Wolność gospodarcza poziom wyżej

Patrząc na współczesny świat zauważyłem jedną kuriozalną rzecz: wolność gospodarcza przeniosła się na wyższy poziom. Kiedyś oznaczała ona wolność dla zwykłych ludzi, którzy mogli sprzedać efekty swojej pracy, samą pracę albo kupować i sprzedawać cudze wytwory. Dzięki temu mogli utrzymywać siebie, swoje rodziny i po prostu się bogacić. Bariery istniały na poziomie międzynarodowym, państwa ograniczały przepływy by chronić własnych obywateli (tudzieź poddanych) przed konkurencją z zewnątrz co pozwalało tymże obywatelom jak wyżej: utrzymywać rodziny i się bogacić.
Dziś to wszystko się odwróciło, wolność gospodarcza, wolność handlu oznacza nieskrępowane przepływy pomiędzy państwami. Powoduje to wypychanie z rynku słabszych, mniej zamożnych, których miejsce zajmują wielkie korporacje będące praktycznie poza kontrolą lokalnych rządów. Drobni przedsiębiorcy i kupcy są ograniczani tysiącami kretyńskich przepisów a wielcy obdarowywani przywilejami podatkowymi a w dodatku zrównuje się ich z samymi państwami wyłączając spod juryzdykcji sądów, która jest przenoszona do międzynarodowych trybunałów arbitrażowych. Przykładem niech tutaj będzie CETA: korporacje zza oceanu mają prawo, wedle tej umowy, pozywać rządy przed takie trybunały na przykład wtenczas, kiedy te tworzą prawo godzące w interes korporacyjny. Krótko pisząc – gdyby po wejściu w życie tej umowy polski (albo jakikolwiek inny) rząd wprowadził podatek obrotowy uniemożliwiający wyprowadzanie pieniędzy za granicę korporacja, której to dotknie mogłaby się nie podporządkować nowemu prawu i złożyć pozew w sądzie. Drobny kupiec czy rzemieślnik byłby tego prawa pozbawiony, on musałby bez pyskowania zapłacić i jeszcze podziękować, że tak mało.
Ale zostawmy CETA i weźmy inny przykład. Niedawno Mateusz Morawiecki ogłosił sukces, Mercedes otwiera w Polsce fabrykę silników i tworzy około tysiąca nowych miejsc pracy. Otwiera, bo dostał osiemdziesięciomilionową ulgę podatkową. Powiedzcie mi ile miejsc pracy stworzyliby polscy mali i średni przedsiębiorcy gdyby taką ulgę dostali? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że wielokrotnie więcej. Ale oni nie są międzynarodową korporacją, ich można doić i obkładać daninami, oni nie mają żadnej pozycji negocjacyjnej a nazwy ich firm nie wyglądają pięknie w nagłówkach gazet. Nikt przecież nie napisze triumfalnego artykułu we wiodącym dzienniku o tym, że stolarz z Pcimia otrzymał ulgę podatkową dzięki której zatrudnił pięć osób. Ani o tym, że takich stolarzy było pięciuset dzięki czemu udało się stworzyć dwa i pół tysiąca nowych etatów. Tego nie da się przekuć w sukces, którym możnaby zagrać w kampanii wyborczej, z tego nie będzie sejmowych mandatów. A z Mercedesa i owszem.
Tyle, że ten stolarz będzie płacił podatki w Polsce i tutaj inwestował zyski a Mercedes swoją produkcję sprzeda po kosztach do macierzystej firmy i w najlepszym wypadku wykarze brak zysku i nie dorzuci do państwowej kasy ani grosza dodatkowo inkasując prezent od superministra Morawieckiego w postaci osiemdziesięciu milionów złotych.
Dlatego powtarzam: trzeba wrócić do starych, sprawdzonych systemów, do wolności gospodarczej na poziomie jednostki i ochrony własnego rynku przed napływem takich Mercedesów i innych korporacji drenujących nas z kasy. Tak to działało w czasach, kiedy bogate państwa zachodnie były tak biedne jak Polska. I dzięki temu stały się bogatymi państwami zachodnimi, które mogą sobie pozwolić na fanaberię wolnego handlu na poziomie międzynarodowym.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *