Kadencyjność wójtów, burmistrzów, prezydentów

Prawo i Sprawiedliwość chce doprowadzić do reformy ordynacji wyborczej i ograniczenia liczby kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do dwóch. W normalnych warunkach byłbym temu przeciwny, to – bądź co bądź – ograniczenie biernego prawa wyborczego z jednej strony i uniemożliwianie mieszkańcom wyboru wedle własnych preferencji, chcą by ich gminą zarządzał do emerytury Iksiński czy Igrekowsji, proszę bardzo. Tyle tylko, że nie żyjemy w normalnych warunkach, w związku z czym ze zgrzytem zębów muszę się z PiS-em zgodzić – ta zmiana jest konieczna.

Powód jest jeden: otóż w wielu polskich miejscowościach zarządzany przez wójta (burmistrza, prezydenta) urząd jest największym pracodawcą, z którym związanych jest większość rodzin. To wystarczy by włodarz mógł sobie zapewnić niemal dożywotnie „panowanie” – wiadomo przecież, że nowa miotła będzie wymiatać, że nowy szef zacznie wymieniać ludzi na „swoich”, po co zatem ryzykować? Lepiej w wyborach zagłosować na starego, który wiadomo, świnia, ale daje żyć.

Oczywiście samo wprowadzenie kadencyjności to za mało by całkowicie wyplenić patologie, długoletni włodarze mają już bez wątpienia wytypowanych następców a sami wycofają się na z góry upatrzone pozycje – przewodniczącego rady czy wicewójta, jednak od czegoś trzeba zacząć. Kiedy ludzie zobaczą, że jednak coś od nich zależy i mogą skostniałe struktury „szurnąć” w niebyt zmiany pojawią się same.

Kiedy tylko projekt się pojawił w przestrzeni publicznej natychmiast zaczęło się wycie. Głównym argumentem przeciwników jest to, że PiS usiłuje doprowadzić do sytuacji, w której prawo działa wstecz. Chodzi mianowicie o to, że kadencje dotychczasowe też by się liczyły do stażu a nie tylko te od momentu wejścia w życie nowej ustawy. Jest to czysta ustawka i bzdura, o działaniu prawa wstecz można by mówić, gdyby wraz ze zmianą ordynacji wójtowie (burmistrzowie, prezydenci) siedzący na swoich stołkach trzecią czy kolejną kadencję mieli nagle swoje mandaty stracić i w ten sposób zostałaby anulowana decyzja wyborców. W projekcie proponowanym przez partię rządzącą niczego takiego nie ma, jest tylko zapisana CIĄGŁOŚĆ prawa, uznaje wszystkie poprzednie kadencje za ważne. Po prostu. Mówiąc prostym, chłopskim językiem – to przeciwnicy zmiany chcą, by dotychczasowe kadencje przestały się liczyć, były nieważne, nieistniejące. A to jest, przede wszystkim, absurd logiczny.

Udostępnij na:

4 comments

  1. W jednym z poprzednich postów pisałem już o tym, ale raz jeszcze to zacytuję:
    „Otóż istnieje instytucja o nazwie: „samorządowe referendum odwoławcze”. Wadliwie (celowo?) jest tam ustalony próg frekwencji wyborczej – zbyt wysoki. (…)
    http://www.nowakonfederacja.pl/jak-przewietrzyc-samorzady/
    Nadal uważam, że należy ten mechanizm „odkurzyć” i ulepszyć przez obniżenie progu frekwencji wyborczej oraz dopisanie możliwości odwołania posłów z lokalnych obwodów. Wtedy ww. dwukadencyjność urzędników niższego stopnia nawet nie byłaby koniecznie potrzebna.

    1. Ale w opisywanym przypadku, kiedy gmina jest największym pracodawcą, instytucja referendum jest nieskuteczna. Nawet gdyby w ogóle zlikwidować próg frekwencji to ludzi, którym zależy na pozostawieniu wójta na stołku po prostu byłoby więcej, zostaliby zmobilizowani.

      1. Jak się dłużej zastanowić, to racja… przynajmniej, jeśli chodzi o definitywną wymianę zasiedziałych lokalnych elit i regularne przewietrzanie salonów. Poza tym moja propozycja bez zmian.

  2. Alexander ma rację. Establishment rodzi się z nepotyzmu, kumoterstwa. Jak już ktoś osiągnie stołek, cała rodzina nagle lepiej żyje. Ciepłe posadki, potrzebne, czy nie. I jak ich wziąć w kupę, to się okazuje, że przy następnych wyborach jeszcze większe poparcie osiąga rzeczony „stołkowicz”. I do usranej śmierci nim będzie. Mistrzami świata w tej materii są „panowie i panie” z PSL-u. I nic Eszet nie wskórasz próbując kogokolwiek usunąć ze stołka. Obstawiony pociotkami, pokaże Ci środkowy palec. Zmiana ograniczająca ilość kadencji, w tym wypadku jest na miejscu. Choć to nie zmieni radykalnie wspomnianego kumoterstwa.
    Ale może ktoś się zastanowi, zanim publiczne pieniądze po „tłustych i nudnych” latach wyda na…Przejście dla ( pieszych?) krów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *