Kwota wolna po uważaniu

„Dla osób, które zarabiają więcej nie powinno być kwoty wolnej od podatku” – powiedział był superminister Mateusz Morawiecki w wywiadzie udzielonym reporterowi Polskiej Agencji Prasowej. Ja to powiem w prostych, żołnierskich słowach bo mnie szlag jasny trafił – wy się, Morawiecki, nadajecie do ministrowania jak wół do królewskiego zaprzęgu! Wam się epoki popierniczyły i ciągle wam się wydaje, że nieboszczka PZPR z jej chorymi konceptami gospodarczymi i sprawiedliwością społeczną panuje w sercach i umysłach obywateli! Weźcie sobie coś na przeczyszczenie i przeskoczcie wreszcie te lata, bo człowiekowi włosy dęba stają po każdej waszej wypowiedzi! Paniał?
No, ulżyło mi. Teraz mogę konkretnie.
Kwota wolna od podatku nie jest narzędziem mającym zasypywać społeczne nierówności ani instrumentem polityki socjalnej. Jest to po prostu suma dochodów, które nie podlegają obowiązkowi podatkowemu. Dopiero po jej przekroczeniu musimy fiskusowi zanieść w zębach należną mu daninę. Sprawiedliwym jest zatem, by była ona równa dla każdego bez względu na to ile zarabia. Państwo tworząc system podatkowy powinno się kierować konstytucyjną zasadą równości wobec prawa zapisaną w art. 32 ustawy zasadniczej: „1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Propozycja ministra Morawieckiego jest jawnym pogwałceniem tego zapisu łamiąc równość obywateli wobec prawa i dyskryminując część z nich z przyczyn ekonomicznych.
Mało kto jednak zwróci na ten drobny szczegół uwagę a jeżeli nawet to uzna rzecz za słuszną i „sprawiedliwą społecznie” bo przecież bogaty może płacić więcej. Tyle tylko, że sprawiedliwość społeczna do prawdziwej sprawiedliwośći ma się tak jak krzesło do krzesła elektrycznego – by sparafrazować stary dowcip. Poza tym przecież bogatsi i tak płacą wyższe podatki, kto zarabia dwa razy więcej ten też dwa razy więcej oddaje fiskusowi. Dwa razy więcej, powtarzam, a nie trzy czy cztery razy więcej.
W tym samym wywiadzie Mateusz Morawiecki wytłumaczył jednak skąd się jego zapatrywania biorą. Otóż pytany o drobnych przedsiębiorców uciekających do szarej strefy przed fiskalnym wyzyskiem odpowiedział: „(…) Jest szansa na taką przebudowę systemu, żeby wyciągnąć z szarej strefy tych najdrobniejszych przedsiębiorców, jednocześnie bez jakiegoś zbytniego ubytku dla budżetu, bo budżet jest dla mnie świętością”. No cóż, skoro świętością jest dla niego budżet to nie są nią prawa obywateli, nie jest nią własność prywatna, ciężka praca i tak dalej. W imię świętego budżetu jest w stanie zrobić wszystko, byle tylko słupki się zgadzały i kwoty przychodów lały miód na jego serce…

P.S.: na koniec małe pytanie: które to są te „osoby zarabiające więcej”? Więcej od kogo? Od jakiej kwoty zaczyna się tak potworne bogactwo, że zasługuje na państwową dyskryminację?

Udostępnij na:

2 comments

  1. Nic z tego nie pojmuję. Kwota wolna od podatku? Przecież to jakieś 3 tyś. z groszami. Każdy kto ma więcej w roku, płacić musi. Ki diabeł…Jakiś niewielki odsetek w Polsce nie płaci, bo ma mniej. To o co kaman. Nie wiem o czym Morawiecki w ogóle mówi. Nie wiem też o czym Alexander pisze. Poza sprawiedliwością. No bo „bogaty” chyba nie myśli nawet o kwocie wolnej. Bo niby jak…Co ma piernik do wiatraka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *