Paliwa i praca najbardziej opodatkowane

Mam do Was jedno pytanie: Co w Polsce, jakie dobra, są najwyżej opodatkowane? Chodzi mi oczywiście o dobra podstawowe, używkami zajmować się nie będziemy.
Otóż w naszym kraju najwyżej opodatkowane są w kolejności: paliwa i praca. Czyli rzeczy najniezbędniejsze do uzyskania wzrostu gospodarczego. Paliwa na poziomie osiemdziesięciu procent, praca – średnio – na poziomie przekraczającym pięćdziesiąt procent. Czyli każdego z nas państwo karze za to, że się bogacimy (albo próbujemy się bogacić) przyczyniając się jednocześnie do bogacenia się tegoż państwa. Z logicznego punktu widzenia jest to skrajny absurd, jednak kierując się logiką polityczną nie ma w tym niczego dziwnego. Rządzący doskonale zdają sobie sprawę, że bez tych dwóch dóbr nie jesteśmy w stanie funkcjonować dlatego nie mają najmniejszych skrupułów by nakładać na obrót nimi maksymalnie wysokie daniny. No dobra, prawie maksymalne bo w pewnym momencie ich zakup przestanie się opłacać i gospodarka przestanie nawet pełzać, po prostu stanie a wraz z nią zawali się państwo, któremu zabraknie pieniędzy na podstawowe działania. My jesteśmy bardzo blisko tej granicy.
Gdyby rząd obniżył podatki nałożone na paliwa i pracę polska gospodarka zaczęłaby rosnąć. Gdyby je obniżył drastycznie skoczyłaby świecą w górę jak ruski odrzutowiec. To nie jest tylko czcze gadanie, to konkret. Cena paliwa zawarta jest w cenie każdego towaru na rynku, cena pracy tak samo. Wyobraźmy sobie zatem sytuację, w której paliwo na stacjach zamiast pięciu złotych z groszami kosztuje trzy złote – natychmiast spadają ceny towarów konsumpcyjnych! Dołóżmy do tego spadek kosztów pracy czyli realny wzrost wynagrodzeń. Co się dzieje? Gwałtownie wzrasta konsumpcja ciągnąc za sobą wzrost produkcji i wzrost zatrudnienia – ktoś przeież będzie musiał zaspokoić rosnące potrzeby. Mechanizm jest prosty i pewny, niestety rząd i politycy nie chcą bądź nie potrafią go dostrzec. Dlaczego?
Odpowiedzi są dwie: albo są kompletnymi idiotami, dla których logika jest abstrakcją nie do ogarnięcia; albo działają wprost przeciwko państwu polskiemu i polskiemu Narodowi kierując się idiotyczną ideologią nieszkodzenia naszym „partnerom”. Bo nie ma co owijać w miękką materię – gdyby w Polsce faktycznie obniżyć opodatkowanie wyżej wspomnanych dóbr w zadek dostałyby największe tuzy europejskiej gospodarki czyli Niemcy i Francja, państwa balansujące na krawędzi zapaści. Ich firmy po prostu zaczęłyby przenosić swoje interesy nad Wisłę bez zachęty, bez konieczności nęcenia ich ulgami czy zwolnieniami podatkowymi. A to bardzo by się nie spodobało europejskim włodarzom teoretycznie urzędującym w Brukseli a praktycznie działającym pod dyktando Berlina i (w mniejszym zakresie) Paryża. I tutaj jest pogrzebany pies. Zdechły i mocno już śmierdzący.

Udostępnij na:

4 comments

  1. No i co my, biedne żuczki, mamy z tym zrobić? Wiadomo, że przy obecnych układach nikt Polakom nie pozwoli na drastyczne obniżenie ww. podatków. Wliczając w to Niemcy, USA, Francję… i innych partnerów i sojuszników 😉
    A Naród niewystarczająco uświadomiony, żeby się gremialnie przeciwstawić kolonialistom, niestety.

  2. Daaawno temu zainteresowałem się dlaczego Amerykańce przodującą gospodarką są. Otóż wpadli na pomysł gospodarki konsumpcyjnej. Spore zarobki, niskie opodatkowanie, w tym VAT, wzrost konsumpcji, wzrost produkcji, wzrost zatrudnienia, większe dochody budżetu. Śmieszne ceny paliwa przy tym. To tak w skrócie. Jest to chyba dokładnie taki model gospodarki, jakiego oczekuje Alexander. No i słusznie, ja też widziałbym się w takim kraju.
    Jeszcze mała dygresja do felietonu. Paliwo (również używki) przytłoczone są przede wszystkim akcyzą. Debilny wynalazek żerujący na olbrzymim popycie, jednocześnie nakręcający czarny rynek. Nie ma kozaka, który wyciągnął by z tego wnioski. I na koniec. Czy Waść do opodatkowania pracy doliczył tajemnicze 23 % VAT, które wszyscy płacimy wydając ciężko zarobione pieniądze? Bo w takiej sytuacji mnie wychodzi, że „władzuchna” podpierdziela nam jakieś 70% naszych zarobków…

    1. 70%… To jeszcze w „ciemnym” średniowieczu było lepiej, bo wtedy płacono dziesięcinę, czyli 10%. Może lepiej cofnijmy się w „rozwoju” trochę? 😉

      1. He he…Dobre. Niestety marzenia ściętej głowy. Ale pisaliśmy tu o jednolitej daninie. Takie plany przedstawiono, byłby to przewrót. Pomyślmy, po kiego ch…tyle wynalazków, aby skubać obywateli? Pit-y, city-y, akcyze, vaty, zusy, zdrowotne, chorobowe i pieron wie co jeszcze. Taka „dziesięcina” by nie wystarczyła? Nawet jej wielokrotność, byle jasno i zrozumiale. Ale nie, bo co zrobić z biurokracją zajmującą się stricte ściągalnością haraczów wszelakich. No co? Ino patrzeć jak jeszcze jakieś mytowe przywrócą, łanowe czy co tam jeszcze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *