Aleppo, dramat i propaganda

W Aleppo żołnierze chodzą po domach i zabijają nawet dzieci – takimi nagłówkami od dwóch dni walą w nas media. Tragedia, zwyrodnienie, bestialstwo – to wszystko prawda, wojna jest bestialska, niesie za sobą bezmiar ludzkiego cierpienia i falę nieszczęść. Kłopot w tym, że z tych nagłówków i treści artykułów nie dowiemy się niczego i nie zobaczymy niczego poza napędzającym sprzedaż horrorem. Żaden dziennikarz nie wytłumaczy nam, że Aleppo to nie Europa, że walczące strony to nie armie europejskie a wartości cywilizacyjne stron konfliktu są całkowicie odmienne od tych, które my wyznajemy.
Po pierwsze: wojna w Syrii toczona jest za pomocą współczesnych środków ale jej zasady sięgają czasów zamierzchłych. Łupy, rzezie i odczłowieczanie przeciwnika to rzecz całkowicie normalna zarówno dla syryjskich żołnierzy jak i dla rebeliantów czy bandytów z ISIS. Oraz dla cywilów, którzy nie biorą udziału w walkach starając się po prostu przeżyć. Jeszcze przed kilkoma wiekami tak samo wyglądały zbrojne konflikty w Europie, zwłaszcza jeżeli walczące strony były przeciwnikami nie tylko politycznymi ale też religijnymi.
Po drugie: w bliskowschodnim konflikcie praktycznie nie ma cywilów albo jest ich niewielu. Tam każdy ma broń, każdy jest po którejś ze stron i każdy stanowi zagrożenie. Żołnierze (rebelianci, bojownicy – bez znaczenia) nie chcąc ryzykować strzału w plecy rozwiązują problem w najprostszy możliwy sposób czyli po prostu to zagrożenie fizycznie likwidują. Nadal jest to bestialstwo ale w pewien, chory i wykrzywiony, sposób wytłumaczalne.
I wreszcie po trzecie: informacje jakie do nas docierają są przekazywane przez media zachodnie, pisząc delikatnie nieprzychylne władzy Bashara al Assada. To co czytamy czy oglądamy to fakty pomieszane z propagandą, mieszanina mająca nastawić nas przeciwko syryjskiej władzy wspieranej przez Rosję i wzbudzić akceptację dla ewentualnej zbrojnej interwencji państw zachodnich, do której najbardziej pali się Francja i Turcja.
Tak jak napisałem na wstępie, wojna na bliskim wschodzie (jak i każda inna) to tragedia, jednak bez zrozumienia motywacji kierujących walczącymi w niej ludźmi niczego nie zrozumiemy, będziemy tylko tępymi marionetkami podskakującymi tak, jak zagrają nam możni tego świata. Możni, którzy na ludzkich dramatach chcą rozgrywać własne interesy.

Udostępnij na:

One comment:

  1. Mam ochotę coś napisać w tym kontekście. Zacznę od pytania, skąd się to bierze? Skąd różnica zdań, poglądów doprowadza do takich nieszczęść? Wspomnijmy choćby ” rewolucje” francuskie. Raz ci tych, potem tamci tych i tak się fajnie wyżynali we własnym kraju. Europejskim! A jak na bliskim wschodzie? W środkowej Afryce? I jeszcze w wielu innych regionach? No cóż…Nasuwa się na myśl jedno. Dzicz. Tam każdy kałacha kupić woli, niż dzieci wykarmić i pędzi wyrażać swoje niezadowolenie. A sąsiad nie głupi i też kałacha sobie zapodał. Potem tworzą się bojówki, jakiś guru jednoczy niezadowolonych, tworzy „jednostki wojskowe” , jeszcze ważniejszy z nich tworzy „armię”. I się dzieje. Bo takich armii jest np. kilka. Raz ruszony konflikt nijak już nie można ogarnąć. Bo już każdy z każdym. I wreszcie nadciąga „pomoc”. Cywilizowane kraje raczą interweniować. Jak choćby w konflikcie w byłej Jugosławii. Powiem tak. Pali się idziemy gasić. Oliwę weźmy bo czymś ugasić trzeba. No i gaszą mocarstwa „cywilizowane” …
    A teraz popatrzmy co u nas się wyprawia. Dziczą już mogę nazwać działalność opozycji. Dziczą, bo niczym innym, mogę nazwać nawoływanie do obalenia demokratycznie wybranego rządu. Dziczą , Bóg mi świadkiem, mogę tylko nazwać kwiczenie celebrytów wszelakich. Janda, Młynarska, Hołdys, wielu innych…Czego chcą? Tego co było…Na szczęście u nas kałacha nie kupisz ot tak sobie. To inne sposoby sobie stosują. Zmierzające do jednego. Dym w Polsce i interwencja (?) mocarstw „cywilizowanych”. Widzi ktoś analogię do bliskiego wschodu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *