Trybunał, TTIP i wicepremier bankier

To było do przewidzenia – Trybunał Konstytucyjny pod wodzą ajatollaha Rzeplińskiego uznał najnowszą ustawę o Trybunale Konstytucyjnym za częściowo niezgodną z ustawą zasadniczą. Zwolennicy obydwu stron przerzucają się argumentami, jedni negują wyrok, inni go bronią, jedni odsądzają prezesa Rzeplińskiego od czci i wiary, inni prezesa Kaczyńskiego, cyrk się rozkręca i dostarcza wątpliwej rozrywki nam wszystkim. Nikt jednakowoż nie zauważył jednej, drobniutkiej rzeczy. Otóż ustawa została napisana w taki sposób, że Trybunał nie miał wyjścia, musiał uznać przynajmniej jeden z jej zapisów za niekonstytucyjny.
A konkretnie ten, kóry przewidywał, że zdanie odrębne wyrażone przez co najmniej czterech członków składu orzekającego zatrzymuje procedowanie i odsuwa je w czasie na pół roku. Czterech z jedenastu stanowiących pełny skład Trybunału. Konstytucja zaś mówi wyraźnie w art. 190 pkt 5, że „Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego zapadają większością głosów”. Przyznacie, że stosunek 4 : 11 to nie jest większość głosów. Pominąć można w tej sytuacji fakt, że takie blokowanie prac Trybunału niczego nie zmienia, w końcu nad problemem i tak musiałby się pochylić i go rozstrzygnąć, tyle, że o kilka miesięcy później.
Dlatego nie mam żadnych wątpliwości – politykom partii rządzącej zależało na orzeczeniu o niekonstytucyjności ustawy i specjalnie wrzucili do niej ten bublowaty przepis. Dlaczego? Ano dlatego, że cyrk i przepychanki na lini PiS – Trybunał i maszersze clownów spod znaku KOD doskonale przykrywają inne działania partii i rządu, na przykład prace nad traktatem USA – EU (TTIP), których nie zauważa ogromna część społeczeństwa zajęta kretynizmami trybunalskimi – gdyby nie to być może mielibyśmy protesty przeciwko traktatowi porównywalne do tych przeciwko ACTA a tak lipa, ludziska nie potrafią zajmować się jednocześnie wieloma sprawami i przeważnie skupiają się na tej, wokół której jest większy hałas. Krótko pisząc KOD i jego demonstracje razem z idiotycznym licznikiem działają na korzyść PiS-u i biorąc pod uwagę spiskową praktykę dziejów można by podejrzewać, że za jego organizacją stoi sam mroczny Demiurg, kreator rzeczywistości ukrywający się pod płaszczykiem zwykłego posła.
Na koniec dodam tylko, że wicepremier Morawiecki jest zwolennikiem TTIP i w jego interesie jest ciche załatwienie sprawy. Bankier wicepremier Morawiecki. A teraz dodajcie sobie dwa do dwóch i sami wyciągnijcie wnioski…

Udostępnij na:

6 comments

  1. TTIP nie jest groźny sam w sobie. Groźny jest układ, który wyklucza z podejmowania decyzji kraje członkowskie. Jeśli taka opcja przejdzie, to leżymy. Już deliberowaliśmy na ten temat kiedyś. Osobiście nie widzę przeszkód w nawiązaniu jakichś umów między US, a Unią. Ale z poszanowaniem zdania pastw członkowskich. Czyli część umowy obligatoryjna dla UE, a może część indywidualnie kierowana do poszczególnych krajów. To byłoby akceptowalne.
    Nie wiemy na jakim etapie prowadzone są rozmowy (ja nie wiem). Obserwuję również poczynania „naszego bankiera”, zaskakuje takoż pozytywnie, co i negatywnie. Siłą rzeczy wierzę, że nie po to wbił się w politykę, aby szkodzić Polsce. Zgodzę się, iż naprawdę mało kto wie o co chodzi w tym TTIP-ie, zatem po co miano by go jakimś drugim frontem przykrywać?
    Odwracać uwagę od czegoś, czego powiedzmy 80% narodu nie rozumie? A wielu nawet o tym nie słyszało?
    W związku z tym, mam odmienne zdanie co do zamieszania wokół TK. Myślę, że nie chodzi o ukrywanie czegokolwiek tym bardziej, że chyba wszystkim już to bokiem wychodzi. Sądzę,że tu chodzi o przetrzymanie. Do grudnia…
    Propozycje chociażby”udupiające ” sędziów cieszą, ale niekoniecznie muszą służyć odwróceniu uwagi społeczeństwa od czegoś, co dla nich jest czarną magią.
    Myślę, że PiS robi swoje (mądrze czy nie, nie w tym rzecz), ale jednocześnie pogrywa sobie z TK. Kaczyński jest wojownikiem, nie rządzi, ale cieszy go jak jego partia dopierdziela takiemu ajatollahowi naszemu np. I mnie też to cieszy.
    Ja jestem cierpliwy, poczekam co za rok, za dwa z tego wyniknie.
    I poczekam na ten TTIP. Lub na Polexit.

    1. +++Odwracać uwagę od czegoś, czego powiedzmy 80% narodu nie rozumie? A wielu nawet o tym nie słyszało?+++
      Tak!!! Po to właśnie, żeby nie usłyszało! Bo jak usłyszy – to może pomyśli i zrozumie, że coś jest „nie halo”?! Zwykła prewencja, ot co…

    2. +++Ja jestem cierpliwy, poczekam co za rok, za dwa z tego wyniknie.
      I poczekam na ten TTIP. Lub na Polexit.+++
      I na to liczą ci, co chcą wdrożenia TTIP (ze wszystkimi dodatkowymi, niekorzystnymi dla suwerennych państw zapisami): masz czekać, nic nie robiąc… a potem będzie za późno!

      1. Hej eszet, a co Ty zamierzasz zrobić? Napisałem, poczekam na jedno, albo drugie. Wolę drugie. Zrobić nie mogę nic, poza pyskowaniem choćby na necie. Więc?
        Druga sprawa-„żeby nie usłyszało…”Nie gorączkuj się. Nawet w sezonie ogórkowym owe 80% ludności nawet nie zada sobie trudu, aby zastanowić się co to TTIP.
        Nie zmusisz ogółu do myślenia, bo wolą może familiadę oglądać, niż szare komórki wysilać. Upieram się, że nie chodzi o mydlenie oczu narodowi jakimiś przepychankami wokół TK. Naród ma to w d….Takoż samo TTIP. Bo nie chcą rozumieć, a choćby nawet, to mają g…do powiedzenia. Tak ja, jak i Ty i reszta.
        Mówisz mamy czekać nic nie robiąc. Na to liczą…kto? Rząd?A co zrobisz rządowi aby powstrzymać go przed TTIP-em. Do koderasów przystąpisz? Oni nie wiedzą kto rządzi w Polsce, a co dopiero jakieś umowy. Poza tym nie nasz rząd owe umowy ma podpisać, tylko unia. Więc Polexit, albo „na kolana chamie”.
        Zrozum, większość Polaków nie wie ilu jest posłów w sejmie, ile trwa kadencja prezydencka,po co jest senat, po co TK, jakie wiążą nas umowy z UE, co to są dopłaty, na co idą, jaką drogę biurokratyczną przechodzą, ile polskich pieniędzy idzie w Brukselę, a ile wraca z „dyrektywami”, jakie są niuanse funkcjonowania PE, KE, po co to, na co to. Większość po prostu nic nie wie. Więc co mogą wiedzieć o TTIP?
        Myślisz, że gdyby nie spór wokół TK, to więcej by wiedzieli? No proszę, otrząśnij się…

  2. „większość Polaków nie wie ilu jest posłów w sejmie, ile trwa kadencja prezydencka,po co jest senat, po co TK, jakie wiążą nas umowy z UE, co to są dopłaty,” etc..
    Andy… takich rzeczy nie wiedzą także prawie wszyscy obywatele innych krajów. Wszędzie jest tak, że co najwyżej 10 % ludności interesuje się tym, co się naprawdę dzieje. A jeszcze mniej ma realny wpływ na to. Ale to właśnie oni są w stanie cokolwiek zrobić, jeśli zechcą. I oni są aktywni, więc czytają, słuchają, wyciągają wnioski i działają. Bo mają jakiś CEL. I często jest tak, że jeśli się ich do czegoś przekona, to potrafią to zrealizować i jeszcze pociągnąć za sobą wielu innych. Bo to może być zgodne z ICH CELEM. Do tych właśnie ludzi są adresowane moje komentarze i opinie. Twój defetyzm i zniechęcenie trochę mnie rozczarowuje, ale potrafię zrozumieć i to. Być może lata prób i dobrych chęci nie zaowocowały bezpośrednimi, oczekiwanymi przez Ciebie owocami. A może po prostu nie wiesz o tym, że dla kogoś twoja opinia była przydatna w podjęciu ważnej decyzji! Może zasiałeś dobre ziarno, które po czasie wykiełkuje i będzie rosnąć ku radości wielu ludzi? Najpewniej nigdy się o tym nie dowiesz. Jednak zaufaj… bo „człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi”!
    Więc róbmy to, na co nas stać: np. piszmy, spierajmy się, komentujmy. Dla mnie już sama możliwość wymiany myśli z Tobą jest budująca, bo widzę, że są ludzie, którym zależy na czymś więcej niż tylko zaspokojeniu własnego egoizmu.

    1. Zgodzę się z Tobą. Prawie we wszystkim, poza tym przysłanianiem rzeczywistości przez wojnę o TK. Wyjaśniłem dlaczego.
      Piszesz o aktywności, czytaniu, wyciąganiu wniosków. Jak widać oboje w tym kierunku idziemy, wiedza, zrozumienie nie są nam obce. W przeciwieństwie do większości, nazwijmy ich, lemingów.
      Poza wspólnymi cechami różni nas jednak istotna rzecz. Otóż, nie mam wątpliwości, jesteś idealistą, a ja realistą. Stąd nasze różnice zdań i nie ukrywam, ciekawe polemiki.
      Daleko mi do defetyzmu, widzę po prostu niemoc choćby w rozmowach z…No właśnie, jak nazwać kogoś kto nie wie o czym mówię. A przecież nie używam szyfrowanego języka.
      Piszesz, że możemy coś zrobić( idealizm), ja się upieram, że nic (realizm).
      Owszem, możemy pisać, agitować wręcz, obyśmy tylko w grafomanię nie popadli…
      Możemy szukać prawdy i przekazywać ją innym. Niekoniecznie musimy przy tym mieć rację, czasem trzeba uznać wyższość innych argumentacji. I o to chodzi.
      Żałuję, że na tej skądinąd ciekawej stronie, jakoś praktycznie sami roztrząsamy tematy. Na innych forach omal się nie pozabijają zwolennicy z przeciwnikami jakichś newsów. A tu spokój, jak na połoninach jakowychś.
      Odniosę się jeszcze do wspomnianego przez Ciebie egoizmu. Niestety, tę łatkę ze smutkiem muszę przypiąć większości naszych decydentów.
      Ale tak było, jest i będzie. I bynajmniej nie jest to wynikiem mojego braku wiary w odmianę.
      Na palcach jednej ręki, może dwóch, można by policzyć prawdziwych polskich patriotów. Mam na myśli oczywiście tych , którzy mieli realny wpływ na losy Polski.
      My też mamy realny wpływ na rządzących. Wolne wybory. To jedyne co możemy zrobić, potem już tylko obserwować i z reguły zgrzytać zębami. Dlaczego?
      Bo właśnie wspomniane 80 % obywateli idzie do urn aby odfajkować. Najczęściej pierwsze nazwisko na liście. A potem larum, łola boga!
      Bo ciężko lemingom poddać weryfikacji kandydatów, poczytać, posłuchać, zastanowić się przed wyborem. Moim zdaniem mamy bardzo niedojrzałe społeczeństwo. I nie jest pocieszeniem dla mnie, że w innych krajach jest podobnie.
      Cóż, nie jest to łatwe w dzisiejszych czasach, gdy nie zna się osobiście kandydata.
      Może JOW jest remedium? Nie wiem…Ateńska demokracja, gdzie głosowało się na osobiście znanego kandydata. To dałoby możliwość naplucia w gębę chociażby, jakby coś nie teges…A tak, możemy tylko rwać włosy z głowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *