jednakowoż będąc patriotą, bardziej mnie martwi pozycja międzynarodowa mojego kraju. A będąc pod spódnicą makreli, niewiele można zdziałać (zobaczyć? 😉 ).

    2. Dzięki za link, Wibo57 – to rzadkość, taki tekst dzisiaj znaleźć. Stronę „Aleksander Ścios – Bez Dekretu” dołączam do swoich faworytów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *