Zakazy, zakazy, zakazy…

Nic i nikt mnie bardziej nie wkurza niż ludzie, którzy mają monopol na mądrość i uzurpują sobie w związku z tym prawo do organizowania życia wszystkim pozostałym.
Weźmy na przykład zakaz handlu w niedzielę przepychany siłą przez NSZZ „Solidarność” z poparciem rządzącej partii. Pozornie wszystko wygląda pięknie i ładnie – państwo zadba o to żeby ludzie w ten jeden dzień nie musieli zapieprzać, mogli wypocząć i poświęcić czas rodzinie. Pozornie, bo przecież jest to rozwiązanie częściowe – knajpy czy stacje benzynowe i tak będą otwarte a zatrudnieni tam ludzie nie dostaną wolnego. Zakłady produkcyjne, służby publiczne tak samo. Czyli i tak – w ogromnej większości przypadków – tylko część rodziny będzie miała zagwarantowaną wolną niedzielę. A to już jest złamaniem art. 32 Konstytucji (1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny) i dyskryminacja ze względu na miejsce pracy.
A przecież dałoby się rzecz załatwić w bardzo prosty sposób – wystarczyłoby zapisać w kodeksie pracy, że jeden dzień w tygodniu pracownik MUSI mieć wolny. Jeden, dowolnie wybrany przez niego samego w porozumieniu z szefostwem. Dwie pieczenie zostałyby upieczone na jednym ogniu: po pierwsze rodziny przy odrobinie wysiłku mogłyby rzecz ułożyć tak, żeby zarówno mąż jak i żona mieli wolny ten sam dzień; a po drugie znikłoby ryzyko zwolnień personelu sklepowego, którego część w związku z zamknięciem na jeden dzień sklepu stałanie się po prstu niepotrzebna. Powiem (napiszę) więcej – przedsiębiorstwa (czy to handlowe czy jakiekolwiek inne) pracujące przez siedem dni w tygodniu zostałyby zmuszone do zwiększenia zatrudnienia by uzupełnić braki spowodowane ustawowym dniem wolnym przysługującym pracownikowi. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego związki zawodowe na to nie wpadły. A może mają interes w tym, by przepchnąć swoją wersję prawa? Tylko, na miły Bóg, nie mam zielonego pojęcia jaki…
Albo inny przykład – od ósmego września wchodzi w życie prawo zakazujące sprzedaży e-papierosów i wyrobów tytoniowych na odległość. Czyli wszystkie specjalistyczne trafiki działające w internecie będą musiały się zamknąć albo ograniczyć działalność do handlu sprzętem – fajkami, wyciorami, kapciuchami i tak dalej. Rząd tłumaczy, że to dla naszego zdrowia i w trosce o nas. Absurd. Palacze nie zrezygnują ze swojej ulubionej używki, po prostu poświęcą trochę czasu i pójdą do sklepu tytoniowego w centrum handlowym albo przerzucą się na zakupy w sieci czeskiej albo niemieckiej. Efekt ustawy będzie taki, że spadnie rentowność polskich sklepów internetowych, część ich właścicieli zrezygnuje z działalności a reszta po prostu pozwalnia ludzi, którzy staną się niepotrzebni. Stracą oni, ale straci też budżet, do którego nie wpłyną pieniądze z podatków płaconych przez internetowych sprzedawców tytoniu. Genialne rozwiązanie, majstersztyk po prostu.
Na koniec jeszcze jedno: w związku z wprowadzeniem nowej ustawy hazardowej pani premier Beata Szydło powiedziała, że uczciwi ludzie nie zajmują się hazardem. Moja konkluzja jest taka: dlatego od teraz będzie się nim zajmowało państwo, ono z założenia nie jest uczciwe.

Udostępnij na:

2 comments

  1. Po pierwsze, co ma do tego wyżej wymieniony artykuł konstytucji (oprócz tego, że jest tak nieprecyzyjnie skonstruowany, że przy złych intencjach można nim zakazać wszystkiego)? Każdy ma wolność wyboru zatrudnienia. W tym przepisie zupełnie nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby tę niedzielę celebrować, żeby ludzie budowali społeczności np. chodząc do kościoła, zamiast neurotycznie włóczyć się po sklepach. Ta sytuacja to typowy dylemat więźnia, nikt nie chce pracować w niedzielę, ale jeśli można, to każdy musi. Z mojego doświadczenia z życia w Niemczech, zakaz handlu w niedzielę jest dobrym przepisem.

    1. Byłoby tak gdyby przepis działał w momencie podpisywania umowy o pracę. Tak nie jest i samo jego wprowadzenie dzieli już zatrudnionych na uprzywilejowanych, którym przysługuje wolna niedziela i dyskryminowanych, którym ona nie przysługuje.
      Po drugie zaś to ludziom powinno się pozostawić decyzję co do sposobu spędzania niedzieli czy jakiegokolwiek innego dnia, państwo nie powinno się do tego mieszać bo nie od tego jest.
      Przykład Niemiec wyjątkowo nietrafiony, to społeczeństwo sterowane na każdym poziomie, całkowicie niewolne. Teraz sobie ichni rząd wymyślił, że kobiety będą musiały (pod groźbą kary) ujawniać dane personalne swoich kochanków. I co? I Niemcy bez protestu się na to zgodzą bo dla nich ordnung ważniejszy od wolności a władza ma zawsze rację. Jeżeli chce Pan podać jakiś przykład na korzyść przymusowo wolnej niedzieli proszę wskazać jakiś kraj należący do wolnego świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *