Dwanaście złotych i na bezrobocie

Posłowie przyklepali ustawę o płacy minimalnej. Oficjalnie to się nazywa ustawa o godzinowej stawce za pracę na umowę – zlecenie i w ramach samozatrudnienia. Od teraz w tej formie będą dostawać dwanaście a od przyszłego roku trzynaście złotych za godzinę. Brutto, czyli po odliczeniu składek i podatków jakieś siedem. Co to oznacza?
Ano tylko tyle, że wpływy do budżetu z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych będą wyższe. Wpływy do ZUS-u i NFZ-tu też. A ludzie? Dostaną te parę groszy więcej jeżeli będą mieli szczęście albo stracą robotę jeżeli będą mieli pecha. Oficjalna linia oczywiście jest taka, że partia dba o swój elektorat i zapewnia mu byt, rzeczywistość jednakowoż jest bardziej skomplikowana: niejeden pracodawca może uznać, że woli sam sobie biuro posprzątać zamiast płacić sprzątaczce albo kupić dodatkowy zamek i zainstalować alarm żeby nie płacić więcej nocnemu stróżowi.
Prości ludzie widzą oczywiście tylko te dwanaście złotych – i o to chodzi. Jak kto straci robotę to przecież nie dlatego, że pracodawcy nie stać na pracownika bo rząd podniósł koszty pracy tylko przez chciwość krwiopijcy. Zresztą o czym tu gadać – wiceminister Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej powiedział jakiś czas temu: „Wzrost płac to dziś kluczowe wyzwanie. Dlatego tak zdecydowanie wychodzimy z projektem 12 zł brutto za godzinę. Jeżeli firma chce płacić 5 zł na rękę, niech lepiej upadnie”. Zapomniał dodać: niech ludzie stracą nawet to pięć złotych, ale czego wymagać od polityka…
Napiszę to krótko i węzłowato – gdyby rządowi faktycznie zależało na tym by Polakom poprawić byt to zrealizowałby podstawową obietnicę wyborczą Prawa i Sprawiedliwości podnosząc kwotę wolną od podatku do poziomu ośmiu tysięcy złotych. Dla ludzi efekt byłby ten sam, więcej pieniędzy w portfelach, a pracodawców nie obciążyłby dodatkowymi kosztami. Tyle tylko, że to rozwiązanie nie przyniosłoby zysku budżetowi państwa czyli dla władzy byłoby całkowicie nieopłacalne.
Skoro jesteśmy przy budżecie i podatkach to mamy kolejną inicjatywę dla dobra obywateli: Minister Finansów podniósł stawkę podatku VAT na fast foody z pięciu do ośmiu procent. Mało kto na to zwrócił uwagę, hamburgery i kebaby niezdrowe to niech i stuprocentową stawką obłożone będą. Tyle tylko, że wyższy podatek to wyższe ceny a to oznacza zmniejszony popyt, mniejsze dochody sprzedawców i – tak, tak – zwolnienia pracowników. Tych samych, którzy przed chwilą ucieszyli się z podniesienia godzinowej stawki do dwunastu złotych…

Udostępnij na:

16 comments

  1. Tak, tu jesteśmy zgodni Panie Aleksandrze, kwota wolna od podatku powinna być duuuuuuuuuużo wyższa. Ponieważ jednak mamy rząd, który się tylko zgrywa na prawicowy i udaje, że jest lepszy od poprzednieg, no to chyba tej prawdziwej dobrej zmiany nie doświadczymy. Niestety. Bo oni (znowu „oni ” ;-)) myślą tylko o najbliższej przyszłości, i to swojej (!) , a nie Narodu…

    1. Co ma wspólnego zgrywanie na prawicowy rząd z kwota wolną od podatku?Nic Eszet.
      No ale możesz tak myśleć. Coś mi utkwiło w głowie kiedyś.Posłowie od lat(!) mają ową kwotę w wys. jakichś 30000 rocznie.Obywatele dziesięciokrotnie mniej. Czepiałeś się kiedykolwiek takich różnic? To się uczep, bo one są nadal. Kolejna sprawa. Chyba Kukiz 15 złożył wniosek ( lub coś o tym wspominał),aby to wyrównać. W te, lub we w te. Bingo. Jednakowo dla wszystkich. To jest plan!Kumasz ile mogliby obywatele zyskać, a ile w innym przypadku państwo by zarobiło?

      1. Kukizowcy zaproponowali to zrównanie trochę pod publiczkę ale osiągnęli jedno – nagłą zgodność wszystkich pozostałych klubów, które stworzyły jeden front w obronie swoich przywilejów.

        1. Istotnie. Ustawa raczej niemożliwa do przeprowadzenia.
          Mnie jednak bardziej interesuje ta sprawa, niż podnoszenie kwoty wolnej od podatku.
          Bo o ile, tysiąc? Dwa? Nie zmieni to sytuacji pracujących za wspomniane 5 zł na godz.
          To niech mają chociaż 12 zł. Też więcej w kieszeni.
          Realna, zmieniająca sytuację w/w, to min. 10000. Mój optymizm jednak tu się kończy.
          Swoją drogą nie znam nikogo, kto wstaje rano za 5 zeta. Chyba tylko Ukraińcy.
          Sprzątaczka u nas za 2 godz. pracy ma stówę…Fast foody również płacą więcej.
          Więc chyba nie o te grupy pracownicze chodzi?
          Jedyni jacy mi przychodzą do do głowy to, pożalsięboże ochroniarze dorabiający do emerytury. Ci za nocną drzemkę biorą po 50 zł. Za to zatrudniająca ich firma ochroniarska trzepie gigantyczną kapuchę. Stać ich na 12 zł dla ciecia.
          I zamiast emeryta, pracę mógłby podjąć bezrobotny.

  2. Zaiste są tam założenia czym powinna się kierować prawdziwa prawica i lewica. Powtarzam, powinna.U nas system (konstytucja!) jest na tyle złamany, że ani jedni, ani drudzy nie mogą pójść w prawo lub w lewo. Większe szanse ma lewica, choćby służba zdrowia, socjal czy inne pozostałości post komuny. Zmiana konstytucji (kilka kartek by wystarczyło na nią) otworzyłaby horyzonty do sprawowania władzy zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. Załóżmy teoretycznie, co ma zrobić np. jakiś stricte prawicowy rząd ( powiedzmy narodowcy ?).Nic nie zrobi bo…konstytucja. I z drugiej strony też nie nawojują. Tyle w temacie różnic. W naszym układzie ich po prostu nie ma , bo być nie może.

    1. Wiadomo, że w tej chwili konstytucja jest, jaka jest. Jednak teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć partię czy należeć do dowolnej partii, która kieruje się np. zasadami czysto prawicowymi. Skoro konstytucja nie pozwala na wprowadzenie jakiegoś ustroju, to można dążyć do zmiany konstytucji. Petycja w tej sprawie to też jakiś sposób.
      Taktyka wprowadzania zmian w państwie polegająca na doraźnym „łataniu dziur” , bez planu strategicznego, dalekosiężnego – nic dobrego nie przyniesie. Zgoda na taki stan rzeczy to kapitulacja w obliczu wroga.

      1. Jakiego wroga…Wyimaginowanego, czy też jakiegoś rzeczywistego? Od zarania państwa polskiego naszym wrogiem zawsze byli… Polacy. Nie istotne czy biliśmy się z niemcami, szwedami, rosjanami, turkami, tudzież między sobą. Kto by to nie był. Zawsze wśród nas byli wichrzyciele. Targający w swoją stronę, wykorzystujący słabość państwa lub potrzebę chwili. Przykład, wojna 13-to letnia. Szlachta nie pójdzie na wojnę , jeśli nie otrzyma kolejnych przywilejów. Dostali. I tak było następnym i następnym razem. Aż im się w głowach popierdzieliło i targowicę sobie umyśleli.
        Otto von Bismarck rzekł: Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą.
        Genialne, choć przykre słowa.
        No, ale nie o tym dyskutujemy.
        Teoretycznie mamy partie prawicowe, jak i lewicowe. Więc po co je tworzyć? W „niszy” są naprawdę wywrotowcy, choćby wspomniany kiedyś przez nas Grzegorz Braun. Nie wspomnę o Korwinie. I co? Dopuść jednego, czy drugiego do władzy, a ich deklaracje rozbiją się o mur konstytucyjny, o prawodawstwo polskie, o zaściankowe myślenie twardogłowych, oczywiście protestujących. Zmienić konstytucję? A kto niby ma to zrobić, kiedy naród nie kwapi się aby pójść do urn i wybrać zwolenników zmiany. Niech jest jak jest, często to słyszę.
        PIS próbuje, przynajmniej takie deklaracje słyszę. Ale nawet z Kukizami nie uciągną.
        Bo ustawa mówi o 2/3 posłów za zmianą. Petycja mówisz? No to mów dalej, a 2/3 i tak nie uzyskasz. Błędne koło i tyle.
        No i dochodzimy do meritum, czyli łatanie dziur? Bo nic innego nie można zrobić w tej chorej sytuacji, niż łatać portki. Nowych się nie da kupić.
        Jeszcze raz zapytam, jaki masz pomysł na zmianę konstytucji? Realny…
        Bo mnie się wydaje, że tylko rewolucja może to zmienić.
        Lub, co prawie niemożliwe, dogadanie się kilku wiodących partii.

  3. Twierdzisz Andy, że ” Od zarania państwa polskiego naszym wrogiem zawsze byli … Polacy „. Tu widać efekt skutecznej antypolskiej propagandy. Ja twierdzę, że to samo można powiedzieć o każdym innym narodzie znajdującym się w podobnej sytuacji.
    Dalej: „Otto von Bismarck rzekł: Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”. To właśnie Bismarck ową wrogą propagandę względem Polaków zapoczątkował. Powyższe zdanie miało mieć moc sprawczą i w połączeniu z konsekwentną polityką propagandową cel został osiągnięty: po latach już mało kto kojarzy pewne fakty z historii. To, co mówisz – jest tego żywym przykładem. Polska zajmuje strategicznie ważny geopolitycznie region. Tu się ścierają interesy kilku europejskich i światowych potęg. Dlatego Polacy są poddawani różnym naciskom grup lobbystycznych, sąsiednich państw, ponadnarodowych koncernów. Wymordowanie polskich elit intelektualnych czy politycznych mieści się w tym kanonie. Przypisywanie Polakom jakichkolwiek negatywnych cech zbiorowo (naród) czy indywidualnie (Kaczyński np.) jest na rękę tym siłom, w celu forsowania poglądu, że Polacy nie zasługują na suwerenność.
    C. d. n.

    1. Eszet, wspomniałem, że nie o tym dyskutujemy.Mój wstęp wprowadzał do targowicy i nie mów mi, że obce mocarstwa do tego doprowadziły. To nasi możnowładcy zlikwidowali Polskę. Patrz początek mojej mojej wypowiedzi. A Bismarck , jakby nie patrzeć był na swój sposób geniuszem. Przynajmniej Niemcy mieli takowego, choć na zdrowie im to nie wyszło. Nijakiej wrogiej propagandy wobec nas nie musiał prowadzić, strzelił w dziesiątkę. Nota bene, Niemcy w czasie wielkiej wojny marzyli o skoptowanie Polaków na swoją stronę. Bo mieli szacunek dla polskiego żołnierza.
      Zarzucasz mi wiarę w jakąś antypolską propagandę? Odpuść, jestem patriotą.
      Że co, jestem żywym przykładem nie kojarzącym faktów z historii?
      Po raz kolejny odpuść, bo faktami historycznymi Cię zmiażdżę.
      Czytając Twoje wynurzenia, odnoszę ciągle wrażenie że bujasz w sprawach ideologicznych. Zapatrzony, zaczytany tu i ówdzie miotasz się w w kwestii Hamletowskiej „Być, czy nie być…”. No tak, oto jest pytanie.
      Ale lubię z Tobą na udry iść 🙂
      Masz rację, Polacy nie są jedynymi wydrapującymi sobie oczy nawzajem.
      To fakt, leżymy w gównianej strefie geopolitycznej.
      Ale co, od tyś. lat? Nie…Raptem od stuleci.
      Mówiąc o ścieraniu się na naszym terytorium interesów jakichś potęg, mylisz się.
      Nieco zaściankowe myślenie.
      Regionalnie być może, ale ciekawe czy wiesz, że wzrok „potęg”kumuluje się teraz na Azji dalekowschodniej? Na oceanie arktycznym? Tam dopiero jest ścieranie się interesów.
      No dobra, zgadzam się z inwazją koncernów ( było napisać korporacji), lobbystów, irracjonalnych i bezsensownych pomówień wobec Polaków.
      Ale nie brnijmy w narcyzm. Nie u nas skupiają się oczy wielkich.
      Jesteśmy małym, biednym krajem (potencjalnie wcale nie) w nieszczęsnym środku Europy.
      Czy spojrzeć na wschód, czy na zachód chcą nas zjeść. Taka przystawka przed konkretnym posiłkiem.
      I tyle.

    2. Ciąg dalszy do poprzedniego posta.
      Jeśli chodzi o doprecyzowanie, kto jest wrogiem Polski: każdy, kto ma interesy sprzeczne z polskimi. Proste!
      Napisałeś Andy o próbie zmiany konstytucji: „PIS próbuje, przynajmniej takie deklaracje słyszę. Ale nawet z Kukizami nie uciągną.” Ale najpierw musieliby naprawdę tego chcieć. Czy faktycznie chcą? Mam nadzieję, choć masz rację: przy obecnym układzie sił w sejmie uchwalenie nowej konstytucji jest niemożliwe. Chyba, że przekona się 2/3 posłów. A to rzeczywiście wydaje się w tej chwili nierealne.
      Przypomnijmy: my tu sobie tylko teoretyczne dywagacje prowadzimy, co by można zrobić. Rewolucja, rewolta, zamach stanu… żadne z tych słów mi się nie podoba ze względu na to, co się za nimi kryje. Przemoc i ofiary, winne czy niewinne – nieważne, bo to zawsze zło. Należy jednak być przygotowanym praktycznie na taką ewentualność, bo uważam, że są ludzie, którzy chcą jakiejś formy polskiego majdanu. Ten, kto go wywoła, na pewno nie zrobi tego dla dobra Narodu. Ale… można by wykorzystać wybuch takiego majdanu dla dobra ogółu społeczeństwa, przejmując kontrolę nad nim. Jednak do tego trzeba się perfekcyjnie przygotować pod każdym względem i przede wszystkim dysponować ludźmi gotowymi to bezbłędnie przeprowadzić. Praktycznie – widzę w tej chwili sprzyjające okoliczności do przeprowadzenia takiej operacji, a nawet siły i ludzi, którzy mogliby to zrobić. Gdyby chcieli, ale chcieć – to znaczy mieć w tym interes (niestety nie obeszło by się bez wchodzenia w pewne układy). Jednocześnie powinni z tego być wykluczeni jawnie skompromitowani ludzie postkomuny. Przynajmniej oficjalnie musi być preferowany patriotyzm, żeby w razie niejasności było do czego się odwołać. Polska racja stanu musi być na pierwszym miejscu i wokół niej należy skupić większość Narodu, który też musi w tym mieć swój interes: dobrobyt swój i swoich bliskich.
      Jak to osiągnąć?
      Wprowadzić rewolucyjne zmiany w systemie podatkowym, tak by nagle każdy obywatel odczuł , jak mu w portfelu przybyło, a firmy znalazły się nagle w raju podatkowym. Wtedy tęczowe towarzystwa mogą sobie urządzać majdan… który da się obrócić przeciwko nim samym.
      C.d.n.?

  4. C.D. Następuje.
    Ad wrogów Polski.
    Masz rację. Wspomnij konstytucję 3 maja w upadającej Polsce.
    Potęga kiedyś, choć już na kolanach po pierwszym rozbiorze, zresztą wcześniej też. Mądre głowy ratując Rzeczpospolitą dwojga narodów ograniczają przywileje szlachty. Efekt? Magnateria ( Polacy!) mkną do Kasi o ratunek prosząc. Kasia tylko na to czekała, wszak wojska rosyjskie już od dawna w Polsce „pilnowały porządku”. Skutek-przegrana wojna. I następne rozbiory.
    Kto był wrogiem?
    Targowiczanie. Nie mylić z zaborcami. Fryderyk Wilhelm początkowo nawet łaskawym wzrokiem spozierał na Polskę.
    Rzeczpospolita była bezsilna wobec trzech potęg, jednocześnie mając nóż w plecach od „republikanów”. Tak, naszych rodaków, dla których ważniejsze było utrzymanie status quo, niż dobro Rzeczypospolitej. Monarchia konstytucyjna nijak im nie pasowała.
    Przeskoczmy stulecia. Kto jest dzisiaj wrogiem Polski?
    Można się dopatrywać zawoalowanych działań Niemiec, czy Rosji.
    Ot, historia uczy, że to nasi „najlepsi”, czyli ukochani wrogowie. Ale!
    Choćby 90% narodu zgrzytało na nich zębami, mamy 10% WICHRZYCIELI.
    Wystarczy, aby blokować jakiekolwiek zmiany na lepsze. I tuptać do kolejnej Kasi.
    Kto oni? Nasi rodacy…
    Historia kołem się toczy, znów sąsiedzi radują się, bo w Polsce jest dym, szum, niesnaski.
    Bynajmniej nie skorzystamy na tym, choćbyśmy kolejną, rewolucyjną konstytucję uchwalili. Będą niezadowoleni z transparentami, nie wiedząc co na nich pisze.
    Dałoby się radę, bo kto nam przeszkodzi w zmianie konstytucji?
    Nikt. Aha, zapomniałem o tych 10 %-ach. Targowiczan.
    Na teraz jest to niemożliwe, sam przyznałeś.
    Wspomniałem o rewolucji, podjąłeś temat.
    Oboje chyba nie mieliśmy na myśli rewolty z bronią w ręku.
    Rewolucyjne zmiany owszem, pokazujące obywatelom jaśniejszą przyszłość. O tak. Pokazujące narodowi, że nie jesteśmy dojną krową ze snopkiem siana przy łbie. Jak najbardziej.
    Chyba o to nam chodzi. I na to właśnie czekam na stare lata.
    Pytanie, czy „targowiczanie” nie zablokują takich zmian?
    I pytanie, czy ustanowi się kiedyś rząd, który podejmie takie wyzwanie?
    Ten? Następny? Jeszcze następny?
    Na pewno nie pragnę majdanu. Cierpliwie czekam…

  5. Andy: „Przeskoczmy stulecia. Kto jest dzisiaj wrogiem Polski?
    Można się dopatrywać zawoalowanych działań Niemiec, czy Rosji.”
    Nie tylko można! Oto wypróbowane sposoby na wbijanie klinów między polskich obywateli:

    http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/goralenvolk-wstydliwy-epizod-polskiej-historii

    A ostatnie podrygi poprzedniej władzy: próby przekupienia Ślązaków obietnicami daleko posuniętej autonomii? Przecież to korupcja polityczna na wielką skalę w celu osiągnięcia określonych korzyści. Proste skojarzenie z Niemcami, im to by pasowało…

    PS. Polecam powyższy portal historyczny, znajduję tu nowe spojrzenie na pozornie dobrze znane fakty.

  6. Oj tam! Przecież nie twierdzę, że Niemcy czy Rosja są nam przychylni.
    Chciałem tylko zwrócić uwagę, że w Polsce mamy gorszych wrogów.
    Kto, Niemcy proponowali jakąś autonomię? Nie…Nasza władza. Nasi rodacy.
    Wtedy na usługach Jekatieriny Wielikiej (Zofia Anhalt-Zerbst). Wtedy, a teraz?
    Dopowiedz sobie.
    Czytaj Eszet, czytaj.
    Ja całe tomy już przewaliłem i swoje zdanie mam na temat gdzie tkwi wróg.

  7. Ale co tu odgadywać, na miły Bóg! Mamy 21 wiek i raczej nie grozi nam najazd czołgów, czerwonoarmistów tudzież wermachtu. To oczywiste, że dzisiaj liczy się nie zdobycz terytorialna ( choć Putin marzy o większej Rosji), a raczej uzależnienie polityczne i gospodarcze słabszych krajów. Bynajmniej w „cywilizowanych” krajach takie tendencje się obserwuje. Czy to US, czy UE kombinują jakby tu połknąć maluczkich, nie anektując ani metra 2 ich terytorium. I to się w rzeczy samej dzieje po cichu…
    Parę istotnych cytatów z ostatniego linku:
    >aneksję Krymu poprzedziła zmasowana akcja polityczna i propagandowa, przeprowadzona wśród miejscowych elit i środowisk decyzyjnychPrzy udziale politycznej agentury wpływu i antypolskich ośrodków propagandy, doprowadzono następnie do przeniesienia tematu ma forum Komisji Europejskiej Do przeprowadzenia ataku wykorzystano publikacje ośrodków antypolskiej propagandywykorzystano środowiska ulokowane wewnątrz atakowanego państwakreowanie fałszywych wizji „opozycji”, sprzyja akcjom wojny hybrydowej i znakomicie ułatwia działalność wrogich ośrodków<
    Wystarczy, aby podtrzymać mój pogląd gdzie tkwi wróg.
    Otóż "atakujący" nic by nie wskórali (w domyśle wojna hybrydowa), gdyby nie zachęcanie, wspomaganie, agenturalność (?) i wreszcie ZDRADA elit jakiegoś kraju.
    To są wrogowie. To jest "szpica" za którą idą polityczne, gospodarcze, a czasem militarne posunięcia. To jest wróg, który przeciera szlaki i wskazuje gdzie można uderzyć.
    Niekoniecznie bombką.
    Sugerujesz, jak sądzę, że istnieje niebezpieczeństwo uzależnienia naszego ( czy tylko?) kraju od innych. I owszem, zgadzam się. Dodam, że martwię się, iż nasze obecne elity jakoś bardziej angażują się w "dozbrajanie"niż położenie nacisku na wyplenienie agenturalności. Choć może i w tym kierunku coś się dzieje, nie wiemy.
    Proszę zwrócić uwagę, że w Chinach czy w Korei Płn.wojna hybrydowa jest niemożliwa.
    Bo tam nie ma demokracji. Tej, która pozwala pluć na własny kraj, naród bez jakichkolwiek konsekwencji. Moim zdaniem demokracja zeszła na psy, mamy tego przykład w Polsce. Groźby wobec PAD lub Kaczyńskiego pozostają bez echa. Wolno…
    Takoż samo wolno być 5 kolumną dla interesów obcych krajów, korporacji, środowisk banksterskich czy co by to nie było.
    Jak się przed tym bronić? Konia z rzędem temu, który znajdzie sposób.
    Przypominam, że zaczęliśmy od 12 zł. na godz. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *