A ministrowie swoje: CETA to zbawienie

Dwa cytaty, które pokazują linię rządu w sprawie umowy o wolnym handlu z Kanadą (CETA):
„CETA należy potraktować analogicznie do integracji z UE; Polska skorzystała na handlowej integracji z Unią, handel z Kanadą też na pewno nam się opłaci” – powiedział Mateusz Morawiecki, Minister Finansów i Rozwoju, po czym dodał – „Zadajmy sobie pytanie: czy Polska skorzystała na handlowej integracji z UE? Każdy przedsiębiorca i 80 proc. społeczeństwa odpowie: tak, zyskaliśmy na tym, że możemy bez przeszkód sprzedawać nasze towary i z mniejszą liczbą przeszkód oferować nasze usługi”.
Dokładnie w ten sam ton uderza minister Witold Waszczykowski: „Przystępowaliśmy i łączyliśmy się z wielkim rynkiem europejskim i też oczywiście były obawy, że towary europejskie zaleją nas i wykończą naszą gospodarkę. Te obawy stały się nieprawdziwe. To Unia Europejska jest dla nas dzisiaj głównym obszarem handlu i sprzedaży naszych towarów. Tak samo, mamy nadzieję, po przyłączeniu rynku kanadyjskiego, będziemy mogli na tym rynku również istnieć i zarabiać”.
Krótko pisząc: CETA jest super, będzie jak po wuniowstąpieniu, będziemy zarabiać, będziemy się bogacić, będziemy sprzedawać, handlować i w ogóle będzie ekstra. Przed małymi i średnimi polskimi przedsiębiorcami otworzy się kanadyjskie eldorado a Polacy będą mieli większy wybór towarów i sami będą mogli decydować co chcą kupić.
No to ja przypomnę bo widzę, że niektórzy nasi „przedstawiciele” mają bardzo krótką pamięć. W moim średniej wielkości stutysięcznym mieście w promieniu jednego kilometra stoi sobie pięć marketów. Wybór zatem faktycznie jest, mogę iść na zakupy do Portugalczyka, Anglika, dwóch Niemców i Francuza. Szkoda tylko, że nie bardzo mogę do Polaka bo z okolicy zniknęły niemal wszystkie małe, osiedlowe sklepiki, które nie dały rady udźwignąć konkurencji. Chociaż nie, to nie może być prawda, przecież ze słów szanownych panów ministrów wynika, że one po prostu przeniosły się do Portugalii, Anglii, Niemiec i Francji w ramach tego wolnego rynku, który ułatwił im inwestowanie w krajach UE…
Po wprowadzeniu CETA będzie podobnie, tyle że nie handlowcy pozamykają swoje geszefty a polscy rolnicy będą likwidować gospodarstwa bo nie dadzą rady konkurować z żywnością pochodzącą zza oceanu. I nie chodzi tutaj o zakazy i nakazy, o środki ochrony roślin czy hormony, którymi w Kanadzie i USA faszerowane są zwierzęta ale o różnicę w sposobie prowadzenia gospodarstw, który jest dokładnym odbiciem tego co spotkało polskich sklepikarzy: wielkie, farmy Ameryki contra małe, rodzinne gospodarstwa w Polsce – to nie może się udać tylko z jednego powodu: koszty produkcji masowej zawsze są jednostkowo niższe niż tej prowadzonej na mniejszą skalę. Nawet, jeżeli obaj producenci będą musieli zastosować się do tych samych, rygorystycznych norm.
W jednym się panowie ministrowie nie pomylili – nasze wuniowstąpienie i podpisanie CETA są ze sobą porównywalne, to pierwsze pozamiatało polskich kupców, to drugie skutecznie załatwi rolników. A potem podpiszemy TTIP i ich los podzieli cała reszta naszych rodzimych frajerów, którzy myśleli, że mogą spróbować sił w biznesie.

Udostępnij na:

12 comments

  1. Ktoś mnie na tym blogu, jakiś czas temu „molestował” pytaniem o to, czy uważam, że po przejęciu rządu przez PIS jest lepiej – czy gorzej. Długo nie chciałem odpowiedzieć na to pytanie, bo wcale nie byłem pewny, czy się wiele zmieni. W końcu odpisałem, że pod pewnymi względami jest lepiej. Dziś wiem, że bardzo mało się zmieniło, nie licząc nowych facjat przy korytku. Niestety.

  2. Mam pomysła. Kanadyjczycy nam z farm jajka, mięcho, kukurydzę czy co tam jeszcze, a my im? Hm…pomyślałem, że jak nam padną gospodarstwa, to zalesimy nieużytki i drewno wciśniemy im mściwie. No co, niezły pomysł…
    A tak poważnie. Widziałbym tutaj w szeroko zakrojonej skali, agresywną ale skuteczną reklamę ( promocję) naszych wyrobów ” spod strzechy”. Na świecie nieco zmieniają się gusta. Obsrane jajka robią furorę na rynkach eu, sprzedawcy nawet specjalnie je g…smarują wciskając kit kupującym. Może to jakieś remedium na kit, jaki nam politycy zapodają?
    Pamiętajmy, że polisch kielbasy nadal w wielu krajach kojarzy się z doskonałym wyrobem.
    Możemy ( mam tę wiarę) wcisnąć się między GMO z naturalnym, regionalnym wyrobem. Co by to nie było.
    Ale tutaj potrzeba woli, zaangażowania. Politycznego i gospodarczego wsparcia naszych producentów. Inaczej, drewno kanadyjczykom nam przyjdzie sprzedawać. Ino, że oni chyba nie cierpią na niedostatek tego towaru.

  3. Wyroby spod strzechy faktycznie mają coraz większe wzięcie. Wynika to poniekąd z coraz to większej świadomości o szkodliwości współczesnej, wysoko przetworzonej żywności. Brakuje w niej już prawie wszystkich naturalnych witamin i minerałów. Dodawane są te sztucznie wytworzone, jako suplementy, dodatki smakowe czy konserwujące lub poprawiające wygląd i konsystencję. Współczesna dieta „prosto z marketu” jest niezrównoważona i niezdrowa. Już teraz, w Polsce i wszędzie. Nawet CETA i TTIP nie są nam potrzebne w tej dziedzinie. Oczywiście po ich wejściu będzie już tylko gorzej pod tym względem. Najbardziej mnie martwi uprzywilejowanie wyrobów zza oceanu. Bo niewielu ludzi będzie stać na zdrowy chleb bez „ulepszaczy” czy inne bio-produkty. O ile rzecz jasna, nasi ustawodawcy nie wprowadzą restrykcyjnych przepisów dotyczących owych produktów – w celu ich wyeliminowania…

    1. Wyeliminować raczej niemożebne. Powiem tak, nie jestem majętny, za to myślący. Mały przykład. Ile wydajemy na żywność? Niewiele. Ja kupuję przykładowo chleb z najwyższej półki. To nie jest koszt zwalający z nóg, raptem kilkadziesiąt zł. na miesiąc. Można się przeciwstawić „wynalazkom”. Myślenie nie boli, parędziesiąt zł. więcej na miesiąc i masz lepszy towar. Nasz wybór. Zgodzę się natomiast z poglądem, że niewielki mamy wybór. Bo kto ogarnie? A jeszcze mniejszy mieć będziemy po cetach i ttipach. Co ja piszę, większy…Więcej taniego badziewia. Ale wybór nadal będzie należał do nas.

  4. „A tak poważnie. Widziałbym tutaj w szeroko zakrojonej skali, agresywną ale skuteczną reklamę ( promocję) naszych wyrobów ” spod strzechy”.”

    Nie liczyłbym na pomoc państwa w tym zakresie – władza jest zainteresowana wyłącznie utrzymaniem się przy korytku. I zadłuży się nawet u sorosa, żeby wygrać następne wybory.
    W Niemczech popularne są pewne – na pół-nieformalne – związki/spółdzielnie/umowy zawierane między drobnymi producentami żywności i konsumentami. Polega to na tym, że:
    1. Rolnicy zrzeszają się w grupach producenckich płodów rolnych na terenie całego kraju, regionu czy gminy. Taka grupa się rejestruje jako rodzaj wspólnoty spółdzielczej. Jej członkowie podejmują się wspólnej produkcji określonych płodów rolnych, tak by zminimalizować koszt wytworzenia. Nie podlega to przepisom o działalności typowo dochodowej.
    2. Konsumenci wchodzą w ten układ jako „sponsorzy”(nieoficjalnie) , deklarując opłacanie „składki” uprawniającej ich do „bezpłatnego” (oficjalnie) korzystania z owoców pracy rolników. Wysokość składki jest dobrowolna, ale musi być płacona regularnie. To pozwala rolnikom finansować bieżącą działalność i planować przyszłą.
    3. Oficjalnie jest to umowa między rolnikami i konsumentami o współpracy przy produkcji rolnej. Z tym, że każdy członek tej wspólnoty wnosi do niej to, co może. Rolnik swoją pracę i środki produkcji, a konsument… też może odpracować u jednego z rolników swój udział. Chyba, że nie ma czasu – wtedy pozostaje płacenie składki. Podkreślam: dowolnej, ale regularnej. Oficjalnie jest to więc wspólnota nie przynosząca nikomu zysków. Jednak liczba członków takich wspólnot idzie w dziesiątki tysięcy. Nie znam dokładnych statystyk. Korzyści są obustronne, to chyba jasne? Rolnicy mają pieniądze i zbyt, a konsumenci wiedzą co i u kogo kupują.
    4. Konsumenci dostają coś w rodzaju legitymacji członkowskiej i mogą z nią iść do dowolnego rolnika w pobliżu, należącego do tego samego związku i otrzymają od niego za darmo wszelkie potrzebne im produkty w dowolnej (rozsądnej!) ilości. Nikt nie wylicza im limitów, wszystko polega na wzajemnym zaufaniu. Jednak rolnicy komunikują się między sobą i nieuczciwych klientów potrafią wyeliminować ze wspólnoty. Kontrola działa i w drugą stronę: rolnicy są zobowiązani do rozliczania się przed całą wspólnotą ze swej działalności i sposobu prowadzenia produkcji, czyli na co poszły ich składki. Oczywiście nie jest to prowadzone z aptekarską dokładnością, bo tu chodzi o ułatwienie życia, a nie na odwrót.
    5. Rolnicy poza tym prowadzą normalną produkcjię i sprzedają swoje produkty np. na targach/jarmarkach czy okolicznościowych imprezach, których jest w Niemczech całkiem dużo i nikt nie pozwoli ich zlikwidować. I w takich okolicznościach też może zrzeszony konsument od zrzeszonego rolnika, po okazaniu legitymacji członkowskiej, otrzymać za darmo to, co inni muszą kupić.
    Sprytne, co? Niemcy jakby wcześniej musieli nauczyć się obchodzić nieludzkie przepisy serwowane im przez jajogłowych polityków. Skoro u nich to działa, to u nas też by mogło…

    1. Bardzo ciekawe, słyszałem o legalnej, regionalnej produkcji np. jabłecznika, czy jakoś tam. Da się? Tylko, że to może nie ta skala. Piszesz raczej o takiej „zaściankowej” współpracy międzyludzkiej. Ja z kolei miałem na myśli konkurowanie z potentatami zagranicznymi, w tym przykładzie Kanadyjczykami. Tak obrazowo pisząc, klient powinien (również ten zagraniczny) mieć wybór między wieprzowiną karmioną ziemniakami, a jadącą na granulatach. I powinien mieć tego świadomość. Jeśli ktoś chce się truć, to do Kanadyjczyków. Po mąkę z GMO. Jeśli nie, to szukać w Polsce kaszy jaglanej. Naprawdę wielu ludzi dostrzega różnicę między sztucznym a prawdziwym. I te trendy idą w tym kierunku. Wiele czytałem na ten temat i wychodzi mi, że nasi producenci mogą wbić się w rynek żywności. Jednak sami tego nie dokonają. Ciekawe co to jest minister rolnictwa, po kiego ch…bierze kasę? I za co? O to jest pytanie…

      1. Ps. Dzisiaj przez kilka, kilkanaście min. szukałem w sklepie jogurtu naturalnego. Ale szukałem. Nie jakichś danonków, jogobelli tudzież innych wynalazków. Zaiste coraz ciężej znaleźć coś choćby zbliżone do natury. Jednakowoż da się. Znalazłem i cały happy wyszedłem. Na pohybel sztucznym wyrobom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *