Ukraińskie zaślepienie

Na Ukrainie po raz kolejny sprofanowano polskie miejsce pamięci – tym razem otwarty staraniem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa we wrześniu 2012 rok Polski Cmentarz Wojenny w Kijowie – Bykowni. Pochowanych jest tam 3435 Polaków zamordowanych bestialsko przez NKWD w 1940 roku. Narracja ukraińskich władz i ich polskich „sojuszników” jest taka jak zwykle: rosyjska prowokacja mająca na celu skłócić nas z sąsiadem. Uwiarygadnia ją to, że na cmentarzu spoczywają ofiary rosyjskiej (sowieckiej) zbrodni. Ja jednak nie daję temu wiary – Rosjanie nie są idiotami, wiedzą, że każdy taki czyn będzie zwalany na nich. Po wtóre zaś na Ukrainie kult Bandery i jego zwyrodnialców z OUN-UPA jest coraz popularniejszy, Ukraińcy utożsamiają się z nimi i na nich wzorują. Polski cmentarz jest im solą w oku. Gdyby to faktycznie mieli być Rosjanie to sprofanowany zostałby któryś z cmentarzy czy pomników upamiętniających ofiary rzezi wołyńskiej.
Tymczasem nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych sprawę bagatelizuje, rząd Rzeczypospolitej ledwo zauważa podobne akty barbarzyństwa i robi niewiele (albo wręcz nic) by sprawców dopaść i ukarać. W zamian śle na wschód kolejne miliony złotych i lobbuje na rzecz silnej Ukrainy. Napiszę krótko: chodujemy sobie na wschodzie takiego samego „przyjaciela” jakiego wychodowały sobie Stany Zjednoczone rękami CIA w Afganistanie podczas konfliktu afgańsko – sowieckiego. Pompujemy pieniądze, pomagamy w każdy możliwy sposób a za chwilę (albo dwie) ta nasza pomoc zostanie wykorzystana przeciwko nam. Jeszcze nie dziś, teraz jesteśmy Ukraińcom potrzebni bo walczą z Rosją, ale wojna się skończy i Polska trafi na celownik. Już dziś politycy ukraińscy mają w stosunku do nas roszczenia terytorialne, Przemyśl i tzw. zakerzonie uważając za swoje rdzenne ziemie. Już teraz uderzają w nas szykanami: zakazem importu polskiej wieprzowiny, uznaniem prezydenta Przemyśla za persona non grata i nie wpuszczenie go na ukraińskie terytorium i tak dalej, przykłady można mnożyć.
Kręcimy sznur na własną szyję i nawet tego nie zauważamy po raz kolejny w historii kierując się idiotycznym romantyzmem. Czasem trudno nie odnieść wrażenia, że nasi politycy (i nie tylko) bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę, że za możliwość zrobienia na złość Putinowi byliby gotowi oddać Ukrainie szmat naszej ziemi. Oczywiście wyolbrzymiam teraz, ale gdyby na te działania popatrzył ktoś nie znający konkretów i realiów bez wątpienia do takich właśnie wniosków by doszedł. Chyba najwyższa już pora to zmienić i popatrzeć na politykę zagraniczną pragmatycznie, z perspektywy polskiego (tylko i wyłącznie) interesu.

Aktualizacja: Minister Waszczykowski i polski rząd podjęli działania w sprawie profanacji cmentarza w Bykowni oficjalnie domagając się od ukraińskich władz wyjaśnienia sprawy i ukarania sprawców. Polska ambasada w Kijowie również się w sprawę zaangażowała wystosowując notę dyplomatyczną. To bardzo dobra wiadomość, przepraszam w związku z tym za sugestie jakoby nie robiono nic. Nie zmienia to jednak mojej opinii dotyczącej zaangażowania polskich władz w ukraiński konflikt i wspieranie tego kraju tak finansowe jak i każde inne z wyjątkiem humanitarnego.

Udostępnij na:

3 comments

  1. Nota dyplomatyczna, notą dyplomatyczną ale tu, niestety trzeb konkretnych i mocnych kroków (tylko takie mogą być skuteczne – piszę z własnego doświadczenia i na podstawie znajomości ukraińskich realiów). Gdyby tak wezwać na dywanik i nieco po nim przeczołgać ambasadora Ukrainy w W-wie, w odpowiedzi na profanacje postraszyć wstrzymaniem pomocy finansowej, a przede wszystkim zaostrzyć możliwości otrzymania np. karty Polaka (rozdawana jest na lewo i prawo; nie zdziwiłbym się gdyby np. mer Lwowa Andrij Sadowy – wielbiciel UPA ją posiadał) lub rejestracji samochodu na terenie RP to może dałoby to jakiś skutek, albo przynajmniej co niektórych zza „schidnioho kordonu” zmusiło do myślenia.
    No ale…

    1. Wielce słuszne jest, to co Waść prawisz. Wspomniało mi się tutaj polskie powiedzenie o kiju i marchewce. Jakby nie patrzeć, to Ukraina w jakiś sposób jest nam potrzebna. Ale nie za wszelką cenę. Jednakowoż to oni powinni bardziej zabiegać o nasze wsparcie i pomoc. Bo im Polska potrzebniejsza niż nam dzikie pola. No ale…

      1. Najbardziej zastanawiający jest fakt, że z jednej strony Polska jest uważana za wielowiekowego najeźdźcę, okupanta, kolonizatora (taka narracja historyczna jest obecna m.in. w nauczaniu historii, podobnie zresztą jak „ciekawostki” nt. staroruskiego grodu na Wawelu czy odwiecznych ukraińskim ziem w polskich Karpatach) a z drugiej pierwszym pragnieniem statystycznego Ukraińca z zachodnich obłasti jest praca, choćby kiepsko płatna, w znienawidzonej Polsce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *