Czas na prawdziwą reformę sądownictwa

Bolek, Bolek, Bolek… wszędzie Bolek. Agent Bolek. Temat przewodni przesłaniający od wczoraj niemal wszystko. Tymczasem jakoś prawie nikt nie wspomina, że nie byłoby tego całego Bolkowego cyrku gdyby nie… polski wymiar sprawiedliwości. Tak, to że dziś cała Polska i kawałek świata huczy kapusiem wynik z jednej przyczyny – pozytywnego rozstrzygnięcia Sądu Lustracyjnego, który by wydać z góry zaplanowany werdykt odrzucił zeznania świadków mogących powiedzieć prawdę o działalności Wałęsy z lat siedemdziesiątych i późniejszych. Zresztą werdytk ten nie mówi o tym, że Lech Wałęsa z SB nie współpracował, tylko że dostarczone i zaakceptowane przez sąd dowody nie potwierdzają tej tezy. Powtórzę raz jeszcze – części dowodów, głównie zeznań świadków, sąd nie dopuścił.
W tym miejscu warto zostawić już TW Bolka i zacząć dyskusję o reformie wymiaru sprawiedliwości. Prawdziwej reformie a nie o proponowanych przez ministra Zbigniewa Ziobrę kosmetycznym zmianom w KRS. Czyli, mówiąc bez owijania w miękką materię, przewróceniu do góry nogami tej spróchniałej struktury złożonej z ludzi mieniących się „zupełnie nadzwyczajną kastą”. Jak to zrobić? Ano w bardzo prosty sposób – oddać Obywatelom kontrolę nad sądami.
Na początek wystarczy zrobić kilka rzeczy:
– Prezesów sądów rejonowych i okręgowych powoływać w powszechnych wyborach, w których uczestniczyliby wyborcy z rejonów i okręgów podległych danemu sądowi. Oczywiście kandydaci musieliby spełniać określone warunki doprecyzowane w ustawie.
– W skład Krajowej Rady Sądownictwa, wyłaniającej kandydatów na sędziów, wchodziliby ci właśnie wyłonieni w wyborach powszechnych prezesi sądów i, dodatkowo, przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości, Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Prezydenta Rzeczypospolitej.
– Do zawodu sędziego dopuszczać jedynie ludzi, którzy mieliby co najmniej dwudziestoletnie doświadczenie w zawodzie prawniczym /z wyłączeniem komorników/. Zawód sędziego powinien być ukoronowaniem prawniczej kariery. I tutaj znowu ustawowo trzeba doprecyzować czym, poza doświadczeniem, musieliby się charakteryzować kandydaci na sędziów.
– Przywrócić sądy przysięgłych /działały w II Rzeczypospolitej/, które znacznie ograniczyłyby możliwości „kreowania” wyroków przez sędziów.
Te cztery punkty, moim zdaniem, załatwiłyby problem. Kłopot w tym, że nikt nie jest zainteresowany rzeczywistą reformą. Opozycja /totalna/ chce, żeby „było tak jak było” bo sądy to w dużej części jej bastion, partia rządząca chce sądy przejąć i ustawić według własnego pomysłu. O obywatelach mających prawo do sprawiedliwego sądu nie myślą ani jedni, ani drudzy. Wszyscy natomiast mają pełne gęby frazesów i oskarżeń przeciwko drugiej stronie. Czas chyba najwyższy by to przerwać.

Udostępnij na:

8 comments

  1. Popieram wszystko co proponujesz. Nawet więcej bym dodał w dyskusji, a w rzeczywistości ujął. Sądy powinny być PROSTE! Mamy „klienta”, sześć sekund i do domu, albo wyrok. Znany przykład z USA. Nazwał gościu gliniarza świnią, zerwany o północy sędzia pokoju zmierzył wzrokiem nieboraka i dupnął mu wyrok. Jakiś czas w chlewie, aby przekonał się jaka jest różnica między blachą, a świńskim ryjem. Wyrok wykonano. To jedno. Drugie to sądy przysięgłych. Bingo, nie tylko jeden z zapijaczoną gębą będzie skazywał, bo trzech(?) może mu pokrzyżować plany. Brnijmy dalej w prostotę. Kodeks! Prawo!!! Nie może być tak, żeby analizować sobie „biblię” na wszystkie możliwe sposoby. Tzw. kruczki prawne. Wspomniałem, że za batonika szybciutko w mamrze odpoczywamy, a grube sprawy aż do przedawnienia się ciągną. Vlad Drakula vel palownik…Za kradzież obcinał rękę. Doszedł do tego, że na rynku swego miasta pozostawił złotą figurkę. Nikt nie ruszył. Legenda? Być może, ale u nas za miliony ukradzione bawią się na kajmanach, a adwokaci zamieniają się chorobowym. I się ciągnie…Dlaczego? Bo mamy skomplikowane prawo. Więc pierwsza rzecz to je zmienić, napisać od nowa, paragraf jeden, a nie 500 punktów i podpunktów do niego. Druga rzecz to wynalazek naszego felietonisty. Zrobić porządek z sędziami, niech czują oddech na plecach, a nie „mam, to już możecie mi skoczyć”. I trzecia rzecz…Jak to zrobić? I tu już jest kwintesencja. Nie da się bez zmiany …Czego? Konstytucji! Więc od tego chyba trzeba może zacząć? Spontaniczny ruch obywatelski (nie mylić z KOD-em) i jakieś podpisy? Domaganie się zmiany? Jest chyba dobry czas na to. Sorki za długie dywagacje.

  2. Konkrety:
    1. Każdy sędzia powinien być wybierany bezpośrednio przez obywateli, wśród których mieszka, więc jest im znany.
    Najmniejsza jednostka terytorialna, której przysługuje prawo do wyboru swojego sędziego – to dzielnica w mieście lub wieś.
    Mieszkańcy mogą się zwracać do swojego sędziego z prośbami o rozstrzyganie spornych spraw bezpośrednio, bez kierowania ich do sądów rejonowych.
    Wszelkie działania policji, dotyczące mieszkańców, muszą być uzgadniane lub akceptowane przez ich Sędziego Lokalnego (SL).
    SL prowadzi sprawy w sądzie rejonowym, z wyłączeniem spraw dotyczących mieszkańców jego dzielnicy / wsi.
    C.D. n.

    1. Ad. 1. Kandydat na Sędziego Lokalnego musi spełniać wymagania określone dla sędziów Sądów Rejonowych, bo zostaje nim automatycznie po wyborze na SL.
      Kadencja SL to 3 lata. Wystarczy, aby udowodnić swoje kompetencje. I być wybranym na następną kadencję.
      2. Procesy sądowe odbywają się z udziałem Ławy Przysięgłych, wybieranych losowo z liczby ławników dostępnych w danym rejonie.
      Ławników na procesie musi być co najmniej trzech.
      Ławnikiem może zostać każdy obywatel polski mieszkający i pracujący na terenie kraju (nie dalej, niż 100 km od miejsca zamieszkania, z powodów organizacyjnych) – niekarany, bezpartyjny, zlustrowany politycznie i finansowo – podając powyższe dane do wiadomości publicznej. To taki obowiązek, bez którego nie może kandydować. To samo dotyczy sędziów.
      Liczba ławników na proces jest ustalana przez odpowiednich prezesów sądów obligatoryjnie, na podstawie rozeznania realnych możliwości w terenie.
      3. Prezesi sądów zostają wybierani przez obywateli z danego rejonu. Kandydować mogą tylko ci, którzy już chociaż raz byli SL w tym rejonie przez pełną kadencję. Ale nie mają prawa startować do kolejnej kadencji. Dopiero po 1-dnokadencyjnej przerwie. Kadencja 6 lat. Po co gonić ludzi do urn częściej?
      4. SL i Ławnicy są wybierani w tych samych wyborach. W co drugich wyborach także prezesi, żeby ograniczyć koszty.

  3. Nawiązując do jednej z porzednich wypowiedzi Blogera na temat sądów – – –
    Ad.: ” Może razem uda nam się stworzyć jakiś konkretny projekt, kto wie?”
    Razem? Z kim? Ktoś tu ma kwalifikacje do pisania ustaw? Projekt oczywiście zawsze można, jakiś tam – stworzyć. Ale i tak zostanie wyrzucony do kosza, jeśli będzie zbyt reformatorski. Na 100%!
    Jednak moje propozycje umieściłem, choć czas poświęcony na te wypociny uważam za stracony. Choć niezupełnie: dle mnie samego był to ciekawy eksperyment myślowy… i nic więcej.

    1. Podziwiam Cię teraz za te wypociny i komentarz do samego siebie. Nic dodać, nic ująć.
      Ja, Ty, nasz admin mamy pomysła i do kosza możemy sobie to wstawić. Ale warto pogadać i swoje przedstawić. Lżej? Mnie tak, choć” jutro mogło być inaczej”, i „jeśli w ogóle może być”…Nikt z nas nie wskoczy na stół i nie krzyknie dość. Bo i tak nas oleją, jak wspomniałeś. Wspomniałem coś o podpisach itp. Tylko tak, nie brnąc w rewolucję jakąś, można coś zmienić. Ech, wycofuję się z tego, to też nie poskutkuje…

      1. Andy, zadam Ci pytanie o Twoje zdanie na temat Grzegorza Brauna, choć nie wiem, czy będziesz mógł mi na nie szczerze odpowiedzieć. Albo – czy masz o nim jakieś mniemanie. Sam nie jestem co do niego całkiem pewny- przecież to, co on głosi jako Żyd jest w totalnej opozycji do tego, co głoszą jego ziomkowie. Nie potrafię go rozgryźć. A uwierzyć bezpośrednio w jego poglądy też jakoś nie mogę…
        Oto link do wywiadu z nim:
        http://www.bibula.com/?p=93505

        1. Szczerze? Ma naprawdę sporą wiedzę, w sumie na każde pytanie znajduje ciekawą odpowiedź. Jednocześnie jawi mi się jako osoba wszechwiedząca, co zapala mi lampki kontrolne. Lubię go posłuchać, ale stricte po to aby poszerzyć swoje horyzonty. Na zasadzie, masz gościu rację, zmieniam punkt widzenia, myliłem się w tej kwestii. Lub, no nie, poniosło cię. Mam powody aby mieć odmienne zdanie.
          Jego chociażby wiedza historyczna, którą wprzęga w kreowanie geopolityki jest dość ciekawą. Z drugiej strony w jego światopoglądzie już dostrzegam zgrzyty. I o to moim zdaniem powinno chodzić każdemu co go słucha. Czyli wyrobić sobie własne zdanie.
          Jego pochodzenie? Cóż, w każdym kraju znajdą się tacy co plują na ojczyznę. Ale on urodził się w Polsce, więc? Żydzi mogą go nawet nazwać zdrajcą, biorąc pod uwagę jego jawne deklarowanie powrotu „Królestwa niebieskiego”. Nie ukrywa poparcia dla katolicyzmu. Mnie to nawet tchnie fanatyzmem, przez co jestem tym bardziej ostrożny w ocenie jego wypowiedzi.
          I na koniec. Nie poczułeś się nieco zdołowany, czytając, słuchając jego wypowiedzi? Bo ja tak. Gdybym bezkrytycznie do tego podchodził, popadłbym w niejaką depresję. Choćby w zapodanym linku znalazłem sam pesymizm. Nic nie jest dobrze, nie ma ratunku…Chyba, że będzie tak, jak on sobie wyobraża. Dlatego warto uciec czasem do bardziej optymistycznie nastawionych „mędrców”. Dla równowagi ducha.

          1. P.S.
            Na blogpress znajdziesz tytuł „Dwa tygodnie prezydentury Trumpa…”. Abstrahując od tego czy zgadzasz się z takim widzeniem, inaczej jakoś się to czyta. Daję tylko przykład aby porównać i zwrócić uwagę na sposób narracji. Nasz Braun wszystkowiedzący, kontra bloger wiedzący, ale dystans trzymający do faktów. Nasz Braun nie ma wątpliwości, wspomniany bloger czeka na rozwój wypadków. Taka dygresja moja do wszechwiedzących, nieomylnych, kontra myślących ale nie do końca przekonanych…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *