Chwilowy sukces okupiony klęską

Wielki sukces rządzącej partii premiera Marka Ruttego – ogłosiły mainstreamowe media po ogłoszeniu pierwszych, jeszcze sondażowych wyników wyborów parlamentarnych w Holandii. I totalna porażka antyimigracyjnej partii Geerta Wildersa. To dość zabawne, bo koalicja dzierżąca władzę w kraju kanałów i wiatraków straciła prawie połowę mandatów a Widers zyskał cztery, jednak mimo wszystko trzeba przyznać komentatorom rację. Sukcesem jest nie tylko wyborcza wygrana ale sam fakt, że partia Ruttego w ogóle się do parlamentu dostała co zawdzięcza nie skuteczności swojej polityki ale wojnie dyplomatycznej z Turcją, którą wywołała tylko w jednym celu – by pokazać, że niechętni muzułmanom Holendrzy nie muszą głosować na „faszystę” bo mają łagodną i postępową alternatywę.
Popatrzmy zatem na konsekwencje tego manewru.
Prezydent Recep Erdogan „zawiesił” stosunki dyplomatyczne z Holandią i ogłosił, że w związku z działaniem holenderskiego rządu wspieranego przez pozostałe kraje Unii Europejskiej uważa, że porozumienie dotyczące migrantów już nie obowiązuje. Co oznacza, że już za parę tygodni, kiedy tylko pogoda się ustabilizuje, z obozów w Turcji ruszą do Unii Europejskiej setki tysięcy „uchodźców”, którzy tylko czekali na okazję, żeby się stamtąd wyrwać. Skierują się, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, do Niemiec pamiętni zaproszenia, które padło swego czasu z ust frau Kanzlerin Angeli Merkel. Dotrą tam jeszcze przed wyborami do Bundestagu dając potężne paliwo antyislamskim partiom takim jak Alternatywa Dla Niemiec /AfD/, których notowania polecą w górę jak latawiec na dobrym wietrze. Niemcy to co prawda naród karny, ceniący sobie ordnung, w większości głosujący słusznie i zgodnie z wytycznymi, ale co za dużo to nawet /jak mawiał mój Ojciec/ świnia nie zeżre.
Mówiąc któtko holenderski mierny sukces europejskiego stablishmentu może zostać okupiony totalną klęską w Niemczech. Klęską nie tylko polityczną ale też społeczną i humanitarną by nie rzec cywilizacyjną. Już dziś u naszych zachodnich sąsiadów coraz częściej dochodzi do zamachów, aktów agresji czy po prostu zwyczajnych chuligańskich wybryków ze strony imigrantów, trudno przewidzieć co się zdarzy kiedy ich liczba wzrośnie a do władzy dojdą politycy chcący radykalnie sprawę rozwiązać. I nie ma co się łudzić, że problem nas nie dotyczy bo polski rząd powiedział jasno, że żadnych przybyszów z Bliskiego Wschodu czy północnej Afryki nie wpuści – jeżeli u naszych sąsiadów wybuchnie wojna /nie bójmy się tego słowa/ to jej odpryski w taki czy inny sposób muszą w nas trafić. Lepiej zatem przygotować się na najbardziej pesymistyczny wariant wydarzeń niż czegoś zaniedbać – a to oznacza konieczność uszczelnienia i wzmocnienia naszych granic nie tylko na wschodzie. I to jak najszybciej.

Udostępnij na:

2 comments

  1. Wiecie co ja o tym myślę? Ta wojna,( mówimy o zawieruchach, czy też wojnie domowej), jak pisze autor powyższego tekstu jest nieunikniona. Gdziekolwiek, w jakimkolwiek zachodnim kraju. Ale im wcześniej, tym lepiej. Dlaczego? Bo może jeszcze inne kraje będące w podobnej sytuacji zrozumieją, że multikulti to nie jest najlepszy pomysł. I wreszcie NARODY, suwereni owych krajów obudzą się. Co daj Boże, bo leży to też w naszym interesie. Nie zgodzę się jednak z tezą, że jakieś odpryski Polskę sponiewierają. Przecież ciapate nie ruszą na inny kraj, gdzie nie mają zaplecza, za co dziękować należy naszemu rządowi. I całej grupie V4. Ba, nawet skorzystać z tego możemy, uwaga! przyjmując uchodźców. Autochtonicznych Europejczyków…Szwedzi już uciekają ze swoich „emiratów”, bardziej myślący w innych krajach myślą o tym samym. Jedna iskra ( w BRD?) może spowodować zwrotny exodus narodów europejskich. Gdzie? Tam gdzie jeszcze muezini nie ryczą na rynkach miast.
    BTW : Nigdzie nie namierzyłem informacji, że turasy wypuszczą migrantów. Owszem, straszą, ale nie ma oficjalnej informacji, że porozumienie już nie istnieje. Mylę się?

    1. Faktycznie nie ma oficjalnych informacji o wypuszczeniu migrantów, oprócz znanych pogróżek Erdogana. Co wcale nie znaczy, że tak się nie stanie – na pewno zostaną wypuszczeni bocznymi drzwiami. Co do samego „sułtana” – normalni, przeciętni Turcy na pytanie o jego polityczne zapędy stukają się znacząco w czoło. Wprawdzie dostrzegają jego osiągnięcia (np. zbudowanie ok. 12 tys. kilometrów autostrad za jego panowania), ale raczej krytycznie przyglądają się jego radosnej politycznej twórczości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *