Niemcy boją się prawdy

Mobilny bilboard z napisem „Death Camps Were Nazi German”, który podróżuje przez Europę w ramach akcji uświadamiającej, kto był spracą rzezi narodów Europy w czasie drugiej wojny światowej dotarł przed siedzibę stacji ZDF w Moguncji i… został „aresztowany” przez niemiecką policję. Na facebookowej stronie akcji pojawiła się taka oto informacja: „Chłopaków w busie złapała niemiecka policja. Przeszukali ich dokładnie i sprawdzili samochód. Nie mieli się do czego przyczepić więc puścili dalej i kazali opuścić miasto grożąc bliżej nieokreślonymi konsekwencjami. Oczywiście nikt miasta nie zamierza opuszczać”. Na miejscu pojawił się redaktor Cezary Gmyz by pomóc wyjaśnić sprawę i… także został bardzo dokładnie sprawdzony.
Prawda naszych zachodnich sąsiadów bardzo, ale to bardzo boli. Tak bardzo, że zrobią wszystko by ją zakryć, posuną się nawet do szykan ze strony służb mundurowych. Ale, paradoksalnie, to bardzo dobrze, bo ich działania tylko tę prawdę potwierdzają. Ludzie nie mający niczego na sumieniu nie muszą się uciekać do przemocy. Na razie co prawda tylko urzędniczej, ale kto wie co będzie dalej? Chłopaki nie zamierzają ustępować a Niemcy raczej nie należą do ludzi, którzy łatwo się poddają.
Ja mam pytanie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych: czy polskie służby konsularne objęły uczestników akcji swoją opieką? Czy na miejscu pojawił się przedstwiciel konsulatu albo ambasady? Czy szykany ze strony policji spotkały się z reakcją? Z całym szacunkiem dla red. Gmyza, ale to nie on jest od dbania o bezpieczeństwo i komfort polskich obywateli przebywających za granicą.
A przy okazji warto by zastosować mechanizm retorsji i wydać polskiej policji polecenie by bardzo dokładnie i bez pośpiechu kontrolowała samochody na niemieckich blachach poruszające się po polskich drogach. Ot tak, by pokazać, że nam nie wolno bezkarnie pluć do kaszy…

Udostępnij na:

4 comments

  1. Czy chłopakom towarzyszy ekipa telewizyjna? Warto by nagrać „interwencje” miejscowej policji… To byłby dopiero materiał na hit.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *