Najpierw własność, potem państwo panie Prezesie

„Najpierw państwo, potem własność” – powiedział Jarosław Kaczyński podczas konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę”, która odbyła się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. I swoje twierdzenie uargumentował w ten sposób: „Bez państwa nie ma ani rynku, ani własności, ani wolności”. Cóż można powiedzieć na takie dictum…
Chyba jedynie to, że szanowny Pan Prezes raczy się mylić. Państwo jest wobec własności wtórne. Tak samo wobec wolności i wobec rynku. Państwo powstało po to by te trzy /i kilka innych przy okazji/ wartości chronić. Ludzie zaczęli się gromadzić we wspólnoty rodowe, potem plemienne aż w końcu powołali do życia instytucję państwa z jej wszystkimi atrybutami w celu obrony siebie, swojej własności i swojej wolności. Nie odwrotnie. A dziś prezes partii rządzącej chce tę kolejność odwrócić /nie on pierwszy zresztą i pewnie nie ostatni/ podporządkowując własnośc i wolność państwu. Na to się zgodzić po prostu nie można.
Ale załóżmy, że wizja Jarosława Kaczyńskiego jest słuszna, że państwo jest najważniejsze i wszystko jest mu podporządkowane. Nie zawsze musi być to sytuacja dramatyczna, jeżeli rządzący nie są despotemi to właściwie nic złego się nie stanie, po prostu czasem jakiś obywatel zostanie wywłaszczony pod pretekstem „dobra wspólnego”, inny nie będzie mógł korzystać ze swojej wolności bo to samo „dobro wspólne” wymaga pewnych ograniczeń jednostki, rynek będzie regulowany by – tak, wiem że się powtarzam – nie naruszyć „dobra wspólnego” i tak dalej. Większośc z nas nawet tego nie zauważy…
A właściwie nie zauważa, bo w takiej właśnie rzeczywistości żyjemy. Jesteśmy podporządkowani państwu i sami się na to godzimy. A jak ktoś próbuje przeciwko temu zaprotestować to jest uznawany niemal natychmiast za oszołoma i wroga publicznego.
Wyobraźmy sobie jednak, że rządzący mają zakusy despotyczne. I co wtedy? Ano wtedy wszyscy stajemy się niewolnikami, nic nie zależy od nas, nic do nas nie należy i musimy się podporządkować każdemu kaprysowi machiny stworzonej przez władzę skoligaconą z urzędnikami, którzy stają się panami życia i śmierci. Człowiek pozbawiony własności przestaje być człowiekiem wolnym, staje się zależny od władzy. Wiedzieli o tym komuniści po roku ’44, akcja nacjonalizacji i kolektywizacji przemysłu, rolnictwa, handlu i tak dalej nie miała na celu oddania robotnikom czy chłopom narzędzi pracy czy produkcji celem wprowadzenia „sprawiedliwości społecznej”, chodziło tylko i wyłącznie o zniewolenie nas wszystkich.
Nie, nie podejrzewam prezesa Kaczyńskiego o komunistyczne ciągoty i próbę wprowadzenia w Rzeczypospolitej ustroju wiecznej szczęśliwości. Jego słowa kierują nas raczej w stronę Włoch rządzonych przez Benito Mussoliniego, który zdefiniował wprowadzeny przez siebie system jednym, krótkim zdaniem: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu. Panie Prezesie, proszę nie iść tą drogą bo choć idea może się Panu wydawać szczytna to jej skutki prędzej czy później będą opłakane. Zwłaszcza, jeżeli wybory wygra jakaś siła nie licząca się z ludźmi co w demokracji – prędzej czy później – stać się po prostu musi. Silna własności prywatna zabezpiecza przed zakusami, podporządkowanie jej państwu czyni ludzi bezbronnymi.
Podam jeszcze jeden przykład, pod rozwagę – Niemcy w zaborze pruskim zabraniali Polakom kupować ziemię nie dlatego, by uprzywilejować swoich ale dlatego, by Polacy byli od nich w pełni zależni, by musieli się podporządkować żeby zarobić na swój kawałek chleba. Bo w przeciwnym razie w każdej chwili mogli stracić źródło utrzymania. Własność przed czymś takim zabezpiecza co jest bardzo ważne zwłaszcza teraz, kiedy Unia Europejska się rozpycha i próbuje wessać państwa narodowe.

Udostępnij na:

11 comments

  1. By dopuścić do powstania systemu przyjaznego dla obywateli – potrzeba ze strony ludzi trzymających władzę wiele odwagi, samozaparcia i wyobraźni. A także gotowości do podejmowania trudnych wyzwań, bo może się okazać, że trudno jest sprawować rządy nad ludźmi wolnymi i świadomymi swoich praw i wolności. Na to stać tylko najlepszych. A nami chcą rządzić niestety – najczęściej ludzkie i polityczne miernoty. Nie chcę niczego zarzucać JK, który swój polityczny geniusz udowodnił i oby dalej go rozwijał… bo powinien. Dla dobra Narodu. Ale ci, co go otaczają i pracują z nim – to… no wiecie…

  2. Świetny temat, perfekcyjny komentarz. Ale! Nie byłbym sobą gdybym coś nie dodał. Będzie długo.
    Zwróćmy uwagę na słowa JK. Co by było, gdyby powiedział je w odpowiedniej kolejności. Zmieniłoby to coś? Myślę, że nic, nie byłoby tylko tematu do dyskusji. Ale tymi słowami sprowokował nas do myślenia i dyskusji. Abstrahując od tego, o co naprawdę mu chodziło.
    Weźmy na początek wolność. Kiedykolwiek ją mieliśmy? Idąc tropem Alexandra, popatrzmy na pierwsze państwowości…Czy u zarania takowych, ktoś był wolny? Potem jakiś feudalizm, władza burżuazyjna, kapitalizm, komunizm, po drodze demokracja / dziś odkurzona/, republiki, monarchie etc. Czy wszyscy w tym galimatiasie mogli nazwać się wolnymi?
    Otóż moim zdaniem, nie. Oddaliśmy naszą wolność, własność, godność innym. Mocniejszym, prężniejszym w nadziei, że będą nas chronić przed innymi mocnymi.
    Tysiące lat temu uwierzyliśmy, że tak będzie lepiej. Czy jest? Hm…Coś, za coś.
    Podstawowa komórka społeczeństwa nie poradziłaby sobie sama. Cała rodzina, szczep, plemię nie podołałoby samodzielnie. Vide północnoamerykańscy autochtoni. Polegli pielęgnując wolność i ( ! )własność. Bo nie stworzyli Państwa, któremu oddaliby dobrowolnie tychże wartości.
    Więc postawmy sprawę jasno. Każdy kraj, Państwo deklaruje wolność swoim obywatelom. Wierzcie, jak chcecie. Ja nie wierzę. Każde Państwo, bez względu na ustrój jest, bo musi być, dyktatorskie. To nie jest rada starszych, rada plemienna. To jest władza nad milionami obywateli. Trzeba ich ogarnąć, ubrać w prawne kleszcze, narzucić wolę władzy. I na to się nasi przodkowie godzili, a my mamy teraz tyle do gadania co świnia na granicy. Zmienić to ktoś chce? Wszyscy byśmy chcieli! To wracajmy na drzewo i zacznijmy od nowa, powodzenia…
    Własność? I RP, szlachcic na zagrodzie…Coś nie wyszło z tym za bardzo. Bo w Rzeczypospolitej, najbardziej chyba liberalnego ówczesnego kraju, więcej było władców, niźli społeczeństwa. A władca powinien być jeden. No i wracamy do Państwa, które na gębie ma wolność i własność, a swoje robi. Alem się rozpisał…
    Odnośnie wolnego rynku się nie wypowiem. Niech mądrzejsi coś dodadzą.

  3. Jeszcze coś dołożę. Wyobraźmy sobie, zupełnie teoretycznie Państwo, w którym dopuszcza się anarchizm. Ot, masz wybór. Pełnoprawny obywatel, lub rób co chcesz. W pewnych granicach. Taki anarchista mógłby pracować (bez podatków oczywiście), kupować, mieszkać (np. w ziemiance 😉 ), korzystać z sauny itp. Ale nie mógłby już mieć darmowej opieki med., emerytury, dostępnych sądów, ochrony policji, pomocy jakichkolwiek instytucji państwowych. Auta też nie może posiadać bo nikt mu nie zarejestruje. Ale konia może sobie kupić…Jego wybór i już. Dodatkowo czego mu nie wolno, to łamać prawo. Np. nie może ukraść, zabić ( chyba, że innego anarchistę), musi stosować się do ustalonych reguł ( nie może sikać pod krzakiem, etc.), no po prostu nie drażnić władzy kraju, w który żyje. Zgodzicie się chyba, że można by takiego „obywatela” nazwać wolnym?
    Takimi wolnymi byli niegdysiejsi cyganie w taborach przemierzający kraje. Dzisiaj już nie ma takiej opcji, każdy dowód musi mieć, a co za tym idzie-przestaje być wolnym. Co Wy na taką wizje wolności?

  4. To wszystko prawda – widać, że już to wcześniej miałeś przemyślane, przeanalizowane. Faktycznie – odłączenie się od systemu jest prawie niemożliwe. I nie każdego byłoby na to stać, bo trzeba by mieć dużo pieniędzy np. na dotarcie do miejsca, gdzie jeszcze nie obowiązuje jurysdykcja jakiegoś państwa, by poczuć się prawdziwie wolnym. Następnie: koszty zaaklimatyzowania się tam. I na ile warunki tam panujące byłyby dla życia sprzyjające? Jest to możliwe, ale pytanie: czy ten, kto chce poza systemem żyć – ma ochotę rezygnować ze wszystkich udogodnień, które mu ów znienawidzony system oferuje? Bo system jednak pewne zalety ma: oferuje wygodny byt, możliwość rozwoju, udział w dobrach tego świata, ale niestety wiele wymaga… niektórym będzie się wydawać, że zbyt wiele – i często będą mieli rację. Takich spotkać można wszędzie: to są przecież tzw. bezdomni na przykład. Bo trafiają się wśród nich tacy, którzy – nie mogąc sprostać wymaganiom systemu, wybierają… wegetację na marginesie.
    Temat jest bardzo ciekawy, Andy. Może jeszcze coś dopiszę później.

    1. I trafiłeś. Bezdomni…Chcą, bądź muszą. A słowa „czy ten, kto chce poza systemem żyć-ma ochotę itd..” Otóż wspomniałem wcześniej o wyborze. Podejrzewam, iż zdecydowana większość podda się narzutom Państwa, ale jakiś margines może postanowić inaczej. Może? No własnie nie…I tu mamy kwintesencję wolności. Nie ma jej, chyba że na syberii jakiejś, cy cóś…Aha! Ludy pierwotne jeszcze istniejące. Są wolni w pewnym sensie. I kapuchy na to nie potrzebują…

    2. W Niemczech istnieje co najmniej kilkanaście grup, stowarzyszeń, ugrupowań, raczej mniej… niż bardziej oficjalnych, które swoją aktywnością „zasłużyły” sobie z biegiem czasu na „przywilej” bycia pod stałą obserwacją służb. Są to m.in. tzw. niezależne ruchy obywatelskie (w tym: te odwołujące się do – nie do końca wyklarowanej historii najnowszej Niemiec, związanej z kapitulacją po IIWŚ – a podpisaną przez osoby do tego nieuprawnione ze strony Niemiec). Niektórzy z Niemców naprawdę uważają się za obywateli Rzeszy Niemieckiej, której ciągłość nie została – wg. nich prawnie przerwana. Co ciekawe, aktualne władze także (wybiórczo! – co jest logicznie i prawnie jednak wątpliwe) częściowo powołują się (oficjalnie!) na zapisy konstytucyjne sprzed wojny, aby uzasadnić konieczność zjednoczenia Niemiec. To wszystko – to są faktycznie interpretacje przepisów prawa, teoretycznie dopuszczalne, ale w obu ww. przypadkach ryzykowne. Bo w tym akurat przypadku należy pamiętać np. o przebiegu granic państwowych sprzed wojny! Idąc dalej: czy umowy zawarte z władzami niemieckimi po wojnie są prawnie wiążące?…
      Niektórzy obywatele Niemiec, widząc taki brak konsekwencji w działaniach obecnych władz, sami też próbują inerpretować prawo na własną korzyść, niekiedy całościowo, niekiedy i wybiórczo! Na początku służby tylko to obserwowały, ale w ostatnich kilku latach – ponieważ zjawisko zaczęło się nasilać – zaczęły reagować. Owe reakcje (aresztowania, procesy kryminalne, więzienia) są uzasadniane właśnie czynami karalnymi delikwentów. Przypuszczam, że w niektórych przypadkach (zagrażających obecnej władzy) są przeprowadzane prowokacje. Szczególnie, gdy niewygodni obywatele posiadają broń. A tutaj pozwolenia na broń ma ok. 30% obywateli. Działa tu silne lobby na rzecz rozbrojenia obywateli, wiadomo w jakim celu… Bo świadomość społeczeństwa wzrasta i wkrótce sytuacja byłaby nie do opanowania, na niekorzyść obecnych układów.
      Na koniec parę przykładów, które mogą się wydawać trochę komiczne, ale zobrazują pewne zaszłości:
      1. Kontestatorzy obecnego systemu zakładają na swoich autach tablice rejestracyjne nawiązujące do tych przedwojennych, posługują się takowymi dokumentami (paszport, prawo jazdy itp.), niektórzy z nich próbują obecnie obowiązujące dokumenty oddać z powrotem do urzędu. Te jednak nie są przyjmowane przez urzędy.
      2. Niektórzy nie płacą podatków i mandatów karnych, bo nie uznają prawa obecnej władzy nad sobą.
      3. DPHW – Deutsche Polizei Hilfs-Werk to na pół legalne stowarzyszenie, które mieni się władzą porządkową „równoległego państwa niemieckiego”. Jego członkowie przeprowadzili nawet aresztowanie pewnego urzędnika, za co byli sądzeni i skazani.

      W następnym poście podam link do niemieckiej oficjalnej strony na ten temat.

        1. To wszystko co napisałeś nawiązuje do faktu iż…Państwo Niemieckie w zasadzie nie istnieje. Szokujące dla nieświadomych. Dla mnie, np…Szacun za te wieści, choć odbiegają nieco od tematu 🙂

          1. Raczej nie odbiegają – przecież to kontynuacja tematu: jak żyć poza obowiązującym systemem. Ja tylko opisuję takie realne próby. Czyż nie?…

  5. Wonderful website үoᥙ have here bսt I was wondering іf
    yⲟu ҝnew οf any message boards thɑt cover thе samᥱ topics ԁiscussed іn this article?
    Ⅰ’d reaⅼly like to be ɑ part of online community wҺere I cɑn ǥet feed-back fгom оther experienced individuals tһɑt
    share tɦe same interest. If you have any recommendations, ρlease let
    mе know. Αppreciate it!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *